Prezydent wreszcie podpisał nowelizację ustawy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym zwiększającą kwotę gwarancji depozytów. O gwarancjach pisałem już tutaj. Warto teraz zaktualizować informacje i rozwiać niejasności co i kiedy jest gwarantowane.
Jeżeli masz konto lub lokatę w banku działającym na podstawie polskiej licencji to twoje oszczędności są gwarantowane do kwoty 50 000 EUR, czyli na dziś 187 860 zł w 100 %. Lista tych banków znajduje się tutaj. Gwarancji udziela Bankowy Fundusz Gwarancyjny i dotyczą one sumy wszystkich twoich pieniędzy zgromadzonych w banku. Oznacza to, że jeśli na koncie masz 5 000, a na lokacie 100 000 zł to masz pełną gwarancję środków. Dodatkowo rachunki lub lokaty wspólne objęte są osobnymi gwarancjami, czyli każdy z współposiadaczy dostanie z powrotem po 50 000 EUR, czyli po ok. 180 tys. PLN.
Gwarancja obejmuje nie tylko sam wkład (kwotę lokaty czy saldo na rachunku), ale także odsetki naliczone do dnia ogłoszenia przez bank upadłości.
Najważniejsze jest jednak to, że kwota gwarancji podana jest w euro a wypłata środków następuje niezależnie od waluty wkładu w złotówkach. Oznacza to konieczność przewalutowania. Jest ono dokonywane po kursie średnim NBP z dnia ogłoszenia przez bank upadłości. Jest to zatem pewien haczyk i taka łyżka dziegciu w całym.
Miejmy nadzieję, że nie będziemy się nigdy musieli przekonać jak to działa w praktyce. Tym bardziej, że w przypadku upadłości banku BFG bierze środki na wypłaty od innych banków, a w dobie kryzysu może to powodować dalsze upadłości.
I na koniec pytanie: A co jeżeli mojego banku nie ma na liście? Oznacza to, że działa on na podstawie licencji wydanej w innym państwie Unii Europejskiej i podlega tamtejszemu systemowi gwarantowania depozytów. Tak jest na przykład z greckim Polbankiem. Na swojej stronie informują oni, że grecki HDGF gwarantuje depozyty do wysokości 100 000 EUR. Ale jak wyglądają procedury wypłaty nie wiem – greckiego nie znam i nie zamierzam się uczyć.
sobota, 29 listopada 2008
Czy moje oszczędności w banku są gwarantowane ?
sobota, 15 listopada 2008
Alior Bank S.A. – subiektywny przegląd oferty cz.1
Już w poniedziałek oficjalnie rusza nowy bank – Alior Bank. Nie mogę nie pokusić się o przegląd ich oferty i oczywiście podzielenie się nim z Wami. Prezes banku Wojciech Sobieraj i inni jego pracownicy cały czas podkreślali, że będzie to nowa jakość w polskiej bankowości. Po wstępnym przejrzeniu oferty mogę stwierdzić, że na pewno nie wnoszą nowej jakości cenowej. A jak będzie z obsługą w oddziałach to się okaże. Czy zatem warto zakładać konto w Aliorze?
Bank proponuje klientom dwa konta do wyboru: konto z lokatą nocną i konto zakupowe. Muszę przyznać, że nazwy nie wpadają w ucho. Tak naprawdę konto zakupowe jest rozszerzeniem konta z lokatą, więc to pierwsze można było nazwać chyba trochę prościej. Rozszerzenie polega na dołożeniu cash backu, tzn. bank zwraca na konto 1% od wszystkich transakcji wykonanych kartą. No ale nie za nazw produktów będziemy ich rozliczać.
I tak konto z lokatę prowadzone jest za darmo, a konto zakupowe kosztuje 7zł. Jeśli chodzi o przelewy to sprawa też nie wygląda jakoś różowo. Oferta jest dość skomplikowana. Przelewy wewnątrz banku są bezpłatne bez względu na kanał ich zlecenia. Przelewy do innych banków w kraju to już inna historia. Pierwsze 10 przelewów w miesiącu zleconych przez internet jest całkowicie darmowa. Kolejne 39 przelewów internetowych kosztuje 0,30 zł (koszt autoryzacyjnego kodu sms). Każdy następny przelew przez internet to koszt 1,05 zł (0,75 zł za przelew i 0,30 zł za sms). Jeśli zlecimy taki przelew samodzielnie przez telefon (IVR) to zapłacimy za niego 3 zł, telefonicznie przy udziale konsultanta – 5 zł, a osobiście w oddziale 6zł za każdy przelew. Nie widać możliwości przelewów przez telefon komórkowy. Potwierdzenie przelewu bezpłatnie wydawane jest w dniu realizacji, natomiast potem kosztuje 5zł.
