Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Francja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 marca 2012

Niekończąca się dyskusja - jak rozwiązać kryzys zadłużenia?

Co państwa zachodnie powinny zrobić w celu przezwyciężenia kryzysu - wpompować jeszcze więcej pieniędzy w gospodarkę jak chcą Amerykanie? Czy może zwiększyć oszczędności, jak do tej pory robiły to państwa strefy euro? Jest to moim zdaniem najważniejszy spór gospodarczy z którym przyszło się zmierzyć naszemu pokoleniu, a wybrane rozwiązanie uwarunkuje dalszy rozwój na lata.

John Maynard Keynes wiedział to już prawie sto lat temu: "Idee ekonomistów i filozofów politycznych, niezależnie czy uważane za dobre czy złe, są bardziej skuteczne niż ludzie myślą." Teraz, w środku kryzysów finansowego oraz zadłużenia publicznego, coraz mocniejsza staje się walka o to które prawdy ekonomiczne uznać za te właściwe i wszystko wskazuje na to, że rok 2012 sprawi, że stanie się ona tylko jeszcze bardziej zacięta. Tego gdzie przebiega linia podziału nikt nie wyjaśnił lepiej niż brytyjski premier David Cameron, gdy w grudniu zawetował rozmowy prowadzone na szczycie Unii Europejskiej i wrócił na Wyspy. Dyktat paktu stabilności dla Europy, mieszanka oszczędności i regulacji bankowych - może być wprowadzona wszędzie ale bez Wielkiej Brytanii.

Od tego czasu jest jasne to co widzimy od początku kryzysu, że Anglosasi są w dużej mierze przekonani o tym, że kontynentalni Europejczycy są po prostu inni. Za mało, za późno - te słowa powtarzają Amerykanie do Niemców jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy. Nawet rząd Busha w 2008 roku wezwał niemiecki rząd do możliwego ratowania banków za dużych by upaść. Chwilę później Amerykanie wymogli na Angeli Merkel wprowadzenie programów stymulujących gospodarkę np. wsparcie zakupu nowych samochodów. Za oceanem uznano je jednak za zbyt małe.

Obecnie nie ustają rozmowy i spekulacje o jeszcze większych bodźcach ekonomicznych. Nawołuje się do zmiany spojrzenia na niektóre zasady w celu wykupienia Europy z kryzysu. Niezależnie od tego, czy uratuje to zagrożone kraje śródziemnomorskie z zapaści czy nie, Berlin powinien zagwarantować ich dług i pozwolić na dużo większe działania Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Podobnie jak ich odpowiednik w Stanach Zjednoczonych, EBC powinien skupować bez żadnych ograniczeń obligacje rządowe krajów pogrążonych w kryzysie i w ten sposób obniżyć ich stopy procentowe.

Zbyt dużo, zbyt wcześnie - można usłyszeć z Londynu i Waszyngtonu na temat postulatów krajów Europy aby nie tylko przyjąć nowe regulacje dla banków, ale także regulować rynki finansowe. USA i Wielka Brytania są przeciwnikami projektowanego przez Francuzów i Niemców podatku od transakcji finansowych. Kontrast jest ogromny i nie jest ograniczony do stanowiska rządów. Także światowi ekonomiści biorą udział w toczących się obecnie wojnach religijnych. Światowe media ekonomiczne i ekonomiści opowiadają się po jednej lub drugiej stronie konfliktu.

Po II wojnie światowej Amerykanie i Europejczycy byli keynesistami i twierdzili, że wyjścia z kryzysu gospodarczego trzeba dokonać poprzez wzrost wydatków rządowych. Kiedy w latach siedemdziesiątych takie podejście przestało działać, większość stała się 'pseudo-liberałami' i popierała obniżenie podatków. W ten sposób narodziły się dwie doktryny ekonomiczne, które ścierają się na naszych oczach.

Niemieckie podejście skłania się tego, aby bank centralny stał na straży stabilności waluty, a w ciężkich czasach rządy mają zacieśniać dyscyplinę budżetową i oszczędzać poprzez ograniczenie wydatków. Dreszcz przechodzi Niemcom po plecach, gdy słyszą o łamaniu konstytucyjnych limitów zadłużenia, chociaż uczciwie trzeba przyznać, że sami robili to w przeszłości. Kolejna oś podziału dotyczy tego jak powinna wyglądać w Europie odpowiedzialność za długi i tego czy państwa powinny pożyczać pieniądze na rynku wspólnie w ramach euroobligacji. Wyjście z obecnego kryzysu zadłużenia potrwa 15 do 25 lat, gdyż tyle zajmie powrót do poziomu 60% PKB uznawanego jako rozsądny górny limit zadłużenia państwa. Jeśli jakiś kraj się na to nie godzi może opuścić pakt stabilności i strefę euro. Nikt jednak nie może zapewnić, że przyjęcie niemieckich rozwiązań, zawartych w pakcie stabilizacyjnym, nie będzie drogą do finansowej śmierci i dalszej degradacji państw Europy, jak określił takie działanie Josep Stiglitz.

Tak jak duże są różnice pomiędzy zdaniami ekspertów co do słusznej drogi wyjścia z kryzysu, tak nawet jeszcze większe są różnice pomiędzy politykami i liderami największych krajów. Angela Merkel i Barack Obama są dla siebie mili przed kamerami, ale już na przykład Nicolas Sarkozy i David Cameron obrażają się publicznie. Jest to walka między dwiema tradycjami, a także dwiema grupami interesów. Ameryka chce wykupić się z kryzysu, nie lęka się niczego więcej niż długiej recesji. Zaakceptuje inflację, choć będzie ona kosztować ją utratę części swojego majątku. Tymczasem Niemcy chcą ograniczyć ryzyko inflacji i zmniejszyć zadłużenie państwa, gdyż według nich to tylko zwiększa ryzyko popadnięcia w przyszłości w jeszcze większe kłopoty. Ich rozwiązaniem jest trwałe zwiększanie dobrobytu poprzez utrzymywanie pod kontrolą finansów państwa i zwiększanie poczucia stabilności. Obecny kryzys pokazuje, że nie da się pogodzić obu tych podejść.

Jak zawsze poza nauką i przekonaniami w tle znajdują się interesy i realne pieniądze. Nowy Jork i Londyn są światowymi centrami finansowymi. Siedziby mają tam największe zachodnie banki oraz fundusze inwestycyjne, które przysłużyły się do znaczącego wzrostu bogactwa wielu grup społecznych w tych krajach. W czasie ostatniego kryzysu wartość majątku sektora finansowego w USA spadła o ponad jedną trzecią, podczas gdy w pozostałej części gospodarki było to jedynie pięć procent wartości sprzed kryzysu. Tak duża rozbieżności pokazuje jak wiele w Stanach Zjednoczonych zależy od branży finansowej.

