Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 marca 2012

Draghi: Koniec europejskiego państwa dobrobytu

Prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi ostrzegł kraje strefy euro, że nie ma ucieczki od trudnych działań oszczędnościowych i że właśnie kończy się europejskie państwo dobrobytu. Jest to jego głos w debacie o tym jak poradzić sobie z fiskalnymi i gospodarczymi kłopotami Europy. W rozmowie z The Wall Street Journal zwrócił uwagę na to, że dotychczasowy model społeczny w Europie, który kładzie nacisk na bezpieczeństwo pracy i zabezpieczenia socjalne nie ma szans na przetrwanie. Jako przykład podał wysokie bezrobocie wśród młodzieży w Hiszpanii, gdzie dochodzi ono do 50 proc. Wezwał do zmiany podejścia i tworzenia nowych miejsc pracy dla młodych ludzi.

"Nie ma szybkich rozwiązań dla problemów Europy", powiedział, dodając, że oczekiwania, że bogate Chiny przyjdą na ratunek są nierealistyczne, a utrzymujące się wstrząsy gospodarcze zmuszą kraje do zmian strukturalnych na rynku pracy oraz w innych aspektach gospodarki, aby powrócić do długofalowego wzrostu.

"Były czasy, gdy [ekonomista] Rudi Dornbusch zwykł mawiać, że Europejczycy są tak bogaci, że mogą sobie pozwolić na płacenie wszystkim za to, że nie pracują. Ale to minęło." powiedział Draghi. "Nie istnieje kompromis między wspieraniem zmian dla podmiotów gospodarczych i fiskalnym zaciskaniem pasa. Wycofywanie się z postawionych wcześniej celów fiskalnych wywołało by natychmiastową reakcję na rynku i wywindowało stopy procentowe jeszcze wyżej."

Komentarz Draghiego wpisuje się w toczącą się obecnie debatę w Europie o tym czy głębsze oszczędności są najlepszą receptą dla krajów stojących w obliczu poważnych recesji i umieszcza go w obozie Angeli Merkel i innych niemieckich urzędników. Jest to tym ważniejsze, że najnowsze prognozy dla Unii Europejskiej są coraz mroczniejsze i wskazują na duże ryzyko recesji w strefie euro. Niektóre rządy, zaczęły opierać się dalszym cięciom wydatków na rzecz podwyżek podatków, choć te mogą tłumić działalność przedsiębiorstw. Zwiększanie podatków konsumpcyjnych może również zwiększyć inflację, co utrudni EBC utrzymywanie niskich stóp procentowych oraz pobudzanie wzrostu.

Draghi z zadowoleniem przyjął względny spokój, który panuje obecnie na europejskich rynkach obligacji w ciągu ostatnich miesięcy. Pozostało jeszcze troche ufności na rynkach, zwłaszcza w walczącej na skraju przepaści południowej Europie, która mimo ogromnego bogactwa kontynentu musiała się już trzy razy zwracać o pomoc do MFW w sprawie pożyczek dla Grecji, Portugalii i Irlandii i wraca ponownie po dodatkową pomoc dla Grecji. Przywódcy strefy euro naciskają także na rynki wschodzące takie jak Chiny o pomoc poprzez zakup obligacji krajów strefy euro lub obligacji wyemitowanych przez fundusz ratunkowy.

"Było mnóstwo rozmów i konsultacji. Słyszę o nich, ale nie widziałem żadnej oficjalnej inwestycji [z Chin] na europejskich rynkach finansowych" powiedział Draghi. Grecja, mimo najnowszego kredytu pomocowego w kwocie 130 mld euro, pozostaje głównym zagrożeniem. Choć Ateny zgodziły się ograniczyć swój dług i zrestrukturyzować gospodarkę, jego przywódcy muszą pokazać, że nadal popierają te działania i wdrożą niezbędne środki.

"Trudno powiedzieć, czy kryzys się skończył", powiedział. Poprarcie dla reform i programów oszczędnościowych będzie testowane w trakcie wyborów, które odbędą się w nadchodzących miesiącach. Grecja i Francja będą miały wybory wiosną tego roku, których zwycięzcy mogą być mniej skłonni do poparcia obecnych uzgodnień.

