Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestycje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą inwestycje. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Czy Łotwa będzie drugą Argentyną?

Wysokie zadłużenie zagraniczne, rosnący deficyt budżetowy finansowany głównie kapitałem zagranicznym, rozgrzany rynek kredytowy, pogorszenie się sytuacji makroekonomicznej… Taki opis spokojnie pasuje do Argentyny z końca lat 90. ubiegłego stulecia jak i obecnej sytuacji Łotwy. Czy na naszych oczach dojdzie do bankructwa tego kraju?

Już pisałem o tym, że państwa Bałtyckie przeżywają teraz ogromny kryzys, po wielu latach prosperity. Jeszcze niedawno rozwijały się w tempie ponad 10% rocznie, a teraz czeka je spadek ponad 15% a może nawet 20% !!! Ich obywatelom nie ma czego zazdrościć, a najgorsza sytuacja jest na Łotwie.

Skandynawskie banki przez swoją pazerność nadmiernie rozgrzały koniunkturę. Łatwo dostępny kredyt spowodował, że niespotykana dotąd konsumpcja przyczyniała się do wzrostu gospodarczego. Rosły pensje, rosły ceny nieruchomości a ludzi było stać na coraz więcej… Szczególnie, że bliska akcesja do strefy euro zachęcała do zapożyczania się w tej walucie. Żyć nie umierać.

Jak zwykle jednak – to co dobre szybko się kończy i na Łotwę zawitał kryzys. Koniunktura gospodarcza załamała się. Banki szybko ograniczyły dostępność kredytu. Sytuację pogarsza powiązanie kursu łata (łotewskiej waluty) z euro w ramach tzw. mechanizmu ERM2. Już kiedyś pisałem o tym, że najlepszym rozwiązaniem byłaby pewnie dewaluacja łata, ale to spowodowałoby, że większość Łotyszy nagle przestałoby być stać na spłatę kredytów denominowanych w walutach obcych (tak jak w Polsce wzrosły raty kredytów walutowych z powodu wzrostu kursów).

Jednym słowem spowodowałoby to, że kraj musiałby ogłosić bankructwo, a budowane przez tyle lat bogactwo w jednej chwili straciłoby na wartości. Ludzie straciliby oszczędności całego życia. Jednym słowem czekałoby ich to, co zdarzyło się na koniec lat 90. w Argentynie.

Dla tych, którzy chcieliby zobaczyć film o rodzinie z Argentyny, która straciła wszystko w czasie tamtego kryzysu polecam film: "Zwyczajna rodzina".

środa, 6 maja 2009

Walczmy z kryzysem ? Antykryzysowi

Pewnie zastanawiasz się czemu tak dużo piszę ostatnio o kryzysie? Ano dlatego, że uważam to za jeden z najważniejszych obecnie tematów. Myślę, że byłby nawet gdybym o nim nie pisał. Niektórzy jednak mają już dość ciągłego słuchania o kryzysie i postanowili zorganizować protest.

Na specjalnej stronie internetowej antykryzysowi wydali protest w ramach którego każdy może udzielić im poparcia. A czego chcą? Aby zakazać nadużywania słowa kryzys w mediach. Nie wiem czy to możliwe, ale zastanówmy się dokładniej o co im chodzi?

Po pierwsze uważają, że kryzys to świetna pożywka dla polityków, którzy czystą demagogią i populizmem będą próbowali ugrać na tym polityczny kapitał. Ciężko się nie zgodzić. Jakoś nie wydaje mi się, aby którakolwiek z partii miała receptę na to spowolnienie.

Po drugie ciągłe mówienie o kryzysie pogłębia tylko recesję i o tym już pisałem sam wcześniej! Ludzie nawet jeśli nie muszą ograniczają konsumpcję a to powoduje, że w gospodarce jest jeszcze gorzej. To takie wywoływanie wilka z lasu.

Autorzy apelu ogłaszają, że najlepiej będzie jeśli wszyscy zaczniemy kupować i inwestować, to wtedy kryzys szybciej się skończy. To takie amerykańskie podejście. Rozdajmy już i tak zadłużonym obywatelom bony żeby mogli dalej kupować (a bony sfinansujmy kolejnym powiększaniem długu publicznego). Nie mówię aby całkowicie ograniczać konsumpcję, ale po każdej górce przychodzi dołek i lanie oliwy do ognia nie pomoże tylko odsunie w czasie problem. Gorzej jeśli w przyszłości to będzie już nie kryzys ale tsunami. Bez rozwiązania problemów leżących u jego źródeł żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże!

sobota, 2 maja 2009

Najlepsze konto oszczędnościowe na rynku!!

Na pewno pamiętasz jak pisałem na blogu o tym, że mbank schodzi na psy i jego oferta staje się coraz gorsza. Niestety nic się w tym zakresie nie zmieniło. Dlatego już jakiś czas temu postanowiłem znaleźć sobie bank, który będzie odpowiadał moim oczekiwaniom.

Wybór padł na eurobank w którym otworzyłem sobie najpierw konto online. To takie ich konto osobiste, dla którego operacje dokonywane przez internet są bezpłatne. Wypisz wymaluj dawny mbank. Ale nie tylko to mnie tam zatrzymało. Mają tam dobrze oprocentowane lokaty, dzięki którym można uniknąć podatku belki. W tym niesamowicie wygodne lokaty 7dniowe na 6% !!


Ale, ale to nie lokaty eurobanku są tematem tego wpisu a konto oszczędnościowe. Mam je już tam od jakiegoś czasu i nie narzekam. Można z niego przelewać ile i kiedy się chce na swoje konta i nie płaci się za to ani złotówki. Dają dobre oprocentowanie, bo aż 6,06% (nic to przy bankowym 4,15%). Oferta jest jak widzisz naprawdę dobra. Od maja pojawił się jednak nowy plus, który ostatecznie zdecydował o tym, że to właśnie w eurobanku jest obecnie najlepsze konto oszczędnościowe.

Od maja na koncie oszczędnościowym eurobanku mamy dzienne naliczanie odsetek!! Co to oznacza? Daje to możliwość trzymania na świetnie oprocentowanym koncie (6,06%) nawet 15 000 zł bez płacenia podatku belki! Do tego takich kont można mieć aż 5 więc spokojnie może sobie na nich leżeć nawet 75 000 zł! Na dzisiaj ta oferta to strzał w dziesiątkę. Dla banku przecież nie ma znaczenia, czy klienci płacą podatek belki czy nie, ale dla nas – jak najbardziej ma! Jak widać w eurobanku wyciągnęli wnioski z oferty Aliora (który daje teraz tylko 6,5%/2 = 3,25% na lokacie nocnej) i wprowadzili coś podobnego u siebie. Tak trzymać i czekamy na jeszcze.

Od razu zaznaczam, że nie jestem w żaden sposób (oprócz bycia klientem) związany z eurobankiem. Po prostu chcę podzielić się w Wami dobrą informacją :-)

czwartek, 30 kwietnia 2009

Czy na świńskiej grypie można zarobić?

Już pewnie dotarło do Ciebie, że mamy epidemię świńskiej grypy. Jest to druga po ptasiej grypie tak dziwna mutacja tego wirusa, tym razem powstała z mutacji wirusa ludzkiego, ptasiego i świńskiego oznaczana symbolem A/H1N1. Jedni się martwią a inni zastanawiają jak na tym zarobić.