Nie inaczej jest w Wielkiej Brytanii. Nowy Jork i Londyn są domem dla bankowości inwestycyjnej oraz funduszy inwestycyjnych i venture capital. Są domem pierwszej i drugiej rewolucji przemysłowej a także rewolucji internetowej. Oba te kraje mają liberalne społeczeństwa o porównywalnym podejściu do ryzyka, migracji i historii kolonialnej. Wiele uwagi poświęca się kapitalizmowi, który napędza tamtejsze życie. I tak jak wykupili obecną bańkę, tak samo postąpią z kolejną.

Tymczasem wielu twierdzi, że Europa kontynentalna i w szczególności Niemcy są inni. Tysiące ich małych i średnich przedsiębiorstw dominują na światowych rynkach maszyn czy chemii. W ciągu kilku lat rozwój przemysłu eksportowego znacznie silniej decydował o rozwoju gospodarki niemieckiej niż branża finansowa. Mniej było tu także spekulacji, ponieważ może poza przykładem upadku i nacjonalizacji banku Hypo Real Estate, który stracił wiele pieniędzy na kredytach subprime, głównym zadaniem banków nadal było dostarczanie gospodarce pieniędzy poprzez udzielanie kredytów. Różna skala sektora finansowego oznacza także różne korzyści i koszty podejmowanych działań. Wall Street i City w Londynie masowo skorzystają z kolejnych projektów drukowania pieniądza przez banki centralne w celu utrzymania system przy życiu. Niemcy z drugiej strony znacznie bardziej niż upadku banków, boją się spowolnienia światowego handlu, dzięki któremu udało im się zbudować swoje bogactwo. Zdają się jednak nie dostrzegać, o czym już było na moim blogu we wpisie o dwóch kręgach kryzysu strefy euro, że oba te systemy są ze sobą powiązane i kłopoty jednego automatycznie przełożą się na drugi.

Nie da się jednak nie zauważyć, że nawet demograficznie oba systemy są znacząco inne. Dzięki imigracji i rodzeniu się dzieci Ameryce uda się zachować swoją wielkość, a wiele narodów europejskich tylko starzeje się i kurczy. Dlatego dług publiczny waży więcej w Niemczech czy we Włoszech niż w USA, ponieważ będzie spłacany w przyszłości przez mniejsze społeczeństwa. Dlatego też polityka ratunkowa w wygląda w tych krajach inaczej.

Różne jest także podejście do ryzyka. Mieszkańcy starej Europy mają większą awersję do ryzyka niż amerykanie. Jeśli mają do wyboru stabilność a dynamikę, na ogół na pierwszym miejscu postawią bezpieczeństwo. Skrajnym przykładem tego jest strach przed inflacją w Niemczech, podczas gdy Amerykanie po prostu tłumnie idą na zakupy. Powoduje to, że chociaż oficjalnie na cały zachodzie jest kapitalizm, to jednak nie wszędzie jest on taki sam. A może już czas przyznać, że kontynentalna Europa pogrążyła się w socjalu i nie jest jeszcze gotowa z niego zrezygnować? Tym gorzej brzmią słowa Mario Draghiego o końcu europejskiego państwa dobrobytu. Z drugiej strony mamy kapitalizm finansowy z którego korzyści czerpią Anglosasi.

Skończyły się czasy obowiązywania Konsensusu Waszyngtońskiego, którego politykę realizowały Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Ale ponieważ natura nie lubi próżni to na naszych oczach powstaje pewnego rodzaju konsensus Wall Street. Objawia się on w dyktacie amerykańskich agencji ratingowych i podporządkowaniu polityki gospodarczej państw nastrojom 'rynków'. Gdy europejscy politycy zaproponowali, aby poprzez ograniczone i podobno dobrowolne (jak spowiedź w czasach hiszpańskiej inkwizycji zdaniem prezesa Commerzbanku) umorzenie długu pomóc pogrążonej w kryzysie Grecji, wiele instytucji finansowych powiedziało, że nie będzie dłużej kupować europejskich obligacji rządowych, co wywindowało ich oprocentowanie. W konsekwencji Angela Merkel zapowiedziała, że w przyszłości nie będzie już zwracała się do prywatnych wierzycieli, aby dołączyli do pakietów ratunkowych. Było to małe zwycięstwo banków na koszt podatników.

Niezależnie jak oceniać obecne działania - Europa musi pokazać, że jest zdolna pokonać obecny kryzys zadłużenia i że wybrana przez nią droga oszczędzania nie jest tylko kupowaniem czasu do kolejnych wyborów, które w ciągu dwóch najbliższych lat przetoczą się przez kontynent. Co prawda Polska nie jest ani centrum finansowym, ani zagłębiem produkcyjnym Europy, ale wyzwania związane z kryzysem zadłużenia dotyczą także jej. I każdy z nas musi sobie odpowiedzieć, czy jest bardziej anglosasem czy socjal-europejczykiem.

czwartek, 19 stycznia 2012

Stiglitz: UE planuje "pakt samobójczy"

Laureat Nagrody Nobla Joseph Stiglitz powiedział, że nie jest kwestią kiedy ale tego jak upadnie euro. Kilka krajów UE boryka się z wysokim zadłużeniem i dużym deficytem budżetowym. Grecja, Portugalia i Irlandia otrzymały już kryzysową pomoc z MFW i UE. Jednak próby ustabilizowania gospodarki do tej pory nie zadziałały. Strach przed przeniesieniem się kryzysu do innych krajów a także to, że kryzys zadłużenia może wywrócić cały europejski system bankowy jest bardzo duży. Gdy banki mają trudności, ograniczają udzielanie kredytów. Niższa aktywność gospodarcza może prowadzić do niższego wzrostu gospodarczego i wzrostu bezrobocia.

- Nawet jeśli widzą, że ciągłe zwiększanie oszczędności prowadzi do załamania gospodarczego, to odpowiedzią jest dokręcanie śruby znowu i znowu powiedział Joseph Stiglitz podczas Azjatyckiego Forum Finansowego. Przed około 2000 uczestników forum Stiglitz porównał lekarstwo, które jest aplikowane na problemy UE z wenesekcją (leczeniem poprzez upuszczanie krwi) w Średniowieczu.