Tanio jak widać nie jest. No ale nikt tego nie obiecywał. Jest jeden plus – przelewy zagraniczne kosztują 50 zł niezależnie od waluty i kwoty, więc tu trzeba bank pochwalić. Dodatkowo mają w ofercie przelewy SEPA w Euro, i kosztują jak wszędzie 5 zł. Bank ma w swojej ofercie także zlecenia stałe. Złożenie zlecenia w oddziale lub telefonicznie u konsultanta kosztuje 2 zł, w internecie i przez komórkę bezpłatnie. Swoją drogą jeśli można przez komórkę składać zlecenia to czemu nie można przelewów? Chyba to jakieś niedopatrzenie w taryfie.
Wyciągi odbierane w oddziale kosztują 5zł. Natomiast także pewna nieścisłość wkradła się w wyciągi wysyłane do domu. Za darmo są dla klientów „którzy nie zawarli Umowy o świadczenie usług przez Bank”, w przeciwnym wypadku ich wysyłka także kosztuje 5zł. Chodzi pewnie o Umowę do bankowości internetowej, ale znów jakaś nieścisłość w taryfie.
Wpłaty i wypłaty gotówki są za darmo, ale jeśli nie podejmiemy zamówionej wcześniej gotówki to zapłacimy za to 50 zł. Trzeba w takim przypadku po prostu przyjść, wypłacić i zaraz potem wpłacić i opłaty nie będzie.
Niezależnie od konta płaci 3 zł/m-c za kartę płatniczą Maestro. Z samym wydaniem to ciężko stwierdzić jak jest bo niby wydanie za darmo, ale jeśli wydaje się kartę z wizerunkiem z grupy A to kosztuje to 10 zł, a z grupy B 20 zł. O co chodzi? Pewnie czas pokaże. Transakcje bezgotówkowe są oczywiście za darmo. Jeśli chodzi o wypłaty z bankomatu, to kartą do konta z lokatą są za darmo wszędzie – także za granicą, a kartą do konta zakupowego bezpłatne są tylko w bankomatach banku euronet i cash4you. W pozostałych kosztują 5 zł w kraju i 9 zł za granicą. W bankomatach będzie można sprawdzić zestawienie transakcji i zmienić PIN, ale obie operacje kosztują 1 zł. Od razu jeszcze raz przypominam, że przy koncie zakupowym jest Cash back – 1% wszystkich transakcji kartą wraca na rachunek klienta.
Do konta można mieć także limit zadłużenia. Opłata za jego przyznanie to 1% min. 20 zł rocznie. Limit oprocentowany jest na 16%. Żeby nie zapomnieć – konto osobiste oprocentowane jest na 0,1%, ale to raczej symboliczne. Do konta można założyć codzienną lokatę overnight (nocną), na której połowa środków na rachunku oprocentowana jest na 11%, czyli realne oprocentowanie środków to 5,5%.
Alior ma w swojej ofercie także konto oszczędnościowe z oprocentowaniem 5%. Nie powala to na nogi. Bezpłatny jest tylko pierwszy przelew w miesiącu (tutaj 5 pierwszych kodów sms jest za darmo, następne to koszt 0,30 zł). Kolejne przelewy są płatne – w ramach banku 2zł w oddziale i 1 zł (lub 1,30 zł z kodem sms) przez internet. Oferta zatem nie zbyt ciekawa.
Oczywiście oprócz konta oszczędnościowego są także lokaty. Najkrótsza to 10-dniowa zakładana przez Internet (znamy z BPH) z oprocentowaniem 4,5%. Oprocentowanie pozostałych lokat też nie powala na kolana, więc nawet nie będę go przytaczał.
Teraz pytanie czy mi się ta oferta opłaca? To dobry moment żeby podsumować ile płacę za konto i usługi z nim związane. Konto podstawowe mam w mbanku. Jego prowadzenie jest za darmo. Do tego z mbanku robię przelewy. Większość z nich to przelewy zewnętrzne – średnio 8 w miesiącu (nie przekraczam 10-ciu), a na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy średnio 1 był wewnętrzny na konto innej osoby. Wypłaty z bankomatu: średnio 2 w euronecie i 5 w bzwbk (mam najbliżej). Na bieżące wydatki średnio trzymam 350 zł na emax z oprocentowaniem 1,85%. Resztę pieniędzy na płatności mam na emax plusie – średnio 900 zł oprocentowane od niedawna na 6% (dzielę na dwa konta). Z limitu w koncie nie korzystam nigdzie. Za zakupy płacę kartą kredytową a nie debetową, więc w Aliorze wybieram do porównania konto z lokatą.