Jak zwykle media szukają sensacji i nakręcają atmosferę co chwilę podając liczbę osób, które zmarły już na tę chorobę. W chwili gdy piszę ten wpis były to 103 osoby a na pewno będzie ich więcej. Nie da się ukryć, że jest to zwykłe ludzkie nieszczęście, ale jak pewnie już wiesz nikt nie mówił, że życie będzie łatwe… Aby jedni mogli zarobić inni muszą stracić…


Epidemia dotyczy świata medycznego więc w tym kierunku należy szukać możliwych źródeł zarobku. Na pewno zarobią firmy farmaceutyczne produkujące szczepionki na grypę i choć eksperci nie są zgodni czy zwykłe szczepionki na ten sezon zadziałają, to raczej znajdą się ludzie chętni się zaszczepić. A co jeśli ubierzesz się za zimno i złapie Cię katar? Na pewno w strachu przed chorobą tym razem jej nie po prostu nie przechodzisz, tylko pójdziesz do lekarza i wykupisz całą receptę leków. Zarobi więc lekarz/prywatna firma medyczna i znów producenci leków.

Jeśli pracujesz w branży medycznej lub farmaceutycznej możesz liczyć na prawdziwe żniwa. Perspektywa Twoich zysków może zachęcić inwestorów do kupowania akcji spółek z tego sektora. I tu niestety muszę Cię zmartwić, ale cały polski sektor medyczny i farmaceutyczny należy do zachodnich koncernów i na GPW nie znajdziesz spółki w którą moim zdaniem warto inwestować w tym kontekście. No bo przecież nie w Bioton?

A żeby nie było, że na kataklizmach można tylko zarobić, to od razu napiszę, że najprawdopodobniej na całość gospodarki będzie to miało negatywny wpływ, gdyż zwiększą się bariery prowadzenia działalności. Nie wspominam już o stratach spowodowanych przebywaniem na chorobowym. No i na koniec – ludzkiej śmierci nie można i nie powinno się wyceniać!

niedziela, 26 kwietnia 2009

Przekleństwo Bałtów


Wszystkie trzy państwa bałtyckie miały jeszcze niedawno kwitnące gospodarki były stawiane za wzór dla pozostałych krajów naszego regionu. Niskie podatki liniowe, kwitnący sektor nieruchomości i bliska perspektywa przyjęcia euro powodowały, że wszyscy uwierzyli, że na naszych oczach powstają nowe tygrysy Europy. Estonia wypracowała sobie nawet nadwyżkę budżetową. Nagle czar prysł.

Z trzech państw bałtyckich w najgorszej sytuacji jest Łotwa, która już raz korzystała z pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW), by ratować swoją gospodarkę przed zapaścią. Z 10-procentowego wzrostu w zeszłym roku przeszli do prognozowanego obecnie 12-procentowego spadku w tym roku. Perspektywa przyjęcie euro znacznie się oddaliła, a co gorsze waluta Łotwy pozostaje w mechanizmie ERM2, więc pole do manewru mają niewielkie i ewentualna dewaluacja łata nie wchodzi w grę. Nie lepiej jest na Litwie i w Estonii. Tym bardzie należy się dwa razy zastanowić zanim wprowadzi się teraz Polskę do ERM2, o czym już pisałem.


Nie tylko ERM2 stoi na przeszkodzie dewaluacji państw bałtyckich. Bliska perspektywa przyjęcia euro sprawiła, że większość kredytów mieszkaniowych udzielana była właśnie w tej walucie. Dewaluacja oznaczałaby zatem znaczący wzrost zadłużenia ludzi. Zdecydowano się zatem na cięcie wydatków publicznych i płac, co i tak spowodowało masę demonstracji. Sytuacja nie jest ciekawa i nie zazdroszczę rządom tych krajów.

Powstaje pytanie co doprowadziło do tej sytuacji? W dużo większym stopniu niż u nas są tam obecne banki skandynawskie, które ochoczo finansowały tamtejszą gospodarkę. Perspektywa przyjęcia euro znacząco obniżyła stopy procentowe. Dodatkowo niskie podatki skłaniały ludzi do konsumpcji. Bańka na rynku mieszkaniowym urosła do niewyobrażalnych rozmiarów. Dopóki wszystko było w porządku Bałtowie cieszyli się z rosnących pensji i dobrobytu. Nadmierna konsumpcja i wzrost zadłużenia w walutach obcych spowodowały, że kraje stały się niezwykle zależne od napływu kapitału z zagranicy. Kiedy na świecie rozpoczął się kryzys finansowy, kapitał zagraniczny odpłynął.

To jeszcze odpowiedzmy sobie na pytanie jakie wnioski możemy wyciągnąć dla nas ? Po pierwsze, że polityka gospodarcza powinna być dostosowana do czasów w których żyjemy. To co świetnie sprawdzało się w czasach hossy niekoniecznie przyniesie spodziewane efekty gdy mamy spowolnienie. Niektórzy mogą też zauważyć, że nie można opierać całej gospodarki na kapitale z zagranicy, bo ten tak jak szybko napływa tak i szybko odpływa (tutaj jako przykład nie tylko Bałtowie ale i np. Irlandczycy).

Jak to mówią lepiej uczyć się na cudzych błędach, więc obserwujmy dokładnie naszych sąsiadów i starajmy się nie popełniać ich błędów.

Artykuł zainspirowany tekstem.

środa, 22 kwietnia 2009

Pożegnanie z neostradą

Informacja może już nie taka nowa, ale dla tych którzy nie wiedzą informuję, że TP SA na jesieni zrezygnuje z marki Neostrada dla swego szerokopasmowego dostępu do Internetu i zastąpi ją znakiem Oragne. Niby nic wielkiego, po prostu unifikacja oferty w całej grupie kapitałowej na świecie, ale dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić polityce francuskich firm w Polsce.

Wiele osób się na nią wkurza (w tym ja), ale trzeba przyznać że Neostrada na stałe wpisała się w nasz krajobraz. Telekomunikacja wydała spore pieniądze na jej promocję a teraz jedną decyzją chce to wszystko wrzucić do kosza. Usługi szerokopasmowego dostępu do internetu oferowane będą pod marką Orange. Można się zacząć zastanawiać nad sensem ekonomicznym i biznesowym tej decyzji. Przecież na włożenie do umysłów ludzi nowej nazwy trzeba będzie wydać spore pieniądze, na których nadmiar spółka raczej nie cierpi w czasach kryzysu.

Już raz Francuzi przeprowadzili taką operację, gdy z Polskiego rynku zniknęła Idea i pojawiło się w jej miejsce właśnie Orange. Dobre dwa lata zajęło marketingowcom przyzwyczajenie nas do nowego brandu, a przypadku POPa zakończyło się to niepowodzeniem i Orange Go poszło do lamusa. Czy tym razem też się uda? Tego pewnie nikt nie wie.

Po co więc narażać się na spore wydatki, których ostatecznego efektu nie można być pewnym? Od znaku Orange polskie spółki płacą francuskiej matce opłatę. I wszystko jasne... Francuzi próbują podreperować swój budżet ściągając daniny z kolonii. Tak, właśnie! Ogólnie wiadome jest, że koncerny znad Loary traktują swoje zagraniczne oddziały tak, jak kiedyś traktowali kolonie. Jednym słowem wysysają z nich ile tylko mogą.

Przykład z Orange i neostradą nie jest tu odosobniony. Na rynku ogólnie wiadomo, że w innych firmach jest dokładnie tak samo. Wszystkie zakupy realizowane są przez centralę, która oczywiście nakłada na nie odpowiednią marżę. Nawet awanse i polityka kadrowo-płacowa uzależniona jest od centrali za granicą. I to wszystko w świetle ogólnie obowiązującego prawa. Co gorsza nic na to nie poradzimy. Musimy pogodzić się z tym, że bez własnego kapitału na zawsze zostaniemy tylko kolonią.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Z czego składa się oprocentowanie mojego kredytu?