- To wszystko przypomina średniowieczną medycynę. To jak wenesekcja, gdzie lekarze upuszczali pacjentowi krwi, aby spuścić płyny, które uważali spowodowały chorobę mówi Stiglitz. - Kiedy po upuszczeniu krwi pacjent czuł się oczywiście gorzej, trzeba było upuścić mu jeszcze więcej krwi co kontynuowano do momentu, gdy pacjent był bliski śmierci. To co dzieje się teraz w Europie to pakt samobójczy.

Do jesieni zgodnie z podziałami związanymi z kryzysem zadłużenia podziały w Europie się jeszcze pogłębią. Po jednej stronie są ci, którzy uważają, że rozwiązaniem kryzysu jest obniżenie deficytu, przywrócenie zaufania na rynku finansowym, a tym samym zapewnienie dostępności do stosunkowo tanich kredytów. Na czele tej grupy stoi Angela Merkel, która także rozgrywa główne karty w Europie.

Na Azjatyckim Forum Finansowym brytyjski minister finansów George Osborne wyjaśnił dlaczego w ciągu ostatnich kilku lat w Wielkiej Brytanii dokonano dużych cięć w budżecie.

- Kiedy masz duży deficyt budżetowy, nie uzyskasz wzrostu gospodarczego jeśli nie przedstawisz wiarygodnego planu oszczędnościowego, gdyż inwestorzy nie będą chętni do tego, aby inwestować twoim w kraju powiedział Osborne. Stiglitz widzi to zupełnie inaczej.

- Nigdy nie odzyskasz zaufania jak długo w gospodarce będzie kryzys. I recesja będzie trwać tak długo, jak długo politycy będą wprowadzać kolejne cięcia i oszczędności mówi Stiglitz. Ma on mało wiary w to, że politycy zmienią swoją politykę. Dalsze duszenie pieniędzy będzie kontynuowane. Dlatego według Stiglitza można dyskutować nie o tym, czy euro się zawali, ale jak to się wydarzy.

- Ekonomiści dyskutują obecnie na temat najlepszego sposobu likwidacji euro. Może się to zdarzyć z powodu niepokojów społecznych mówi laureat Nagrody Nobla i podkreśla, że bezrobocie wśród młodzieży w Hiszpanii jest obecnie ponad 40 procentowe.

- Jak długo ludzie będą to zaakceptować? pyta Stiglitz.

Innym powodem dla którego euro może się załamać, będzie jeśli Europejski Bank Centralny przestanie pożyczać pieniądze dotkniętym kryzysem krajom poprzez zakup obligacji rządowych.

- To spowoduje kryzys, kryzys, który wstrząśnie światową gospodarką mówi Stiglitz.

Tekst powstał na bazie artykułu.

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Europejskie państwa potrzebują miliardów!

Wszyscy pytają co dalej z euro? Tak jak głosi tytuł wpisu europejskie państwa potrzebują miliardów! I nie chodzi mi tylko o zadłużone po uszy kraje południa Europy i coraz wyższe kwoty o których co chwilę słyszysz, że tylko one mogą pozwolić je uratować. Chodzi mi o wszystkie kraje europejskie, które żyją w stanie permanentnego deficytu budżetowego i muszą co roku emitować nowe obligacje, aby sfinansować swoją działalność. Ile pieniędzy potrzebują kraje strefy euro w 2012?

1. Włochy - Kraj Mario Montiego musi w 2012 roku zrolować dług w wysokości 307 miliardów euro, który pojawi się w postaci przedstawianych do wykupu obligacjach rządowych. To 19,3% PKB Włoch za 2011r. W 2013 r. będzie to kolejne 154.6 mld euro do wykupu.

2. Niemcy - W 2012 Niemcy muszą znaleźć nabywców na 273 miliardów euro, i jest to drugie największe do obsłużenia zadłużenie. Wynosi ono 10,6% PKB przewidywanego na rok 2011. W 2013 r. kanclerz Angela Merkel będzie musiała pozyskać nowe 186 mld euro.

3. Francja - Sama Francja ma 240 miliardów euro długu w obligacjach, które musi wykupić w 2012 roku, co stanowi 12% jej PKB w 2011 r. 2013 r. przyniesie dodatkowe 125,3 miliardów euro do wykupu.

4. Hiszpania - Pod rosnącą presją ze strony rynków finansowych, kraj ten musi pozyskać 132,2 miliardów euro w 2012 roku na spłatę obligacji rządowych. Stanowił to 12,2% PKB przewidywanego na rok 2011. 2013 r. dług do wykupu będzie mniejszy - 82,8 mld euro.

5. Belgia - kraj w którym nie było rządu przez ponad 500 dni po wyborach parlamentarnych w 2010 roku. W 2012 roku musi obsłużyć 56,6 miliardów euro zapadającego zadłużenia. Jest to 15% PKB za 2011 rok. W następnym roku będzie to 30 mld euro.

6. Holandia - Premier Holandii Mark Rutte w 2012 r. musi wykupić obligacje na łączną kwotę 55,6 miliardów euro, czyli 9,2% PKB tego kraju za 2011. W 2013 do wykupu jest kolejne 31 mld euro.

7. Grecja - W dniu 11 listopada 2011 r. Lucas Papademos, były wiceprezes Europejskiego Banku Centralnego, został zaprzysiężony jako nowy premier Grecji. Jego kraj bardzo zadłużony kraj będzie musiał znaleźć 43,3 miliardów euro na spłatę długów wymagalnych w 2012 r. Jest to solidne 19,6% greckiego PKB na 2011 rok. W następnym roku będzie trzeba pozyskać 27,8 mld €.

8. Portugalia - Od czerwca 2011 nowym premierem Portugalii jest Passos Coelho. Jego kraj będzie musiał spłacić 22,2 miliardów euro w 2012 roku, które wynoszą 12% PKB. W 2013 do pozyskania 10,8 mld euro.

9. Austria - Ten mały alpejski kraj rządzony przez kanclerza Wernera Faymanna musi zapewnić 18 mld euro na spłatę obligacji w 2012 roku, co stanowi 6% PKB. 2013 r. to konieczność spłaty kolejnych 17,5 mld euro.

10. Finlandia - kraj ten będzie musiał refinansować 14,8 miliardów euro w roku 2012. To 7,7% fińskiego PKB. W następnym roku do spłaty będzie znacznie mniej, bo 6,3 mld €. Finlandia niedawno zażądała zastawu od Grecji za swój udział w europejskim pakiecie ratunkowym.