Wielu europejskich przywódców, na czele z premierem Włoch Mario Monti, chce przesunąć uwagę Europy z cięć wydatków w kierunku stymulowania wzrostu. Premier Monti i premier Hiszpanii Mariano Rajoy wezwali kraje UE do cięższej pracy w kierunku uczynienia gospodarek bardziej konkurencyjnymi, jako sposobu na wspieranie wzrostu i ograniczenie ostrych działań oszczędnościowych. Draghi twierdzi, że surowość oszczędzania, w połączeniu ze zmianami strukturalnymi, jest jedyną opcją dla odnowy gospodarczej. Cięcie wydatków rządowych boli na krótką metę, ale jego negatywne skutki mogą być rekompensowane poprzez potrzebne zmiany strukturalne.

Jego poglądy wspiera także Komisja Europejska, która wydała oświadczenie w którym mówi, że pomimo prognoz recesji w strefie euro w tym roku, rządy "powinny być gotowe do spełnienia celów budżetowych." Ale krytycy zwracają uwagę na to, że skupienie się tylko na surowych cięciach prowadzi do stagnacji w strefy euro, która stanowi około jedną piątą światowej produkcji, co w konsekwencji zagraża globalnemu ożywieniu.

Twierdzenie Draghiego, że uda się zrównoważyć negatywne skutki oszczędności także spotyka się z pewnym sceptycyzmem. Wykorzenienie nieefektywności na rynkach pracy lub cięcia w biurokracji rządowej zmniejszają wzrost w krótkim okresie, bez względu na długoterminowe korzyści, jak zwracają uwagę niektórzy ekonomiści. "On po prostu stara się osłodzić swój przekaz" powiedział Simon Johnson, były główny ekonomista w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. "Wiele z tych reform strukturalnych jest iluzoryczne w najlepszym wypadku na krótką metę ... ale lepsze to niż opowiadanie o strasznych 10 latach, które nadchodzą" powiedział.

Draghi bronił decyzji EBC o osłonie swoich 50 miliardów euro w greckich obligacjach od strat sektora prywatnego w ramach odrębnej umowy pomiędzy Grecją i jej wierzycielami, w ramach której umorzono 107 mld euro zadłużenia. Powiedział, że EBC "jest zdecydowana chronić pieniądze podatników". Prezes Commerzbanku Martin Blessing skrytykował rzekomo dobrowolne umorzenie greckiego długu w stosunku do sektra prywatnego, nazywając je "jako dobrowolne jak spowiedź w czasie hiszpańskiej inkwizycji".

Zdaniem Draghiego po słabym czwartym kwartale, gospodarka strefy euro się stabilizuje. Rządy poczyniły postępy w redukcji deficytu, dzięki czemu gospodarka jest bardziej konkurencyjna. Banki ustabilizowały się, a rynki obligacji znów działają. Portugalia, która zdaniem wielu analityków jest następna w kolejce po Grecji do zwiększenia kredytu ratunkowego nie będzie tego potrzebowała.

Draghi zdobył uznanie ze strony inwestorów w związku z tym jak radzi sobie z kryzysem w ostatnich miesiącach. Obniżył stopy procentowe z powrotem do rekordowych minimów, a w grudniu zalał banki 489 mld euro w tanich trzyletnich pożyczkach. Wszystkie te działania razem wzięte doprowadziły do uspokojenia na rynkach kapitałowych i pomogły sprowadzić w dół rentowności obligacji Włoch i Hiszpanii, krajów postrzeganych jako kluczowe dla zablokowania kryzysu w strefie euro.