Pisałem już o bankach, które próbują renegocjować warunki już udzielonych kredytów z klientami a ostatnio także o możliwych kłopotach, które mogą czekać nasze banki. Co łączy oba te wpisy? Pokazują, że niektóre banki miały i maja problemy z prowadzoną przez siebie polityką cenową i sprzedażą. Okazuje się, że oprocentowanie kredytów, które oferowały było zbyt niskie. A co powinno bankowi pokryć oprocentowanie Twojego kredytu?

Od strony klienta oprocentowanie może być stałe, lub zmienne. Dodatkowo może być ustalane decyzją banku lub składać się ze stopy bazowej i marży. Jedyne o co powinieneś się zatroszczyć o by było ono dla Ciebie jak najkorzystniejsze.

Oprocentowanie kredytu można jednak rozpatrywać także od strony banku. Niezależnie jak jest ono konstruowane powinno pokryć trzy podstawowe części: koszt pieniądza, koszt ryzyka kredytowego oraz marżę banku. Jest to pewne uproszczenie, ale moim zdaniem są to trzy najważniejsze składniki. Spróbuję Ci je po kolei opisać.

Koszt pieniądza to w skrócie oprocentowanie jakie płaci bank za zdobycie środków, których potem udziela Ci w formie kredytu. W normalnych warunkach jest można przyjąć że jest to stopa WIBOR dla kredytów złotowych lub np. stopa LIBOR dla walutowych. Jednak obecnie rynek międzybankowy właściwie nie istnieje, dlatego też banki walczą o depozyty od klientów i słono za nie płacą. Dodatkowo zauważ, że większość depozytów to te o okresie do jednego roku, a kredyty udzielane są na o wiele dłuższe terminy.

Jeśli oprocentowanie kredytu dla Ciebie to tylko WIBOR plus marża, to bank udzielając Ci kredytu powinien w swoją marżę wpisać także ewentualne odchylenia kosztu pieniądza od stopy rynkowej w przyszłości. Te banki, które jeszcze niedawno walczyły o klientów coraz niższym oprocentowaniem kredytów zapomniały o tym i teraz próbują to sobie odbić podnosząc marże dla nowych kontraktów i renegocjując już zawarte. Jest to oczywiście niedopuszczalne! Trzeba było myśleć zawczasu.

Koszt ryzyka kredytowego to nic innego jak rezerwy na niespłacone kredyty. Nawet jeśli wierzyć w to, że większość ludzi biorąc kredyt nie myśli o tym, że go nie spłaci to jednak zdarzają się różne sytuacje życiowe. Ponieważ część kredytów nie jest spłacanych to bank już w momencie udzielenia kredytu zawiązuje jakąś część rezerw na wypadek, gdybyś przestał spłacać swoje raty. W tym celu powstają w bankach specjalne modele na podstawie których bank wylicza odpowiednią kwotę rezerw. Są one tworzone na bazie obserwacji z ostatnich trzech lat, a jak mnie pamięć nie myli to był to bardzo dobry okres dla naszej gospodarki i spłacalność była wysoka, a więc i rezerwy niskie. Teraz sytuacja się zmienia, a więc i koszty rezerw rosną – także w stosunku do już udzielonych kontraktów. Zauważ jednak, że w oprocentowaniu dla Ciebie koszty rezerw pokrywane są także w marży. I znów dochodzimy do tego, że banki które oferowały niskie marże mają teraz kłopoty, bo nie pokrywają im one wszystkich kosztów.

Trzeci składnik to marża, ale i ona nie jest jeszcze zarobkiem na czysto. Musi ona przecież pokryć w pierwsze kolejności koszty pracowników, którzy obsługują Twój kredyt i którzy Ci go sprzedali. Dopiero reszta stanowi zarobek banku. Nie wspominam już o kosztach systemów informatycznych, bo takie też przecież istnieją.

W czasach wzrostu gospodarczego banki prowadziły bardzo luźną politykę kredytową. Rynek międzybankowy funkcjonował normalnie, rezerwy były niskie. Konkurowały one niskimi marżami. Jak jednak już przeczytałeś, marża Twojego kredytu nie jest czystym zarobkiem banku – musi pokryć jeszcze ewentualne zmiany kosztu pieniądza w przyszłości, rezerwy kredytowe i koszty pracowników. Banki, które dawały kredyty na zbyt niskich marżach mają teraz spore trudności. Stąd właśnie możliwe tsunami. Szkoda tylko, że przez niefrasobliwość niektórych będzie cierpieć cała gospodarka.

piątek, 10 kwietnia 2009

Czy naszym bankom grozi tsunami?

Pewnie większość już słyszała o wypowiedzi Mateusza Morawieckiego – prezesa BZ WBK, o tym że naszym bankom grozi prawdziwe tsunami w tym roku i wiele z nich może mieć problemy z przetrwaniem. Ile w tym prawdy? Zastanówmy się czy banki mają kłopoty.

Pan Morawiecki roztacza taką oto wizję: Banki z jednej strony płacą dużo za depozyty (chociaż to się powoli kończy) i jednocześnie właściwie nie udzielają kredytów, a oprocentowanie tych które jeszcze dają jest zbyt niskie, aby pokryć koszt pieniądza. Jednym słowem bank więcej płaci za depozyt niż zarabia na kredycie. Taki paradoks ekonomii. Powoduje to, że marża odsetkowa banków gwałtownie spada, co pociąga także za sobą spadek zysków.

Jednocześnie z drugiej strony spowolnienie gospodarcze powoduje, że coraz więcej firm i ludzi ma problemy ze spłatą już zaciągniętych kredytów. Oznacza to, że banki muszą tworzyć na nie rezerwy co także uderza w ich wyniki. Jeśli jakiś bank prowadził luźną politykę kredytową i rozdawał np. karty kredytowe na prawo i lewo to może mieć teraz spore problemy.

Nie można zapominać o trzecim problemie, którego M.Morawiecki akurat nie wymienia, a o którym było już słychać przy publikacji przez banki wyników za IV kwartał. Chodzi mi oczywiście o wycenę papierów wartościowych. Duża zmienność rynku powoduje, że wyniki z tej pozycji wahają się jak w kalejdoskopie. Szczególnie dało się to we znaki ING, które popłynęło na polskich euroobligacjach i kosztowało ich to 280 mln PLN!!!

Można pomyśleć, że skoro banki kiedyś zarabiały to jak teraz będą miały straty to mają przecież z czego je pokryć. To prawda – będą pokrywać je ze swoich kapitałów. Banki obowiązują jednak co do nich pewne regulacje - m.in. powinny posiadać współczynnik wypłacalności na poziomie min. 8%, a obecnie Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) rekomenduje, aby zwiększyć jego poziom do 10%. Współczynnik wypłacalności powstaje poprzez podzielenie kapitałów własnych banku przez tzw. wymóg kapitałowy z tytułu różnych ryzyk (w tym 8% aktywów ważonych ryzykiem (RWA)). Można w skrócie powiedzieć, ze im więcej kredytów bank udziela, tym wyższe ma RWA (choć zależy to oczywiście od klasy ryzyka aktywów).

Dochodzimy zatem do sytuacji w której banki będą musiał zwiększyć swoje kapitały albo znacząco ograniczyć akcję kredytową. Biorąc pod uwagę to, że większość zagranicznych central naszych banków ma kłopoty, to pierwsze wyjście jest pewnie mało realne. Aby spełnić wymagania nadzoru banki zostaną zmuszone do jeszcze większego ograniczenia skali działalności. Jak już jednak kiedyś pisałem przykręcenie kurka z kredytami przez Banki pogłębi tylko spowolnienie i na dobre przyniesie nam do Polski recesję. Stąd dość rozsądny moim zdaniem głos prezesa BZ WBK, aby zastanowić się czy w warunkach obecnego kryzysu należy zacieśniać wymagania.