11. Irlandia - Premiera Irlandii Enda Kennyego, który urzęduje od marca 2011 roku, będzie musiał spłacić 5,6 miliardów euro obligacji, które zapadają w 2012 r. To 3,6% PKB za rok 2011 - nie wiele w porównaniu do innych krajów. W następnym roku do spłaty będzie ponownie 6,1 mld euro.

12. Słowacja - Słowacja ma do spłaty w 2012 roku obligacje na kwotę 4.8 miliarda euro, a w 2013 kolejne 3,7 mld euro. Obligacje, które trzeba będzie wykupić w 2012 r. odpowiadają ok. 7.5% PKB za 2011.

Podsumowując powyższe dwanaście największych krajów strefy euro musi pożyczyć w 2012 r. 1 173.1 mld euro (1.2 biliona euro!). Piszę musi pożyczyć, bo przecież nie da się obecnie sfinansować wykupu tych obligacji w żaden inny sposób, one po prostu muszą być zrolowane.

A co u nas? W 2012 Polska musi wykupić obligacje za 103,3 miliardy złotych (ok. 23 mld euro) co stanowi ok 7,3% PKB. To na prawdę nie mała kwota i może być niezwykle ciężko pozyskać ją na rynku. Szczególnie że nie jesteśmy krajem pierwszego wyboru do lokowania kapitału w długu. Pierwszy duży wykup już 25. stycznia - minister finansów musi pozyskać na rynku wtedy ok. 22.5 mld złotych. Zapowiada się ciekawy rok przed nami!

poniedziałek, 26 grudnia 2011

Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego! Czy euro skazane jest na porażkę?



Ponad 480 mld euro - taką kwotę pożyczył w zeszłym tygodniu Europejski Bank Centralny (EBC) innym bankom. To więcej niż wielu się spodziewało. Miało to ułatwić szybkie wyjście z kryzysu płynności w Europie, i zmusić rynki akcji do wzrostów - przynajmniej na początku. Ale czy to oznacza, że kryzys się już skończył?

Markus Kerber, profesor Politechniki w Berlinie, jest od dawna krytykiem euro i Europejskiego Banku Centralnego. Złożył oddalony pozew, aby zatrzymać niemiecki udział w działaniach na rzecz ratowania słabszych gospodarek. Mówi sercem problemów Europy jest to, że różne kraje mają różne zdolności do konkurowania między sobą. Euro zakłada, że jedna waluta będzie odpowiednia dla wszystkicg gospodarek, a zamiast tego wstrzymuje wolny rynek od normalnego funkcjonowania i dlatego skazana na niepowodzenie.

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

Ale to nie wszystko. Jak mówi profesor istnieją również większe problemy na horyzoncie, zwłaszcza francuski dług czeka na uderzenie w rynki. Stawką jest czy w obecnym momencie europejskie narody mają zdolność do utrzymania ich suwerenności, demokracji i rządów prawa.

Czy euro skazane na porażkę? Co dalej z euro?

"Problemy ze strefą euro są zasadniczo gospodarcze; zasadniczo dotyczą konkurencyjności. Jeśli spojrzeć na rozwój w ostatnich pięciu latach to widać wielkie i rosnące rozwarstwienie w konkurencyjności między północną a krajami południa Europy. Trzeba więc znaleźć rozwiązanie tego problemu. Jeśli nie byłoby euro większość z tych krajów po prostu zdewaluowała by swoje waluty, aby znaleźć czas na oddłużenie swoich gospodarek. Teraz są uwięzieni we wspólnej walucie co utrudnia obsługę ich zadłużenia i dyktuje politykę, która polega głównie na tym, że jedna miara musi pasować do wszystkich. A jedna waluta w takiej sytuacji, nie może pasować do wszystkich, ponieważ euro jest zbyt drogie dla Portugalii i zbyt tanie dla Niemiec".

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Światowe banki zwalniają!

Właściwie nie ma dnia, abyś czytał lub słyszał o kryzysie zadłużenia. Słowacy nie mają na szkoły a muszą płacić za długi Grecji, Czechy Estonia i Bułgaria mówią otwarcie o tym, że nie będą płacić za długi strefy euro, a Portugalczycy straszą finansową bombą atomową. Tymczasem europejski nadzór bankowy opublikował wyniki badania banków (tzw. stress-testów), wg. których europejskie banki potrzebują dofinansowania na poziomie 114,7 mld euro!

W czołówce najbardziej potrzebujących dofinansowania znajdują się banki greckie (30 mld euro), hiszpańskie (26,2 mld euro), włoskie (15,4 mld euro), niemieckie (13,1 mld euro) oraz francuskie (7,3 mld euro). Dodatkowy kapitał jest potrzebny bankom, aby spełnić przyjęte na szczycie UE w październiku wyższe wymogi dot. współczynnika adekwatności kapitałowej (współczynnika wypłacalności tzw. Core Tier 1 podwyższonego z 5 do 9%). Każdy bank został zobowiązany do przedstawienia regulatorom krajowym konkretnych planów działań dot. podwyższenia kapitału do końca tego roku, a nowe wymogi muszą zostać przez nie spełnione do czerwca 2012 r. Jeżeli banki nie będą w stanie same pozyskać odpowiednich kapitałów, to wesprą je najprawdopodobniej poszczególne rządy lub fundusz ratunkowy strefy euro. Może to jednak oznaczać ich częściową nacjonalizację.

Jednym ze sposobów na wyjście banków z kryzysu jest ograniczanie przez nich zatrudnienia. Poniżej lista największych światowych banków, które już ogłosiły programy zwolnień:

17. Ze względu na gorsze wyniki bankowości inwestycyjnej na zwolnienie 500 pracowników zdecydował się Deutsche Bank.

16. Zwolnienia ogłosił także będący własnością grupy Unicredit Hypovereinsbank (HVB). Zamierza zredukować swoje zatrudnienie o 700 osób, jednak do tej pory w ramach restrukturyzacji zwolnił już 2 500, a zatem pełny obraz zwolnień to 3 200 osób!

15. W celu wypełnienia wymagań Komisji Europejskiej HSH Nordbank musi zwolnić przynajmniej 900 osób do 2014 r.

14. Amerykański bank JP Morgan Chase ogłosił zwolnienie 1 000 swoich pracowników.

13. Nowy plan zwolnienia 1 400 osób ogłosił brytyjski Barclays, który zwolnił już także 1 400 osób w pierwszej połowie roku.

12. Zwolnienia nie ominą także amerykańskiego banku Goldman Sachs, który planuje zredukować swoją załogę o 1 400 osób. Na dziś bank ten zatrudnia ok. 35 000 ludzi.