Porównajmy zatem:
mbank: 0zł za konto - 0zł za kartę - 0 zł za wypłaty z bankomatu - 0 zł za przelewy + 0,50 zł oproc. na emax + 4,50 oproc. na emax+ = + 5 zł
Alior: 0 zł za konto - 3 zł za kartę - 0 zł za wypłaty z bankomatu - 0 zł za przelewy + 5,80 zł oproc. na lokacie nocnej = 2,80 zł
Założyłem że środki trzymam na koncie z lokatą, gdyż oprocentowanie lokaty nocnej w Aliorze jest efektywnie wyższe niż konta oszczędnościowego. Jak widać kwestia opłacalności jest na granicy. Czy założę konto w Aliorze? Jasne że TAK !! Po pierwsze chcę odwiedzić ten zachwalany przez nich oddział i poczuć tą nową jakość. A po drugie biorę udział w ich konkursie gdzie dają 100 zł dla każdego kto się zarejestruje i odpowie na 9 prostych pytań o wyobrażenia i odczucia o nowym banku.
Żeby było jasne nie jestem fanem mbanku i korzystam tam tylko z wybranych produktów, które są dla mnie tanie i wygodne. Warto dodać, że zawsze dobrze mieć środki w co najmniej dwóch bankach - tak na wszelki wypadek. Alior jest młody więc na razie musi zapracować na moje zaufanie. Już niedługo zanalizuję ich ofertę depozytową i kart kredytowych pod kątem mojej optymalności. W końcu jeśli można mieć coś taniej i wygodniej to po co przepłacać?
piątek, 3 października 2008
Pewne jak w banku?
W dobie szalejącego kryzysu finansowego i upadków kolejnych potęg bankowości wszyscy zaczęli zadawać sobie pytanie, czy nasze oszczędności są bezpieczne? Jesienna ofensywa banków z coraz to wyższymi procentami sprawiła, że na forach internetowych można było przeczytać opinie: „zgarną kasę, ogłoszą upadłość i się zmyją”. Zadajmy sobie zatem pytanie czy mamy się czego obawiać?
Teoretycznie nie. Depozyty we wszystkich bankach działających na podstawie uzyskanej w Polsce koncesji objęte są gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Pewność, że zwrócą nam 100% ulokowanego kapitału mają jednak tylko Ci, którzy ulokowali w danym banku nie więcej niż 1000 EUR ( 3418,80 PLN ). Jeśli depozyty wynoszą do 22 500 EUR (66153,78 PLN) to zwrócą nam tylko 90% (dla 1000 EUR nadal 100%). Wszystkie wkłady ponad tą kwotę nie są niestety gwarantowane. Sama gwarancja nie oznacza, że jeśli bank upadnie, otrzymamy nasze pieniądze natychmiast. BFG ma 5 lat na spłatę zobowiązań banku. Może się zatem okazać, że trochę sobie poczekamy.
A co jeśli bank nie podlega polskiemu nadzorowi, tak jak np. Polbank? Wtedy oczywiście wszystko zależy jakie przepisy obowiązują w kraju macierzystym. W przypadku oddziału tego greckiego banku HDGF (odpowiednik BFG) gwarantuję wypłatę 100% środków dla wkładów nie przekraczających 20 000 EUR. Problem polega jednak na tym, że instytucja ta jest w Grecji i najprawdopodobniej trzeba by udać się na przymusową wycieczkę (oby tylko jedną) do tego kraju, aby odzyskać środki.
Warto jeszcze może tylko wspomnieć, że w gnieździe kryzysu, czyli w USA gwarantowane są depozyty do kwoty 100 000 USD, a w ramach trwającej kampanii wyborczej Pan Obama obiecał zwiększenie tej kwoty do 250 000 USD. Jak to określił w celu przywrócenia zaufania publicznego do systemu finansowego. Oj przyda się odbudowa zaufania, bo po tym co się tam teraz wyprawia to pewnie rynek kredytów hipotecznych na kilka dobrych lat został ubity.