Warto tutaj jeszcze porównać podejście nadzoru w Polsce i USA do walki z kryzysem. W Polsce próbuje się wprowadzać kolejne ograniczenia, które zmniejszają dostępność kredytów i pogarszają wyniki banków. W Stanach jest całkowicie odmiennie. Financial Accounting Standards Board (FASB) wprowadziła właśnie nowe przepisy określające tzw. wartość godziwą (fair value) papierów dłużnych. Pozwalają one na dużo większą swobodę w wycenie i odchodzenie od wyceny rynkowej (mark-to-market), która powoduje ból głowy niejednego prezesa. Trochę naginając można stwierdzić, że będzie można wprowadzić do ksiąg wycenę jaką się tylko będzie chciało. Jasnym jest że to posunięcie pozwoli zmniejszyć odpisy i jednocześnie zwiększyć wyniki banków.

Widać różnicę? Nie oszukujmy się kryzys finansowy przyszedł i do nas. Oczywiście można się obruszać, że to co proponują w USA to kreatywna księgowość, ale na pewno nie pomoże nam to na rynku międzynarodowym jeśli zagraniczne banki będą pokazywały zyski a nasze straty. Trzeba tu znaleźć jakiś rozsądny kompromis, bo w końcu to chodzi o przyszłość nas wszystkich. Inaczej możemy mieć faktycznie prawdziwe tsunami.

środa, 1 kwietnia 2009

Przekaż jeden procent (1%) swojego podatku tym, którzy go dobrze wykorzystają!

Dla części z nas zaczął się okres rozliczania rocznych PITów. Pamiętajcie, że mamy szansę zadysponować jednym procentem naszego podatku i wskazać organizację pożytku publicznego, której go przekażemy. Wystarczy podać jej KRS w odpowiedniej pozycji w zeznaniu rocznym PIT.

Nie musimy się o nic martwić. Urząd Skarbowy sam przeleje odpowiednią kwotę na konto organizacji w lipcu lub sierpniu. Jedyny warunek to złożenie naszego zeznania w terminie czyli do 30 kwietnia 2009 roku. Dodatkowo nie można pomylić się w nazwie czy KRSie. Najlepiej dokładnie przepisać je z ministerialnego wykazu. Jeśli się pomylimy to niestety US nie przekaże naszej dotacji. Prawda, że proste?

Jeśli więc czasem zastanawiasz się na co idą Twoje podatki, to teraz masz szanse wskazać państwu palcem obszar/miejsce naprawdę potrzebujące pomocy! Ja zamierzam z tego przywileju skorzystać i wesprę fundację jednego ze szpitali dziecięcych w moim mieście. Mam nadzieję, że Ty także znajdziesz takie miejsce, w którym Twoje pieniądze zostaną dobrze wykorzystane.

Pełną listę na rozporządzeniu Ministra znajdziesz tutaj.

PS. Z przykrością muszę stwierdzić że Killer skończył już okres swojej atrakcyjności. Od dziś to już tylko 4,5% na 10 dni. Jedyny plus to że wrócili do kwoty minimalnej 1000 zł. Ale nie wiem czy wiele osób będzie z niego korzystać. W sumie to wszędzie stopy spadają i coraz częściej słyszę że ludzie myślą o powrocie na giełdę. Może to już ten moment?

niedziela, 29 marca 2009

Co zrobić gdy bank zażąda renegocjacji kredytu hipotecznego?

Głośna jest ostatnio sprawa, gdy banki dzwonią do klientów i zapraszają ich na spotkania na których podsuwają do podpisania aneksy do umów kredytowych. Na dzisiaj na pewno potwierdziło się to w przypadku Polbanku, a gdzieś po cichu przewijają się też Millennium i Metrobank (Noble Bank). Nie wiesz co z tym zrobić?

W przypadku Polbanku schemat jest właściwie zawsze ten sam. Dzwoni do Ciebie pracownik banku i zaprasza Cię na rozmowę w sprawie Twojego kredytu do oddziału. Jeśli się tam zjawisz zostaniesz poinformowany, że w związku ze spadkiem wartości nieruchomości nie jest ona już wystarczającym zabezpieczeniem Twojego kredytu i bank chce dodatkowego zabezpieczenia. Masz do wyboru trzy wyjścia:

1) Możesz oczywiście spłacić wcześniej kredyt w części w której obecne zobowiązanie nie ma pokrycia w zabezpieczeniu.
2) Możesz zaproponować dodatkową nieruchomość jako zabezpieczenie
3) Możesz podpisać aneks do umowy zwiększający Twoją marżę o 0,5%

Co w tej sytuacji wybrać? Absolutnie nic!!! Uważam, że zachowanie tego banku jest karygodne i jak najszybciej powinien zainteresować się nim nadzór bankowy. Najlepiej jeśli w momencie rozmowy telefonicznej powiesz, że nie widzisz możliwości teraz o tym rozmawiać i nie masz żadnej pewności że to dzwoni ktoś z banku (rozłącz się jak najszybciej!). Jeśli bank faktycznie będzie miał podstawy do jakiegokolwiek działania w Twoim kierunku, nie bój się – na pewno skontaktuje się pisemnie, bo tylko taka droga jest oficjalna.

Jeśli już jednak zdecydujesz się na wizytę w oddziale – pamiętaj – NIE PODPISUJ NIECZEGO OD RAZU!!! Poproś o wzór dokumentu abyś mógł się z nim na spokojnie zapoznać w domu. Z tego co słyszałem, bank nie chce go udostępniać – sam chyba się domyślasz że byłby to dowód przeciwko niemu. Dopóki wszystko jest na etapie słów nic bankowi nie udowodnisz. Ale działa to w obie strony – bank też Ci niczego nie udowodni!!

Co ciekawe aneks powstaje na podstawie złożonego PRZEZ CIEBIE wniosku!! Dlaczego? Zanim podpiszesz aneks bank podsunie Ci do podpisania wniosek w ramach którego sam prosisz bank o zwiększenie marży, aby pokryć jego ryzyko. Co ciekawe pracownicy Polbanku w oddziale nie mają zielonego podejścia ile warta jest teraz Twoja nieruchomość. Bank przecież nie zrobił jej wyceny!!!

Najgorsze jest jednak straszenie klientów, że jeśli nie podpiszą aneksu to sporządzona zostanie notatka, która pójdzie ‘wyżej’. A niech idzie i do samego nieba! Jeśli regularnie spłacasz kredyt, to nie masz się czym martwić. Zauważ, że akcję podjęły banki które jeszcze niedawno agresywnie zdobywały rynek hipotek i kredyt nawet na 130% nieruchomości dawały każdemu. Wtedy oczywiście ceny mieszkań rosły i nie było problemu z zabezpieczeniem kredytu. Co więcej – nikt nie proponował Ci zmniejszenia marży z powodu zmniejszenia LTV.

LTV (loan to value) mówi jaki procent wartości nieruchomości stanowi Twój kredyt i większość banków od okresu kredytowania i właśnie LTV uzależniała jego oprocentowanie. Dopóki wszystko było na korzyść banku to było ok., a teraz nagle to Ty masz płacić za ryzyko na które się narazili? Nie daj się oskubać!! Jeszcze raz napiszę – nie podpisuj niczego pochopnie! Weź dokumenty do domu (uważaj bo pracownicy Polbanku wycinają niewygodne kawałki umowy, którą dają Ci do zapoznania!), a jeśli widzisz że próbują Cię oszukać czekaj na oficjalną korespondencję i nie załatwiaj niczego ‘na gębę’.

czwartek, 26 marca 2009

Jak przetrwać kryzys?

Powoli chyba wszystkich dopadł ten kryzys i odpowiedź na pytanie z mojego poprzedniego postu na ten temat jest już dla wszystkich jasna. Myślę że większość z nas zna kogoś kto stracił obecnie pracę, o ile sami tego nie doświadczyliśmy. Czy możemy coś zrobić, aby być lepiej przygotowanym do przetrwania tych ciężkich czasów?