11. Obecny także w Polsce BNP Paribas ma w planach zwolnienie 1 400 pracowników.

10. Francuskie Societe Generale planuje zwolnić 2 000 z 30 000 osób pracujących głównie w rosyjskiej spółce Rosbank, ale zwolnienia nie ominą także Polski.

9. Danske Bank - największy bank w Danii planuje zwolnić 2 000 osób.

8. Brytyjski Royal Bank of Scotland (RBS) zredukuje 2 000 osób, głównie w bankowości inwestycyjnej. Od początku kryzysu pracę w tym banku straciło już 27 500 osób!

7. ABN Amro planuje w przeciągu najbliższych trzech lat zredukować swoje zatrudnienie o 2 350 etatów. W większości ma to zostać przeprowadzone poprzez nie zatrudnianie nowych osób na miejsce odchodzących, ale wymagać to będzie także 1 500 dodatkowych zwolnień.

6. Swój plan zwolnień ogłosił także bank Credit Agricole, który pożegna się z 2 350 swoimi pracownikami.

5. Szwajcarski bank UBS ogłosił właśnie, że zwolni 3 000 osób.

4. Po znacznych stratach w sektorze asset management Credit Swiss zdecydował się zwiększyć liczbę zwalnianych pracowników do 3 500 (ze wszystkich 50 000!)

3. Plany oszczędnościowe banku Lloyds TSB mówią o zwolnieniu 15 000 osób. Bank ten od początku kryzysu zwolnił już 43 000 osób i został przejęty przez hiszpański Santander.

2. Z powodu zbyt szybkiego wzrostu kosztów w stosunku do przychodów zwolnienia planuje także HSBC. Aby oszczędzić zapowiadane blisko 3,5 mld USD potrzebne będzie rozstanie się z co dziesiątym pracownikiem, czyli pracę straci 30 000 ludzi.

1. Bank of America planuje redukcję 30 000 etatów, co pozwoli mu oszczędzić 5 mld USD. Nie jest to jednak ostatnie słowo i możliwe jest, że zwolnienia obejmą nawet 40 000 osób!

Niektóre z tych planów na pewno dotkną także Polski. Pamiętaj także, że wiele instytucji przeprowadzi ciche zwolnienia, bez nadmiernego angażowania uwagi opinii publicznej. Banki przestają być wymarzonym pracodawcą.

piątek, 16 grudnia 2011

Portugalczycy: Mamy finansową bombę atomową i nie zawachamy się jej użyć

Pisałem już o tym jak Słowacy pytali czemu mają płacić za długi Grecji, skoro nie stać ich na szkoły. Dziś wpis z drugiej strony - z pogrążonej w kryzysie Portugalii. Tekst pochodzi ze strony e24.no. Przyznaję że chętnie przeczytałbym teraz opinię tych chciwych niemieckich banków...

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

- Mamy finansową bombę atomową i możemy jej użyć przeciwko Niemcom i Francji - możemy odmówić zapłaty, mówi Pedro Nuno Santos wiceprzewodniczący największej opozycyjnej partii w portugalskim parlamencie - Partii Socjalistycznej.

- Dług jest naszą jedyną bronią i musimy ją wykorzystać, aby wymusić lepsze warunki. Recesja sprawia, że nie osiągniemy tego, co wymaga od nas 'troika'(UE, MFW, EBC). Musimy sprawić, aby dużym niemieckim bankom zadrżały kolana, powiedział Santos podczas protestu w czwartek wieczorem. Uważa on, że Portugalia, Włochy, Hiszpania i Grecja mogą być odgórnie sterowaney przez Francję i Niemcy, które stały się sobie bliskie w związku z kryzysem finansowym, a ostatnio w związku z piątkowym szczytem UE.

- To niepojęte, że kraje południa Europy nie robią tego samego co Niemcy i Francja. Oni byli zjednoczeni, powiedział Santos brytyjskiej gazecie 'The Telegraph'.

W czwartkowy wieczór odbył się kolejny protest przeciwko trudnym cięciom, które zaproponował rząd, aby przezwyciężyć deficyt. Przez ostatnie dwa lata Portugalia zmagała się z deficytem budżetowym w wysokości 10 procent produktu krajowego brutto, co spowodowało że zadłużenie państwa wzrosło ponad 100 procent PKB. Socjaldemokratyczny rząd kierowany przez Pedro Manuela Coelho, ma zamiar wprowadzić cięcia budżetowe w celu zmniejszenia deficytu do 3 procent PKB, jak uzgodniono w warunkach udzielonej Portugalii w kwietniu pożyczki 78 mld euro z UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wśród proponowanych zmian jest zmniejszenie wynagrodzenia pracowników publicznych przez między 8 a 16 procent w zależności od wysokości płacy. Ponadto wydłużono tydzień pracy do 42 godzin.

Poniżej treść zarysów nowego traktatu UE. Wyciekła w Wielkiej Brytanii po tym jak Francuzi zaczęli atakować brytyjską gospodarkę :-)

- Powinni zacząć obniżki od Wielkiej Brytanii, która ma większy deficyt, podobne zadłużenie i niższy wzrost niż my powiedział Christian Noyer, szef francuskiego banku centralnego. Francja jest jednym z 15 krajów, które agencja ratingowa Standard & Poor ostrzegła, że może obniżyć ich rating, ale teraz Francuzi próbują odwrócić jej uwagę na północ. Sam możesz porównać wyniki gospodarek Wlk. Brytanii i Francji.
New Treaty

środa, 14 grudnia 2011

Czechy Estonia i Bułgaria otwarcie - Nie będziemy płacić za długi strefy euro!

W nawiązaniu do wpisów na moim blogu dot. obecnego kryzysu zadłużenia w strefie euro - Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy? oraz Nie mamy pieniędzy na szkoły. Czemu mamy się zrzucać na fundusz ratunkowy UE? - mam dla Ciebie dodatkowe informacje. Czechy Estonia i Bułgaria powiedziały już otwarcie - Nie będziemy płacić za długi strefy euro! Z utęsknieniem czekam na taką samą odpowiedź z Warszawy.

Minister Finansów Estonii powiedział, że jego kraj nie weźmie udziału w pomocy w wysokości 200 mld euro (265 mld USD), którą inne kraje Unii Europejskiej za pośrednictwem Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) mają przekazać w celu ratowania strefy euro. Estonia nie uczestniczyła także w poprzedniej akcji ratunkowej MFW w 2009 roku.