A co w naszej ‘kochanej’ Europie? Można by pomyśleć, że mamy jakąś totalną kampanię wyborczą, gdyż coraz więcej rządów postanawia zagwarantować wszystkie depozyty w krajowych bankach. Pierwsza zrobiła to Irlandia, a za jej drogą podążyła zaraz Wielka Brytania. Interesujące dla klientów Polbanku może być, to że rząd Grecji także wyraził chęć zagwarantowania 100% depozytów, ale na razie się tylko na deklaracjach skończyło, więc wiecie… obiecanki cacanki, a głupiemu radość … jak to mówią. Kiedy u nas w Polsce rząd zagwarantuje wszystkie depozyty? My chyba jednak nie mamy teraz żadnego głosowania, więc nikt o kiełbasę wyborczą się nie stara.
Jakie mogą być skutki takich gwarancji rządowych? Na pewno zwiększa to zaufanie to banków w tych trudnych czasach i sprawia, że nie ucieka z nich tak szybko kapitał. Jest jednak druga strona medalu… szefowie banków wiedzą już nie muszą się obawiać, bo jakby co to państwo zainterweniuje. Mogą więc jeszcze bardziej ryzykować powierzony im kapitał. Taki moral hazard.
Czy zatem ustawiać się w kolejce do okienka i wypłacać wszystkie oszczędności? Jak ktoś ma w domu sejf i się nie boi… to pewnie i na podatek inflacyjny też go stać ;]
wtorek, 23 września 2008
Armagedon Insurance Group (AIG)

W szczytowym okresie firma była największym na świecie ubezpieczycielem o wartości przekraczającej 239 mln dolarów. Jej aktywa są większe niż te, które którymi dysponował bank Lehman Brothers. Ale sam rozmiar ewentualnych strat nie do końca wyjaśnia akcję ratunkową jaką podjął rząd USA by ratować firmę przed upadkiem.
Problem leży w tym, że AIG jest ubezpieczycielem większości kredytów hipotecznych w Stanach i dużym ubezpieczycielem w tym segmencie rynku na świecie. Dodatkowo także wystawiało gwarancje na śmieciowe obligacje CDS (credit default swap). Ubezpieczenia te są zabezpieczeniem aktywów dla wielu banków i w ten sposób pozwalają im zachować adekwatność kapitałową w tych ciężkich czasach. Zatem gdyby AIG upadło, ich gwarancje były by nic nie warte i jednocześnie spowodowałoby uszczuplenie zasobów i tak już niezwykle cennego kapitału na rynku. W świetle tych informacji upadek ubezpieczyciela oznaczał by Armagedon, a do tego ekipa Busha przed wyborami przecież nie dopuści.
Powstaje jednak pytanie ile ta akcja ratunkowa będzie kosztować przeciętnego podatnika. Oficjalnie firma utraciła tylko płynność finansową. Z powodu kryzysu sub-prime musiała zwiększać zabezpieczenia finansowe i co za tym idzie potrzebowała coraz więcej kapitału. Aby uchronić ją przed kryzysem rząd udzielił 85 bln dolarów wysokooprocentowanego kredytu i przejął przejął w zamian 79,9% udziałów w spółce. Tylko ile ona jest teraz warta i kto byłby skłonny kupić ją w przyszłości? Tego chyba nikt nie wie…
Artykół na podstawie tekstu w the economist
poniedziałek, 22 września 2008
Kulczyk Bank
Dopiero co rozkręciła się machina z Aliorem i Allianzem, a tu kolejna niespodziana. Jan Kulczyk, znany polski biznesmen, chce stworzyć nowy bank !!
Jak podaje Puls biznesu Jan Kulczyk poprzez swoją spółkę Kulczyk Investment House planuje stworzyć we Wrocławiu nową instytucję finansową. Na początku miałby to być broker sprzedający kredyty konsolidacyjne (a trzeba przyznać, że jest teraz na to coraz większy popyt). Docelowo będzie to jednak nowy bank.
Kierowanie projektem powierzono byłemu szefowi Banku Współpracy Europejskiej (BWE), czyli Ireneuszowi Kasnerowi. Notabene teraz BWE kieruje dawny szef GE Money Banku – Mariusz Karpiński. Jak widać karuzela na rynku dość spora.
O ile moim zdaniem miejsce dla kolejnego brokera pewnie się znajdzie, gdyż coraz więcej kredytów sprzedawanych jest właśnie w ten sposób, to przy coraz większym spowolnieniu gospodarczym miejsca dla kolejnego banku tymczasowo może zabraknąć. Chociaż wszystko zależy od talentu zarządzających. Jedno jest pewne czas pokaże co z tego wyjdzie.