Niezależnie od tego, czy kryzys dotknął Cię bardziej czy mniej – możesz zmniejszyć jego wpływ na Twoje życie. Najważniejsze co powinieneś zrobić to zachować równowagę Twoich dochodów i wydatków. To nie jest najlepszy czas na zaciąganie kredytów i nie rób tego jeśli naprawdę nie musisz (banki zakręcają kurek z kredytami, więc wcale nie jest pewne że go dostaniesz). Jeśli już masz jakiś kredyt do spłaty, lepiej sprawdź jak elastyczny jest Twój domowy budżet.

Weź do ręki kartkę, długopis i kalkulator (lub jeśli wolisz włącz komputer i uruchom arkusz kalkulacyjny) i wypisz wszystkie swoje stałe miesięczne wydatki. A teraz sprawdź czy byłbyś je w stanie regulować gdyby Twoje dochody spadły o 10%, a następnie o 20% i 30%. Nadal będziesz w stanie regulować wszystkie swoje zobowiązania? Jeśli nie, lepiej już teraz przemyśl co powinieneś zmienić – tak na wszelki wypadek!

Myślisz, że przecież nie ma takiej potrzeby bo na razie nic się nie dzieje? A ja Ci odpowiem – lepiej zawczasu mieć gotowy plan w głowie. Pomyśl z czego najłatwiej będzie Ci zrezygnować? Niższy abonament telefoniczny, mniejsze wydatki na kino czy wyjścia ze znajomymi? To oczywiste oczywistości. Ale czy to wystarczy?

Przejrzyj swoje stałe wydatki i zobacz jaką stanowią część Twoich dochodów. Oczywiście im jest ona większa tym gorzej. I co najważniejsze – nie przepuszczaj nadwyżek finansowych. Nastał czas, gdy każdą złotówkę powinieneś obejrzeć dwa razy zanim ją wydasz. Zastanów się czy potrzebny Ci ten nowy telewizor? Czy koniecznie znów musisz zmieniać samochód? Nie namawiam Cię też do wcześniejszych spłat już zaciągniętych kredytów (chyba że wiesz że ich oprocentowanie jest mocno lichwiarskie!), gdyż lepiej mieć pewną poduszkę, która pozwoli spłacić kilka rat w przyszłości, gdybyś stracił pracę.

A co jeśli nie możesz już na bieżąco spłacać swoich kredytów? Najważniejsze to zacząć działać. Bank na pewno będzie się chciał dogadać i być może uda Ci się zmniejszyć ratę (wydłużając okres kredytowania). W końcu lepiej dla niego żebyś płacił mniej niż w ogóle. Innym rozwiązaniem są tzw. wakacje kredytowe, czyli okres w którym nie płacisz w ogóle, albo spłacasz same odsetki, dzięki czemu rata jest niższa.

Nie życzę Ci abyś musiał korzystać z tych rad, ale lepiej zawczasu wszystko przemyśleć niż potem w kłopocie próbować wymyślić coś na szybko.

O tym jak oszczędzać w kryzysie piszę w jednym ze swoim kolejnych wpisów.

sobota, 21 marca 2009

Złote zasady inwestora

Inwestowanie własnych pieniędzy jest skomplikowane i w dzisiejszych czasach bywa niezwykle ryzykowne. Czasem jeden błąd może nas bardzo dużo kosztować. Dlatego chciałbym zaprezentować Ci kilka złotych zasad inwestora, dzięki którym możesz zwiększyć swoje zyski.

1.Kupuj tanio i sprzedawaj drogo. Niby proste, ale gdy cały rynek rośnie łatwo o tym zapomnieć. Zawsze najpierw zastanów się, czy są przesłanki do dalszych wzrostów! Inaczej mówiąc - "Pamiętaj matołku, że kupuje się w dołku!"

2. Nie próbuj na siłę zwiększać swoich wyników i szybko odrabiać strat. Może się okazać, że je tylko zwiększasz.

3. Pozwól zyskom rosnąć i jeśli Twoje inwestycje zyskują na wartości nie sprzedawaj ich zbyt szybko, bo być może tracisz jeszcze większe zyski.

4. Tnij straty zanik staną się zbyt duże.

5. Bądź elastyczny i nie przywiązuj się zbytnio do inwestycji. Nawet jeśli prywatnie bardzo lubisz daną markę, może się okazać, że w inwestycjach nie ma sensu dalej trzymać jej w Twoim portfelu.

6. Myśl długoterminowo. Nigdy nie kupuj akcji, których nie chciałbyś mieć przez najbliższe 10 lat w portfelu!

7. Przeglądaj swój portfel co jakiś czas, aby mieć pewność, że wszystkie posiadane przez Ciebie spółki mają potencjał zysku.

8. Reinwestuj otrzymaną dywidendę. W ten sposób poznasz moc procentu składanego i pozwolisz zwiększać się swoim zyskom.

9. Zdywersyfikuj swój portfel. Jeśli zainwestujesz w tylko jedną spółkę i jej kurs spadnie, to wartość całego Twojego portfela się zmniejszy i trudniej będzie Ci odrobić straty.

10. Zanim dokonasz decyzji inwestycyjnej lepiej dobrze ją przemyśl. Pamiętaj aby poświęcać tyle samo czasu na decyzję o kupnie jak i o sprzedaży akcji.

11. Pamiętaj o optymalizowaniu podatku. Oczywiście musisz go zapłacić, ale nie pozwól aby zjadł wszystkie Twoje zyski!

12. Jeśli nie rozumiesz na czym polega instrument w który masz zainwestować, albo w ogóle nie znasz się na branży w której działa spółka w którą inwestujesz, lepiej nie angażuj w to swoich pieniędzy.

13. Nigdy nie bój się robić czegoś odwrotnego niż tłum. W końcu w ostatnim kryzysie najlepiej wyszli Ci którzy wyszli z funduszy i giełdy, gdy zaczęły na nią wchodzić ‘babcie’ mamione wysokim zyskiem.

14. Uważaj na oferty specjalne polegające na kupnie czegoś tylko w określonym czasie! Lepiej kupić zyskowną akcję po wyższej cenie, niż stracić na tej kupionej taniej.

15. Ostrożnie podchodź do wszystkich rekomendacji. Szczególnie w Polsce nikt nie ponosi za nie odpowiedzialności, więc pamiętaj że decyzję musisz podjąć sam.

16. Pamiętaj że giełda nie rośnie w nieskończoność, dlatego nie daj się ponieść euforii tłumu zachęconego dotychczasowymi zyskami!

17. Jeśli coś wygląda zbyt pięknie aby było prawdziwe, najprawdopodobniej prawdziwe nie jest. "Nie ma darmowych obiadów".

czwartek, 19 marca 2009

Dzień trzech wiedźm - uważaj!

Jutro (w piątek) mamy na giełdzie dzień trzech wiedźm (triple witching day), gdyż jak zawsze na koniec trzeciego tygodnia, trzeciego miesiąca kwartału następuje dzień kiedy wygasają równocześnie kontrakty terminowe na indeksy akcji, opcje na indeksy oraz opcje na poszczególne akcje.

Sytuacja ta wiąże się zazwyczaj ze zwiększoną zmiennością rynku, gdyż oczywiście Ci którzy mają otwarte pozycje na wymienionych instrumentach pochodnych próbują przechylić szalę szczęścia na swoją stronę i zwiększyć swoje zyski, poprzez korzystne dla nich rozliczenie ceny. Jeśli jest to nie możliwe to próbują zrolować pozycję, czyli zamienić serię instrumentu na następną i przedłużyć okres rozliczenia i zamknięcia pozycji. W związku z tym kluczowa staje się ostatnia godzina notowań nazywana godziną cudów, gdzie wszystko może się wydarzyć.