Republika Czeska nie powinna przekazywać żadnych pieniędzy dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w celu pomocy najbardziej zadłużonym krajom strefy euro - Powiedział prezydent Vaclav Klaus. Klaus powiedział także, że taki krok byłby bardzo nieodpowiedzialny w sytuacji, gdy sama ​​Republika Czeska nie może poradzić sobie z własnymi długami.
Republika Czeska sama żyje z deficytem, którego jak widać, nie jest w stanie wyeliminować. W takiej sytuacji byłoby nieodpowiedzialnym zwiększanie naszego zadłużenia poprzez udzielanie dodatkowych pożyczek dla bardzo zadłużonych krajów, które pozwalają jedynie na dalsze odroczenie realnych rozwiązań - powiedział Klaus.
Czechy miały zapewnić 3,5 mld euro w całkowitym planie wynoszącym 200 mld euro.

Bułgaria nie będzie uczestniczyć finansowo w planie ratowania euro i nie zgadza się na ujednolicenie podatków - powiedział w parlamencie bułgarskim minister spraw zagranicznych tego kraju Nikołaj Mładenow.
Bułgaria nie jest stroną umowy o europejskim mechanizmie stabilności. Nie podejmowała ona zobowiązań o dobrowolnym wkładzie finansowym w ten mechanizm. Bułgaria nie ma obowiązku i nie zamierza przekazywać MFW dodatkowych środków finansowych - powiedział Mładenow, dodając, że kraj nie dopuści do dostosowania podatków do poziomu ogólnoeuropejskiego.
To nie Bułgaria spowodowała kryzys eurostrefy, nie będzie również krajem, który ją z tego wyciągnie - stwierdził. Mładenow podkreślił, że rząd nie podejmie decyzji o zaangażowaniu finansowym Bułgarii bez uzgodnienia z parlamentem i bez jego zgody na podpisanie zaproponowanego przez Brukselę porozumienia dotyczącego stabilizacji strefy euro. Przypomniał, że Bułgaria, tak jak Czechy i Szwecja, oświadczyła, że nie może podjąć takich decyzji bez zgody parlamentu.

Przywódcy irlandzkiej opozycji wzywają premiera Enda Kenny’ego, aby ogłosił referendum w sprawie nowego paktu – którego wynik prawie na pewno byłby negatywny – a prounijne partie opozycyjne Holandii atakują rząd mniejszościowy premiera Marka Ruttego, za jego zbyt uległe podejście przy negocjowaniu umowy.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

Prawie trzy lata po zapaści gospodarki spowodowanej upadkiem trzech dużych banków wydaje się, że Islandia powoli wychodzi na prostą. Czy można wyciągnąć jakieś wnioski z drogi którą przeszedł ten kraj, aby rozwiązać problemy zadłużonych krajów w Europie?

O kryzysie na Islandii pisałem już na swoim blogu, gdy wspominałem o akcji „Icelanders are NOT terrorists” będącej reakcją na blokadę islandzkich kont w UK po tym jak Islandczycy odmówili zwrotu oszczędności obywateli brytyjskich ulokowanych w upadłym islandzkim banku Icesave.

Jak to się zaczęło?

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Islandia to istny raj na ziemi. Przeciętny roczny wzrost PKB wynosił 5% i obywatele tego kraju cały czas bogacili się dzięki wolnorynkowym reformom i deregulacji systemu bankowego. Pozwoliło to temu małemu krajowi stać się jednym z sześciu najbogatszych państw OECD.

Trzy największe islandzkie banki - Kaupthing, Landsbanki i Glitnir, przez lata zaciągały pożyczki w jednych krajach, by później inwestować je z zyskiem w drugich (m.in. w Wielkiej Brytanii). W czasach prosperity i taniego pieniądza taka taktyka przynosiła nie małe zyski, dlatego pożyczano na potęgę. Łączny kapitał inwestycyjny trzech największych islandzkich banków wyniósł ponad 100 mld dol. To aż 888 proc. rocznego PKB Islandii, który wynosi tylko 14 mld dol! Gdy cała gospodarka światowa rosła spłata ogromnych długów nie była problemem, ale splot zaczynającego się w 2008 r. kryzysu i nietrafionych inwestycji na rynkach finansowych wpędził Islandczyków w poważne kłopoty.

Jesienią 2008 r. cały dotychczasowy obraz Islandii prysł jak bańka mydlana. Bankierzy stracili na toksycznych długach miliony koron i do akcji ratunkowej wkroczył rząd. Znacjonalizował trzy największe banki na wyspie i przejął nad nimi kontrolę. Zmusił je do jak najszybszej sprzedaży ich zagranicznych aktywów, aby przetransferować zyski do kraju. Wszystko po to, aby wzmocnić spadającą na łeb na szyję koronę, której kurs w pierwszym roku kryzysu osłabił się względem euro aż o 70 proc!

Ze względu na brak możliwości finansowania się na rynku Islandia poprosiła MFW o pomoc. Po negocjacjach ten zgodził się udzielić wsparcia w postaci 6 mld USD pożyczki. W skład kredytującego konsorcjum weszły wtedy MFW, kraje skandynawskie, Wielka Brytania, Holandia i Polska, która zgodziła się pożyczyć 200 mln USD.

Jak sobie poradzono z kryzysem?

Jedną z inwestycji islandzkiego banku Landsbanki był internetowy Icesave w którym tysiące Brytyjczyków i Holendrów otworzyło konta i trzymało swoje oszczędności. Bank ten oferował dużo wyższe oprocentowanie niż większość brytyjskich instytucji finansowych, więc wiele osób skusiła jego oferta. Jednak po upadłości spółki matki na Islandii, klienci w UK nie mogli wypłacać pieniędzy ze swoich kont. Rozjuszyło to oczywiście Brytyjczyków i Holendrów, którzy zażądali natychmiastowego zwrotu długów.

Islandzki parlament przedstawił ustawę, która miała długiem prywatnych banków (wobec brytyjskich i holenderskich banków) wynoszącym 3,5 mld euro obarczyć islandzkie rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent. Spowodowało to wybuch niezadowolenia społeczeństwa, które wyszło na ulice i zażądało ogłoszenia referendum w tej sprawie. Sytuacja zrobiła się na prawdę ciężka i prezydent Olafur Grimsson zawetował proponowaną przez parlament ustawę a także ogłosił ogólnonarodowe referendum w tej sprawie. Jego wynik był jednoznaczny i 93% głosujących opowiedziało się za niespłacaniem długu wobec Wlk. Brytanii i Holandii.