Mam nadzieję niedługo usłyszymy także o Sławomirze Lachowskim, dawnym prezesie BRE Banku, o którym wróble ćwierkają że zakłada nowy bank.
sobota, 13 września 2008
Banki rozdają pieniądze za darmo!
Dziś chciałbym zanalizować nowe podejście w przyciąganiu klientów przez banki, jakim jest rozdawanie pieniędzy za założenie w nich jakiegoś produktu. Kiedyś robił tak Lukas dając 50 zł za założenie karty kredytowej Maxima. Obecnie robi tak Alior i Polbank.
W Aliorze każdy nowo zarejestrowany użytkownik ma prawo wybrać sobie końcówkę numeru konta i odpowiadając na kolejne 9 pytań w sumie może dostać 100 zł. Oczywiście nie tak od razu, bo trzeba do tego będzie założyć konto w banku, gdy ten już wystartuje, ale bez obaw – dla uczestników konkursu konto będzie za darmo. Tymczasem Polbank we współpracy z Faktem rozdaje 50 zł każdemu nowemu klientowi, który założy w tym banku konto (musi mieć jeszcze wypełniony kupon z gazety).
O co w tym wszystkim chodzi? W przypadku Aliora jest jasne, że jest to sposób na dodatkową reklamę dopiero startującego banku i przyciągnięcie pierwszych klientów. Zadawane do tej pory pytania dotyczyły głównie preferencji potencjalnych klientów, czyli np. usytuowania i godzin otwarcia placówek, czy jakości systemu bankowości internetowej. Jednym słowem pytano o to na co Alior chce postawić. Można zatem potraktować to jako ostatni sprawdzian przed wejściem na rynek i upewnienie się, czy przyjęta strategia odniesie sukces. Podobno w akcji wzięło już udział 55 tys. osób. Całkiem ładna liczba jak na start up. Konto co prawda ma być za darmo, ale nie wiadomo jak długo. No i oczywiście nowi klienci to świetna baza do sprzedaży dodatkowych produktów. Muszę przyznać, że całkiem niezły pomysł. Czy opłacalny dla banku? Pewnie nigdy się nie dowiemy.
Natomiast w przypadku Polanku muszę przyznać, że nie do końca wiem jaki cel ma ta akcja. Niektórzy uważają, że chodzi o dotarcie do nieubankowionych klientów z mniejszych miast, gdzie Polbank też już otworzył swoje oddziały. Mam jednak wrażenie, że jest to pewnien głos rozpaczy. Oferta Polbanku jest przecież tania dla klienta i teoretycznie nie powinno być problemu ze zdobywaniem nowych klientów. Okazuje się jednak, że warunki cenowe oferty to nie wszystko.
Po pierwsze, bank ma fatalny (nie bójmy się tego słowa) system bankowości internetowej. Jest siermiężny, niewiele się da tam zrobić, a bezpieczeństwo jego użytkowania pozostawia wiele do życzenia. Swoją drogą coraz częściej słych o tym, że bank zamierza go zmienić. Kiedy to będzie miało miejsce nie wiadomo… Ale to nie wszystko. Sama obsługa w oddziałach też pozostawia wiele do życzenia. Sam jestem klientem Polbanku i przyznaję, że do oddziału chodzę bardzo żadko – tylko gdy znów mam problemy z niedziałającą obsługą w Internecie – i za każdym razem wychodzę z placówki niezadowolony. Nie czuję się jak osoba, której rozwiązano problem, tylko jako delikwent, który nie wiadomo po co zawraca „d…”. I nie jest to specyfika jednej placówki. Nie będę już wspominał o tym jak pewnego razu Pan obok cieszył się na cały oddział z tego, że udało mu się sprzedać jakiś kredyt (ciekawe jaką miał z niego prowizję, ale pewnie dość sporą).
Nasuwa się zatem pytanie czy warto korzystać z takich ofert? Moim zdaniem tak, jeśli wiemy, że spełnia to dla nas jakieś użyteczne funkcje. Jeśli zatem mamy w starym banku lokatę na 2% to faktycznie może lepiej przenieść się do innego i mieć 6%. A jeśli za odpowiedź na kilka pytań możemy mieć 100 zł, to czemu nie brać pieniędzy, które praktycznie leżą na ulicy. Jeśli nie potrzebujemy tego dodatkowego konta, to przecież będzie je można zamknąć, a koszt żaden bo jest ono za darmo.