Czemu Ci o tym piszę? Wydaje mi się, że wszyscy zapomnieli już jak w poprzedni dzień trzech wiedźm w grudniu KNF alarmował o możliwych spadkach na giełdzie. Okazało się bowiem, że pewna instytucja zagraniczna może chcieć manipulować kursami na polskiej giełdzie i w ten sposób zrealizować spore zyski, dzięki drenażowi naszego rynku.

Przez ten cały kryzys wszyscy chyba już o tym zapomnieli, a przecież głośno było wtedy, że instytucja ta po prostu zrolowała pozycję. Jeśli zatem planujesz jutro coś zadziałać na giełdzie – lepiej uważaj!! Może się okazać, że znów będziemy świadkami ‘cudofixu’.

A aby się odprężyć proponuję obejrzyj filmik o chocolatemanie :-) Pozdrawiam Panią od gołębi ;-) Jej dzień trzech wiedź pewnie nie grozi :D

poniedziałek, 16 marca 2009

Czy Banki zakręcą kurek z kredytami?

Ostatnio obiegła Polskę informacja, że Kredyt Bank chce segregować klientów i ma zamiar ograniczyć kredytowanie firm. Czy inne banki postąpią tak samo? Co to dla nas oznacza? Jest się o co martwić!

Do prasy wyciekła notatka dyrektora pionu korporacyjnego Kredyt Banku, która nakazywała pracownikom dokonanie przeglądu portfela klientów. Tym których zaangażowanie kredytowe jest większe niż 50% przychodów bank zamrozi kredytowanie. Oznacza to de facto zakręcenie kurka z kredytem sporej części dużych firm i zablokowanie inwestycji. Powstało pytanie, czy zagraniczne centrale banków wpływają na polską politykę kredytową i przez to odbijają sobie swoje straty na polskich spółkach-córkach. Nie oszukujmy się! Naiwny byłby ten, kto sądziłby że tak nie jest. Wiąże się to głównie z obawą o nadmierną koncentrację należności (kredytów). W końcu jeden kredyt dla dużej firmy to czasem nawet kilkadziesiąt, czy kilkaset kredytów dla osób fizycznych. Jednym słowem, gdy przewróci się jedna korporacja to trzeba będzie robić wielkie rezerwy na jeden kredyt. A przecież można rozdrobnić ten kredyt na małe kwoty i zdywersyfikować ryzyko. Nie mówię już o tym, że zazwyczaj kredyty konsumpcyjne są po prostu o wiele droższe niż ich korporacyjne odpowiedniki.

Ale co to dla nas oznacza? Mniejsze kredytowanie gospodarki, to mniej miejsc pracy i jeszcze większe pogłębienie się kryzysu. Jeśli firmy stracą dostęp do kredytu, to będą musiały ograniczać skalę swojej działalności i zaczną zwalniać personel. I tu okazuje się, że jesteśmy w zamkniętym kole. Więcej bezrobotnych to mniejsza konsumpcja, a mniejsza konsumpcja to mniejsza skłonność do kredytu wśród ludności, czyli mniej udzielonych kredytów konsumpcyjnych. Może się zatem okazać, że banki przykręcając kurek kredytowy dużym firmom same kręcą na siebie bicz, gdyż doprowadzi to tylko do pogłębienia się kryzysu i w ostateczności przecież spadku ich zysku.

Co moim zdaniem należałoby robić? Prezes BZ WBK mówi o tym, że potrzebne są gwarancje kredytów dla firm udzielane przez BGK lub Regionalne Fundusze Doręczeniowe. Pozwoliłoby to bankom na tworzenie mniejszych rezerw. Na razie jednak nie widać żadnych zmian w tym kierunku. Moim zdaniem powinien się w to włączyć Rząd z NBP. Mogliby wzorem swoich zachodnich odpowiedników pomagać tylko tym bankom, które nie zmniejszą swojego kredytowania. Przykładowo transakcje Repo, które banki zawierają teraz bardzo chętnie mogłby by być obwarowane założeniem, że min. połowę otrzymanych w ten sposób środków bank przeznaczy na nowe kredyty. Ale czy w tym naszym kraju ktoś o tym myśli? Wątpię.

czwartek, 12 marca 2009

Brzechwa dla biznesu

Dzisiaj będzie na wesoło. Postanowiłem zamieścić na blogu wierszyk - przeróbkę Pana Hilarego Brzechwy. Dostałem go na maila i chylę czoło przed tym, kto to wymyślił. Ja uśmiałem się niesamowicie, a więc zamieszczam i dla Was!







Biega,krzyczy pan Hilary:
"Gdzie podziały się dolary!?"
Bowiem z racji stanowiska,
Musi dbać, by koncern zyskał.

A tymczasem forsy rzeka,
Gdzieś na boki mu wycieka.
Szuka zatem oszczędności,
W Dystrybucji, w Księgowości.

Budżet obciął już Ha-eR-om,
Normy zwiększa Presellerom.
Skraca produkcyjne linie,
Zwęża ściany w magazynie.

Likwiduje Dział Vendingu,
Tnie etaty w Marketingu.
Co się da centralizuje
Albo też outsoursinguje.

Już zamykać chce depoty,
Już sprzedawać chce pół floty,
Nagle - spojrzał do lusterka,
Nie chce wierzyć, znowu zerka,

I już wie, że zyski zżera
Jego pensja menadżera!

niedziela, 8 marca 2009

50 najbezpieczniejszych banków na świecie

Magazyn Global Finance opublikował listę pięćdziesięciu najbezpieczniejszych ich zdaniem banków na świecie. Kryterium klasyfikacji było porównanie długoterminowych ratingów kredytowych oraz wielkości aktywów 500 największych banków świata. Pod uwagę brane były ratingi przyznane przez Standard & Poor’s, Fitch i Moody’s – czyli wiodące agencje ratingowe.






Co ja sądzę o takim rankingu? Moim zdaniem jest mało miarodajny. Przy tak zmiennym rynku nie ufałbym rankingom opartym na historycznych ocenach. Dodatkowo w moim przekonaniu niewiele osób z takich firm potrafi i chce znaleźć trupy czyhające w bilansach banków. Nie oszukujmy się – agencja ratingowa dostaje pieniądze za przeprowadzoną przez siebie ocenę, a więc zależy jej aby klient był zadowolony i wrócił ponownie. A jak coś się wydarzy zawsze będzie można powiedzieć, że to było nieoczekiwane i nie można było tego przewidzieć.

Oczywiście nie ma tutaj żadnego czysto polskiego banku, gdyż są one zbyt małe. Można zleźć kilka zagranicznych central banków operujących w Polsce. Na dzisiaj nikt nie przedstawił tego typu raportu dotyczącego banków w Polsce.

Nie trzymając Cię w niepewności już piszę, że najbezpieczniejszym bankiem na świecie jest niemiecki KfW (jego właścicielem jest w 80% niemiecki rząd, a resztę posiadają poszczególne landy). Z instytucji działających w Polsce wymieniono (na odpowiednich pozycjach):

5. Rabobank z Holandii (właściciel Rabobank Polska i akcjonariusz w BGŻ)
8. BNP Paribas z Francji (właściciel BNP Paribas Polska i być może niedługo Fortis Bank)
9. Banco Santander z Hiszpanii (właściciel Santander Consumer Bank)
19. HSBC z Wielkiej Brytanii (właściciel HSBC Polska)
20. Credit Agricole z Francji (właściciel Lukas Banku)
22. Nordea Bank ze Szwecji
25. Svenska Handelsbanken ze Szwecji (właściciel Handelsbanken Polska)
30. Deutsche Bank z Niemiec
31. Societe Generale z Francji (właściciel Eurobanku)
34. DnB NOR z Nowegii (współwłaściciel DnB NORD Polska)

Pełna lista najbezpieczniejszych banków dostępna jest tutaj.