W międzyczasie naciskany przez obywateli rząd zarządził sądowe dochodzenia mające ustalić kto odpowiada za kryzys finansowy i bankructwo banków. Ostatecznie specjalna komisja w liczącym 2 tys. stron raporcie wykazała, że kryzys i jego następstwa mogłyby być mniejsze, gdyby politycy i władze w Reykjaviku zareagowały wcześniej i lepiej, zamiast obarczać się wzajemnie odpowiedzialnością. Na szczycie listy winnych znalazło się siedem osób: były premier Geir Haarde, były szef islandzkiego banku centralnego David Oddsson, były minister finansów, jego kolega z resortu gospodarki, dwaj bankowcy banku centralnego oraz szef nadzoru finansowego.

Z dochodzenia wynika, że już w kwietniu 2008 r. nadzór finansowy informował rząd i bank centralny o niskim stanie kapitału własnego trzech islandzkich banków. Odpowiedzialność za to ponoszą islandzcy bankowcy, a nie błędy w europejskich regulacjach finansowych orzekła komisja.

Islandia przystąpiła do renegocjacji z Wielką Brytanią i Holandią sposobu wypłaty odszkodowań dla klientów upadłych banków. Na początku 2011 r. parlament Islandii zatwierdził porozumienie w tej sprawie, które przewiduje wypłacenie Wielkiej Brytanii i Holandii łącznie 3,8 mld euro tytułem utraconych przez ich obywateli wkładów. Nowa ugoda zapewnia Islandii zmniejszenie obciążeń odsetkowych i dogodniejsze terminy spłat. Władze liczą także na to, że 85 proc. należnej do wypłacenia kwoty sfinansuje z własnych środków islandzki bank Landsbanki, który był właścicielem Icesave.

Jaką naukę na przyszłość można wyciągnąć z islandzkiego kryzysu?

Islandia powoli wychodzi z kryzysu. Kraj notuje dodatni wzrost gospodarczy i wraca na rynki kapitałowe, a koszty kontraktów CDS są kilkukrotnie tańsze, niż podobne ubezpieczenia długu Grecji, Irlandii czy Portugalii. Ponieważ kraj pozwolił upaść swoim bankom, nie musiał zwiększać swojego zadłużenia tylko po to, aby wykupywać ich długi. "Islandia postąpiła bardzo dobrze zapewniając, że jej system płatniczy nadal działał, podczas gdy to wierzyciele a nie podatnicy ponieśli ciężar długów banków" powiedział Bloombergowi laureat Nagrody Nobla w ekonomii Joseph Stiglitz. "Z drugiej strony Irlandia zrobił wszystko źle. To chyba najgorszy model." dodał. Przypomnę, że Irlandia znacjonalizowała banki i przejęła ich długi. Tymczasem Islandia nie tworzyła żadnego specjalnego funduszu, który mógłby wykupić długi banków, ale po prostu pozwoliła im upaść.

Jeżeli członek strefy euro pozwoli upaść swoim bankom, cała strefa może ponieść tego konsekwencje w postaci obniżonego ratingu kredytowego i spadku wartości euro. Dodatkowo zgoda na default oznacza, że (przynajmniej tymczasowo) kredytorzy kraju ponoszą stratę. W przypadku obecnego kryzysu są to w większości niemieckie i francuskie banki. Stąd taka motywacja Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozyego, aby nie dopuścić do niewypłacalności, która uderzy głównie w banki z ich krajów i sprowadzi kłopoty także na Francję i Niemcy. To tłumaczy także, dlaczego na włoskie i greckie długi nie chce się składać Wielka Brytania, której instytucje finansowe nie są tam znacząco zaangażowane.

Co dalej z euro?

Na przykładzie Islandii widać jak na dłoni, że to nie niewyobrażalne wręcz dokręcanie śruby zadłużonym społeczeństwom, ale zapewnienie im odpowiednich warunków i możliwości do spłaty zadłużenia w rozsądnym terminie i na uczciwych warunkach pozwoli im wyjść z kryzysu. Próba wyduszenia z ludzi jak najszybciej, jak największych pieniędzy na pewno nie przyniesie niczego dobrego. Skąd w polskich politykach taka potrzeba dołączenia do zrzutki na wykup obcego długu jakbyśmy naszego mieli za mało? Ja nie rozumiem i nie chcę płacić z własnej kieszeni za greckie czy włoskie długi niemieckim i francuskim bankom!

Argentyna - matka wszystkich bankructw

sobota, 10 grudnia 2011

Nie mamy pieniędzy na szkoły. Czemu mamy się zrzucać na fundusz ratunkowy UE?

Wpis jest tłumaczeniem tekstu opublikowanego na serwisie e24.no po uchwaleniu pierwszego funduszu ratunkowego UE i dotyczy sytuacji na Słowacji.

Jako ostatni z 17 krajów strefy euro, Parlament Słowacji uchwalił w zeszłym tygodniu zgodę na swój wkład do funduszu ratunkowego UE dla krajów z kryzysem zadłużeniem (głównie Grecji). Decyzja o oddaniu 7,7 mld euro zwiększa słowacki dług publiczny o 30 procent. Wśród ludzi jest jednak wielka niechęć do wypłaty pieniędzy. Aby przegłosować w parlamencie stosowną ustawę rząd obiecał podać się do dymisji i rozpisać nowe wybory.

- To szaleństwo. Grecy ukradli wszystko, a teraz chcą pieniędzy od nas?, powiedziała agencji Reuters 31-letnia młoda mama Dana Antasova w komentarzu do głosowania w parlamencie. Słowa Antasovej i innych wściekłych Słowaków obiegły cały świat.

- Grecy nie są problemem. To chciwe niemieckie i francuskie banki są problemem. I one nie chcą stracić ani grosza, mówi Antasova po decyzji Słowacji, która zgodziła się dołożyć do funduszu ratunkowego. Teraz obawia się, że w ten weekend na szczycie Unii Słowacja znów zostanie poproszona o to, aby wyłożyć więcej pieniędzy do wspólnego funduszu.

- Większość ludzi nie chce, abyśmy składali się na ten fundusz i jest zdenerwowana mówi Antasova.

- Wielu Słowaków zarabia 450-550 euro netto miesięcznie i nie akceptuje żadnych wyjaśnień, dlaczego powinni spłacać długi kogoś, kto zarabia trzy do pięciu razy więcej od nich, mówi. Słowacja jest wraz z Estonią jednym z najbiedniejszych krajów strefy euro. Na Słowacji, która zmaga się z 14-procentowym bezrobociem, średnia pensja jest taka sama jak płaca minimalna w Grecji.

- Mówi się nam, że nie ma wystarczających środków na utrzymanie szkół i służby zdrowia. Dlatego ludzie pytają: "Jeśli nie mamy pieniędzy na takie podstawowe usługi, a mamy pieniądze na fundusz ratunkowy?".

Gospodarka Słowacji jest ściśle związana z niemiecką. Wielu Słowaków czuje presję, aby wspierać udział kraju w funduszu ratunkowym, ponieważ obawiają się utraty pracy.

Słowacja była długa doceniana za swoją rygorystyczną politykę gospodarczą. Spełniła ona wymogi UE dot. długu publicznego. W tym samym czasie przeprowadzono także gruntowne reformy.

- Portugalia, Irlandia, Włochy, a nawet Francja i Niemcy nie stosują się do przepisów i ich zadłużenie jest wyższa niż dopuszczalne 60 procent produktu krajowego brutto, mówi Antasova. Jest przekonana, że Słowacja zostanie poproszona o zwiększenie swojego zaangażowania w fundusz ratunkowy UE.

- To co ludzie w UE powinni zrobić, to domagać się referendum. To są pieniądze ludzi i to oni powinni zadecydować, gdyż są tacy, którzy muszą ponieść konsekwencje, mówi Antasova.

O możliwym dalszym rozwoju kryzysu możesz przeczytać także w moim wpisie Co się stanie gdy Grecja ogłosi bankructwo?


wtorek, 8 listopada 2011

Gdzie najlepiej płacą?

W 2011 roku płaca minimalna w Polsce wynosi 1 386 zł. Oznacza to, że jeśli założymy, że średnio w miesiącu pracujemy cztery tygodnie, a każdy z nich składa się z pięciu ośmiogodzinnych dni pracy, to za każdą godzinę dostajemy w naszym kraju nie mniej niż 8,66 zł (czyli 2,01€ przy obecnym kursie ok. 4,30 EUR/PLN). A jak to wygląda w innych krajach? Poniżej znajdziesz ranking liderów w wysokości płacy minimalnej w 2011. W którym kraju są najwyższe zarobki? Gdzie najlepiej płacą?

10. Kanada
Chociaż stawki płacy minimalnej różnią się w zależności od prowincji, to średnia ważona liczbą pracowników wyniosła 5,99€ za godzinę.

9. Japonia
Tutaj także stawka zależy od regionu, a jej średnia godzinna stawka wyniosła 6,28€.

8. Wielka Brytania
Pracownicy mogą liczyć tu na zarobek nie mniejszy niż 6,91€ za godzinę

7. Nowa Zelandia
Ustawowa płaca minimalna w tym kraju w tym roku to 6,94€ za godzinę.

6. Irlandia
Na tej pogrążonej w kryzysie wyspie od 1. lutego 2011 możesz liczyć na płace minimalną w wysokości 7,65€ za godzinę.

5. Belgia
Pracownicy mogą liczyć tu na zarobek nie niższy niż 8,58€ za godzinę.

4. Holandia
Lub jak kto woli Królestwo Niderlandów to kraj w którym ustawowa płaca minimalna wynosi conajmniej 8,74€ za godzinę.

3. Francja
Jesteśmy już na podium. Otwiera je Francja z płacą minimalną wynoszącą 9€ za godzinę.

2. Luksemburg
To jedno z najmniejszych państw w Europie jest jednocześnie liderem pod względem wysokości płacy minimalnej, która w 2011 wynosi 10,16€> za godzinę.

1. Australia
Liderem na skalę światową jest jednak Australia z płacą minimalną wynoszącą 10,40€ za godzinę.


Od 2012 wysokość płacy minimalnej w Polsce zostaje zwiększona do 1 500 zł, dzięki czemu możemy liczyć na nie mniej niż zawrotne 9,38 zł za godzinę pracy (odpowiednio 2,18€). I jak tu się dziwić, że nikt nie chce zostać w tym kraju, żeby pracować na upadający ZUS?


Dlaczegoś biedny? Boś głupi! Dlaczegoś głupi? Boś biedny!

środa, 22 kwietnia 2009

Pożegnanie z neostradą

Informacja może już nie taka nowa, ale dla tych którzy nie wiedzą informuję, że TP SA na jesieni zrezygnuje z marki Neostrada dla swego szerokopasmowego dostępu do Internetu i zastąpi ją znakiem Oragne. Niby nic wielkiego, po prostu unifikacja oferty w całej grupie kapitałowej na świecie, ale dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić polityce francuskich firm w Polsce.

Wiele osób się na nią wkurza (w tym ja), ale trzeba przyznać że Neostrada na stałe wpisała się w nasz krajobraz. Telekomunikacja wydała spore pieniądze na jej promocję a teraz jedną decyzją chce to wszystko wrzucić do kosza. Usługi szerokopasmowego dostępu do internetu oferowane będą pod marką Orange. Można się zacząć zastanawiać nad sensem ekonomicznym i biznesowym tej decyzji. Przecież na włożenie do umysłów ludzi nowej nazwy trzeba będzie wydać spore pieniądze, na których nadmiar spółka raczej nie cierpi w czasach kryzysu.

Już raz Francuzi przeprowadzili taką operację, gdy z Polskiego rynku zniknęła Idea i pojawiło się w jej miejsce właśnie Orange. Dobre dwa lata zajęło marketingowcom przyzwyczajenie nas do nowego brandu, a przypadku POPa zakończyło się to niepowodzeniem i Orange Go poszło do lamusa. Czy tym razem też się uda? Tego pewnie nikt nie wie.

Po co więc narażać się na spore wydatki, których ostatecznego efektu nie można być pewnym? Od znaku Orange polskie spółki płacą francuskiej matce opłatę. I wszystko jasne... Francuzi próbują podreperować swój budżet ściągając daniny z kolonii. Tak, właśnie! Ogólnie wiadome jest, że koncerny znad Loary traktują swoje zagraniczne oddziały tak, jak kiedyś traktowali kolonie. Jednym słowem wysysają z nich ile tylko mogą.

Przykład z Orange i neostradą nie jest tu odosobniony. Na rynku ogólnie wiadomo, że w innych firmach jest dokładnie tak samo. Wszystkie zakupy realizowane są przez centralę, która oczywiście nakłada na nie odpowiednią marżę. Nawet awanse i polityka kadrowo-płacowa uzależniona jest od centrali za granicą. I to wszystko w świetle ogólnie obowiązującego prawa. Co gorsza nic na to nie poradzimy. Musimy pogodzić się z tym, że bez własnego kapitału na zawsze zostaniemy tylko kolonią.