Swoją drogą ciekawe co na temat bezpieczeństwa Deutsche Banku powiedzieli by Ci którym zawieszono niedawno na kilka dni możliwość wpłat i wypłat z ich funduszu DWS bo nie potrafił się on doliczyć wyceny jednostki. Okazało się że zainwestowali w jakieś irlandzkie papiery, które mocno straciły na wartości i w jeden dzień wycena DWSu spadła o 12%!!

czwartek, 5 marca 2009

Najlepsze i najwyżej oprocentowane lokaty – aktualizacja

Minął już jakiś czas od ostatniego wpisu o najwyżej oprocentowanych lokatach i kontach oszczędnościowych. Sytuacja na rynku się mocno zmieniła, więc postanowiłem odświeżyć temat i zaktualizować listę. Okazuje się, że nastąpiły pewne przetasowania w stawce i na prawdę dobrych ofert jest tylko kilka. EDIT: 2009-03-09 Warunki się znów zmieniły więc aktualizuję ponownie.



1. Lokata 7-dniowa w Eurobanku. Jest oprocentowana na 6% i nie trzeba zamrażać pieniędzy na długo. Aby ją założyć potrzebny jest dostęp do Internetu, ale ich konto online jest bezpłatne, więc nie powinno być problemów. Jedyny minus to, że jej oprocentowanie jest zmienne, więc może zmienić się w każdym momencie.

2. Konto oszczędnościowe w Eurobanku. Nadal można z niego wyciągnąć 6,06%, a w sumie można mieć aż 5 takich kont!

3. Lokaty trzy i sześciomiesięczna w Open Finance (Noble Bank). Dają 6% i można je założyć całkowicie przez internet bez odwiedzania oddziału. Potwierdzenie otwarcia przyjdzie do nas pocztą, a po zakończeniu lokaty środki powinny wrócić na wskazane podczas zakładania konto. Jeśli chcesz zamrozić środki na dłużej to lokata roczna jest na 7%.

I tu moim zdaniem lista hitów powinna się zakończyć, bo reszta ofert dość marna niestety.

4. Alior obniżył oprocentowanie lokaty nocnej do 9% przez co można z niego wyciągnąć 4,5% na czysto czyli jak na lokacie 5,74%. Plusem jest kwota zwolniona z podatku Belki bo aż do 20 000 zł.

5. Nie błyszczy już Killer Pocztowego. Okazuje się, że obsługiwali ten produkt ręcznie i zainteresowanie mieli takie, że nie wyrabiali. Dlatego obniżyli oprocentowanie na 7% i podnieśli kwotę minimalna lokaty na 2 000 zł. W tych warunkach optymalne są lokaty po 3 900 zł na 10 dni z oprocentowaniem na rękę 6,06%.

6. Ostatnio trochę wychylił się ING i na lokacie trzymiesięcznej daje 6%. Kwota minimalna to 1000 zł, ale optymalnie będzie założyć tą lokatę na 1 300 zł i wtedy oprocentowanie na rękę wychodzi 5,09%.

Jak widać trzeba się trochę nagimnastykować, żeby dostać dobre oprocentowanie i minioną już wojnę depozytową można wspominać tylko z łezką w oku. Pamiętaj, że od lokat pobierany jest podatek Belki, ale czasem da się go ominąć.

poniedziałek, 2 marca 2009

Kryzys? A kto to taki?

Ostatnio coraz częściej słyszę pytania: Słuchaj to jest ten kryzys czy go nie ma? Ludzie na razie słyszą o kryzysie głównie w telewizji, ale nie wielu go doświadczyło na własnej skórze.

Coraz częściej słychać głosy, że ten cały kryzys to tylko wymówka, by firmy mogły zmniejszyć zatrudnienie i pensje, a z tych, którzy nadal pracują wycisnąć ile się da. Kryzys jest ponoć tylko powodem podwyżek cen i obniżek pensji. Zastanów się, czy Ciebie dotknął kryzys?

Zniecierpliwionym już piszę, że na pytanie czy mamy kryzys odpowiadam – oczywiście, że tak! Trzeba sobie tylko odpowiedzieć w jakich sektorach gospodarki ten kryzys już się objawił. Na pewno w szeroko pojętych finansach i bankowości. Giełda spada, ceny nieruchomości spadają, więc całe koło napędowe ostatniego wzrostu pęka. Pęka bańka napompowana przez tani i ogólnie dostępny pieniądz. Wracamy do czasów, gdy kredyt w banku dostawali tylko Ci, których było na niego stać. Jak ktoś żartobliwie kiedyś powiedział – najpierw trzeba bankowi udowodnić, że właściwie to ten kredyt jest nam nie potrzebny a dopiero potem możemy go tak naprawdę dostać. Dodatkowo pazerność niektórych ludzi spowodowała, że powstała też druga bańka związana ze spekulacją walutą i opcjami.

Możesz pomyśleć – skoro banki narozrabiały, to niech sobie teraz same wypiją piwo które naważyły! Masz na pewno sporo racji, ale … Jeśli banki nie będą udzielały kredytów to znacząco spadnie liczba inwestycji, a co za tym idzie będzie mniej miejsc pracy. Mniej dostępnego kredytu to mniejsza konsumpcja, która napędza wzrost gospodarczy. Trzeba w takim razie na tyle mądrej polityki rządu, aby zapewnić firmom finansowanie. Nie zapewni tego zwykłe przekazanie pieniędzy bankom, bo te wykorzystają je tak, aby zarobić jak najwięcej i jak najmniej stracić. Inaczej kryzys ze sfery finansowej rozleje się na sferę realną (co już się powoli dzieje) i wtedy będzie naprawdę kiepsko.

Moim zdaniem najlepsze byłoby uruchomienie robót publicznych, głównie w zakresie infrastruktury. Jeszcze niedawno łapaliśmy się za głowę ile kosztuje wybudowanie jednego kilometra autostrady. Może budujmy je teraz gdy jest taniej ? Wybierajmy do tego polskie a nie niemieckie firmy i dzięki temu twórzmy dobrobyt w naszym kraju. Niby proste, ale… pewnie wyjdzie jak zwykle.

Powstaje jeszcze pytanie, czy to że ciągle słyszymy o kryzysie w telewizji i czytamy w gazetach nie powoduje, że nakręcamy jego spiralę. Być może Ci którzy pytają mnie czy jest kryzys ale na razie go nie odczuwają ograniczają konsumpcję, a przez to powodują, że kryzys staje się realny? Może to taka samospełniająca się przepowiednia? Przecież Ci wszyscy dziennikarze będą mówić o czymkolwiek byle tylko pozwolić im mówić, bo to ich praca. Jak czasem czytam jakieś artykuły o kryzysie to głowa boli, bo widać że piszą je ludzie którzy w ogóle nie mają o tym pojęcia.

Życzę nam wszystkim, aby żaden kryzys nas nie dotknął! Teraz będzie już tylko lepiej!! Niech to będzie nasza wspólna przepowiednia!!! Pamiętaj, że kupując polskie produkty dajesz pracę !

PS. Zdjęcie pochodzi z serwisu pomponik.pl a jego autorem jest Andrzej Szilagyi z agencji MWMedia. Jak tylko je zobaczyłem to nie mogłem się powstrzymać żeby go niedać na stronę :-)

czwartek, 26 lutego 2009

Pokochać kryzys ?


Boisz się recesji w którą wkracza cały świat ? A może jednak nie ma czego? Kryzys można pokochać! Dlaczego??

1.Znów zacznij jadać posiłki razem z rodziną. Zamiast wydawać pieniądze na niezdrowe fast foody lepiej przyrządźcie coś samemu w domu. Wyjdzie taniej, a poza tym zobaczysz że po pewnym czasie cała rodzina lepiej się do siebie zbliży.



2. Tankuj do pełna!
Zazwyczaj w okresie spowolnienia ceny surowców w tym ropy i benzyny spadają. Masz wreszcie możliwość poczucia komfortu tankowania do pełna! Teraz zamiast płacić prawie 5zł za litr wydasz tylko ok. 3,20zł. Zostanie jeszcze na płyn do spryskiwaczy ;]

3. Mniej spamu w skrzynkach! W związku ze spowolnieniem firmy wydają mniej pieniędzy na reklamę. Część z nich niestety zbankrutuje, a na ich miejsce nie powstaną tak szybko nowe. Tymczasem możesz cieszyć się skrzynką mailową bez natrętnego spamu.

4. Wykorzystuj zniżki. W okresie recesji spada skłonność do zakupów. Aby zachęcić ludzi do wydatków firmy rozdają darmowe kupony pozwalające obniżyć kwotę do zapłaty. Zbieraj takie okazje! Możesz dzięki nim wiele zaoszczędzić. Tylko pamiętaj, aby kupować to co jest Ci potrzebne, bo to nie czas na zbędne wydatki !

5. Koniec z kanapowym leniem! Możesz przecież ćwiczyć bez chodzenia na siłownię. Zamiast jeździć do pracy samochodem, w wakacje przesiądź się na rower. A zamiast siedzieć przed telewizorem i zajadać chipsy lepiej wybierz się na spacer. Będzie to zdrowsze dla Twojego organizmu i pozwoli oszczędzić koszt karnetu na siłownię

6. Nie masz samochodu? Teraz kupisz go taniej! I wcale nie mówię tu o nowym, ale używanym. W okresie kiedy gospodarka zwalnia coraz więcej ludzi ma problemy finansowe i często muszą się pozbyć swoich samochodów. Może i nie ma się z czego cieszyć, ale jeśli myślałeś o kupnie auta to właśnie jest wymarzony czas nabyć samochód o przystępnym stosunku jakości do ceny.

7. Myślałeś o własnym biznesie? Nie zastanawiaj się dłużej tylko zaczynaj!
Microsoft, Hewlett-Packard i Disney – wszyscy oni zaczynali gdy na świecie panował kryzys. Czemu im się tak powiodło? Spowolnienie gospodarcze to świetny moment do startu! Pensje i czynsze są niskie, więc możesz zatrudnić specjalistów i wynająć lokalizację, na które wcześniej nie byłoby Cię stać. A jeśli Twój pomysł jest naprawdę dobry i Twoja firma przetrwa te trudne czasy to w okresie lepszej koniunktury nic nie stanie jej na drodze do sukcesu.

8. Masz działkę? Zacznij ją uprawiać! Zyski będą podwójne. Po pierwsze Twoja aktywność fizyczna będzie najlepszym wzmocnieniem Twojej tężyzny fizycznej i pomaga w walce z chorobami serca, nadciśnieniem, osteoporozą i otyłością. A dodatkowo będziesz miał świeże i zdrowe warzywa i owoce z Twojej działki. No i nie wydasz na nie aż tyle pieniędzy co kupując w sklepie.

9. Mogą otworzyć się przed Tobą nowe perspektywy. Tak, to nie żarty! To w okresie recesji masz więcej czasu na zastanowienie się nad swoim życiem. Wykorzystaj ten czas najlepiej jak potrafisz.

Sam widzisz że nie taki diabeł straszny jak go malują. Im szybciej zaczniesz czerpać z życia to co najlepsze, tym szybciej staniesz się szczęśliwy niezależnie od koniunktury.

Inspiracją był wpis.

PS. Bank Pocztowy obniżył oprocentowanie lokaty Killer na 7% i zwiększył kwotę minimalną na 2 000 zł, przez co nie da się uniknąć podatku Belki. Teraz ewentualna optymalna kwota tej lokaty to 3 900 zł i oprocentowanie efektywne 6,06% Jak widać czas na aktualizację listy najlepszych lokat! Już niebawem :-)

piątek, 20 lutego 2009

Krótka sprzedaż na GPW – Funduszy emerytalnych ciąg dalszy

Niedawno pisałem o tym, że pierwszym emerytkom wypłacono świadczenia z OFE. Pewna kobieta dostaje aż 24 zł miesięcznie!! Oburzałem się wtedy na wysokość prowizji pobieranej przez towarzystwa jak się okazuje za nic – no bo przecież nie za zarządzanie. I to wcale nie małej prowizji bo aż 7% od każdej wpłaty!!

Tymczasem wczoraj można było przeczytać o tym, że i rząd oburza się na wysokość tej prowizji i planuje wprowadzić ustawę zmniejszającą ją do 3,5%. Oczywiście od razu odezwały się głosy ze strony OFE, że jest to "niedozwolona ingerencja w działalność gospodarczą towarzystw emerytalnych". Zaczęto straszyć rząd skargą do Strasburga.

Dla mnie zachowanie OFE to bezczelność!! Sam pomysł aby prowizję pobierać od wpłat a nie wypracowanego zysku jest już krzywdzący dla przyszłych emerytów. Teraz fundusze mogą nic nie robić, a opłatę pobierają tak czy inaczej. Wartość jednostek uczestnictwa leci przecież na łeb na szyję. Postuluję zmianę sposobu wynagradzania OFE z procentu od składek na procent od wypracowanego zysku. Tylko wtedy możemy liczyć, że będą coś sensownie robić i zarabiać na naszą przyszłość.

Czy takie zachowanie rządu oznacza, że zaczął się on interesować losem przyszłych emerytów? Nie sądzę. Bardziej łączył bym tą sprawę z kolejnym doniesieniem. Ktoś zaczął się zastanawiać skąd zagraniczne instytucje mają aż tyle akcji aby zasypywać naszą giełdę i cały czas obniżać kursy. Zachodzi przypuszczenie, że to OFE pożyczają innym instytucjom posiadane przez siebie akcje. Za taką transakcję OFE dostają prowizję, a pożyczająca instytucja może od razu akcje sprzedać na giełdzie. Powoduje to spadek kursu a więc pozwala na odkupienie ich taniej i dzięki temu mogą zwrócić akcje OFE i jeszcze na tym zarobić. Niestety cierpimy na tym wszyscy. I w ten właśnie sposób ktoś bawi się w krótką sprzedaż.

Dla tych którzy nie wiedzą wyjaśnię tylko, że krótka sprzedaż to strategia polegająca na tym, że inwestor najpierw sprzedaje pożyczone papiery by następnie po jakimś czasie odkupić je i oddać temu od kogo pożyczył. Jest to więc gra na spadki i zyski daje gdy ceny akcji spadają – kupuje się taniej niż się sprzedaje. Więcej o niej możesz przeczytać w broszurze GPW.

Moim zdaniem rząd chce postraszyć OFE i zmusić je do tego, aby przestały pożyczać akcje. OFE pewnie zamiast kupować obligacje skarbowe zaczęły zarabiać na prowizji od papierów pożyczanych do krótkiej sprzedaży i stąd motor do działania dla rządu. Dodatkowo dzięki temu będzie mógł zdobyć kilka punktów procentowych poparcia bo przecież potrafi walczyć z kryzysem. Podkreślam jednak, że to tylko moje przypuszczenia i absolutnie nie biorę żadnej odpowiedzialności za podjęte na ich podstawie decyzje. Oprócz logicznego toku rozumowania nie mam niestety nic na poparcie tej tezy. No i szkoda, że rząd jednak nie interesuje się losem emerytów zdanych na 24 zł emerytury.

PS. Dla tych którzy zastanawiają się z jakim oprocentowaniem odnawia się lokata szybkozarabiająca z BZWBK informuję że jest to obecnie 4,5%