Grecki kryzys obnażył jednak wiele słabości strukturalnych euro, które regulowane jest przez wspólną politykę stóp procentowych. Draghi odrzuca jednak krytykę, że Europa nie potrafi poradzić sobie z kryzysem zadłużenia. Ostatnie kroki rządów o stworzeniu wiążących narzędzi do kontroli deficytu są "ważnym osiągnięciem politycznym" i "pierwszy krokiem" w kierunku unii fiskalnej. "Jednym z moich celów jest, abyśmy mieli tak dużo porozumienia w najważniejszych sprawach, jak to możliwe. Musimy robić właściwe rzeczy i musimy je zrobić razem" powiedział Draghi.

niedziela, 29 stycznia 2012

Oszczędności tylko pogarszają kryzys

Europę straszy obecnie widmo bankructwa. Drżą przed nim wszystkie europejskie rządy. Aby wypędzić demona, ich gospodarki muszą przejść terapię szokową. Na razie nic nie wydaje się pomagać. Gospodarki nadal się chwieją, dług nadal rośnie. Agencja ratingowa Standard Poor`s obniżyła ratingi dziewięciu krajom strefy euro, w tym Francji. Agencja Fitch zrobiła to samo w stosunku do pięciu. Każdy, kto nie jest zaślepiony przez głupotę, zwróci uwagę na uzasadnienie tych obniżek. Jeśli produkt krajowy brutto (PKB) się skurczy, automatycznie pociągnie to za sobą zwiększenie wskaźnika zadłużenia. Jedynym sposobem na zmniejszenie długu (z wyjątkiem zawieszenia płatności publicznych pieniędzy do gospodarki poprzez ich dodruk) jest stymulowanie wzrostu gospodarczego.

Strach przed zadłużaniem się jest zakorzeniony w ludzkiej naturze, więc przeciętny człowiek uzna zmniejszanie zadłużenia jako uzasadniony cel polityczny. Każdy z nas ma jakieś zobowiązania płatnicze - często w formie kredytu. Dług może powodować lęki, jeśli nie wiemy czy będziemy w stanie go spłacić.

Obawy te są łatwo przenoszone na poziom długu publicznego - pieniędzy, które rząd jest winien wierzycielom. Jak wytłumaczyć o co chodzi ludziom, którzy chcą od rządów spłaty tych setek miliardów długów? Brytyjski premier David Cameron ujął to: "Dług publiczny jest taki sam jak zadłużenie w karcie kredytowej, musisz je spłacić". Wynika z tego natychmiast kolejny krok - aby spłacić dług publiczny lub przynajmniej go ograniczyć, rząd musi wyeliminować deficyt budżetowy, ponieważ potrzebny jest wzrost dochodów budżetowych ponad kwotę zaciąganego długu uzyskany w sposób trwały. Jeśli rząd nie robi nic, dług publiczny staje się nie możliwy do utrzymania.

Stiglitz: UE planuje "pakt samobójczy"

Na co zwrócić uwagę przyszłych pokoleń? Tutaj również można posłużyć się analogią do zadłużenia gospodarstwa domowego. Moja śmierć nie spowoduje całkowitego wymazania moich długów. Moi wierzyciele będą mieli do niego dostęp np. poprzez mój majątek - wszystko, co chciałem zostawić dzieciom. Podobnie jeśli rząd zbyt długo zaciąga długi w sposób niekontrolowany to obciąża nim przyszłe pokolenia. Ja sam mogę korzystać z rozrzutności rządu, ale moje dzieci będą musiały to kiedyś spłacić.

To tłumaczy dlaczego w centrum zainteresowania polityki fiskalnej większości rządów jest dzisiaj redukcja deficytu. Rządy z "wiarygodnymi" planami "konsolidacji fiskalnej" są podobno lepiej postrzegane niż inni dłużnicy. Oznacza to, że przy założeniu, że jeśli rząd będzie w stanie pożyczyć taniej, to z kolei powinno obniżyć stopy procentowe dla prywatnych kredytobiorców i w efekcie dać dodatkowe korzyści dla całej gospodarki. Tak więc konsolidacja fiskalna jest uważana za złoty środek do ożywienia gospodarki. Ten nurt oficjalnej doktryny najbardziej rozwiniętych krajów świata zawierać co najmniej pięć głównych wad, które w dużej mierze są niezauważane, przez co całe powyższe rozumowanie wydaje się być niewiarygodne.

Czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla Włoch i innych zadłużonych krajów Europy?

Po pierwsze rządy mają więcej możliwości spłaty swojego długu niż osoby prywatne. Rząd kraju z własnym bankiem centralnym może po prostu finansować się pożyczkami z tego banku poprzez dodruk pieniądza. Odnosi się to także do krajów strefy euro i ich rządów, które muszą spłacić swoje długi. Jeśli ich (zagraniczni) wierzyciele, będą naciskać zbyt mocno, to wystarczy zaniechać płatności. Będzie to oznaczało bankructwo, ale jak pokazał przykład Islandii i Argentyny, potem życie toczy się dalej tak jak wcześniej.

Po drugie, celowe zmniejszenie deficytu nie jest dziś najlepszą metodą dla rządu na zbilansowanie budżetu. Zmniejszenie deficytu w samym środku spowolnienia gospodarczego nie doprowadzi do wyzdrowienia, ale do dalszego załamania, bo skutkuje tym, że zmniejsza dochód narodowy z którego pochodzą przychody budżetu państwa. To tylko dodatkowo utrudnia, a nie ułatwia osiągnięcie zamierzonego celu, czyli zmniejszenie deficytu budżetowego. Rząd brytyjski zanotował już 112 miliardów funtów więcej długu niż planował w momencie ogłaszania programu zmniejszenia deficytu w czerwcu 2010.

Po trzecie, dzisiejszy dług nie ma powiązania z obciążeniami przyszłych pokoleń. Nawet jeśli może to doprowadzić do powstania przyszłych zobowiązań podatkowych (a czasami tak to się kończy), aby zaspokoić transfery od podatników do obligatariuszy. Może to mieć niepożądane skutki dystrybucyjne. Ale staranie się, aby spłacić wszystkie długi teraz jest także w rzeczywistości obciążaniem przyszłych pokoleń: natychmiastowe obniżenie dochodów, spadek zysków, ucierpią fundusze emerytalne, projekty inwestycyjne zostaną zaniechane lub przełożone, a domy, szkoły i szpitale nie zostaną wybudowane. Przyszłe pokolenia będą w gorszej sytuacji, ponieważ nie będą miały do dyspozycji pewnych aktywów, które mogłyby mieć.

Po czwarte, nie ma związku między poziomem długu publicznego i ceną, którą rząd musi płacić za jego sfinansowanie. Stopy procentowe, które za swój dług płacą takie kraje jak Japonia, USA, Wielka Brytania i Niemcy są równie niskie, pomimo ogromnych różnic w poziomie zadłużenia i polityki fiskalnej.

I wreszcie po piąte, zmniejszenie kosztu finansowania zewnętrznego dla rządów nie spowoduje automatycznej obniżki kosztu kapitału dla sektora prywatnego. Pożyczki dla firm i ludności nie odbywają się po tzw. stopie wolnej od ryzyka, za którą przyjmuje się oprocentowanie amerykańskich obligacji skarbowych i wykazano, że ekspansywna polityka pieniężna może co prawda sprowadzić oprocentowanie obligacji rządowych w dół, ale będzie to miało niewielki wpływ na udzielanie nowych kredytów przez banki. W rzeczywistości zachodzi tutaj odwrotna reakcja: powodem, dla którego odsetki płacone przez państwo w Wielkiej Brytanii i innych krajach są tak niskie jest to, że oprocentowanie kredytów dla sektora prywatnego jest tak wysokie.

Dzisiaj w Europie nie mówi się o niczym innym jak pakt fiskalny i obniżenie zadłużenia publicznego. Oczywiście temat jest niezwykle ważny, ale trzeba uważać, aby nie wylać dziecka z kąpielą i przy okazji nie doprowadzić do jeszcze większego załamania w gospodarce. Dobrym przykładem niech będą dla nas gospodarki takich krajów jak Grecja, Portugalia czy Hiszpania w których mimo nieustannych cięć dług wcale nie spada, a jedyne co rośnie to niezadowolenie społeczne. No ale najważniejsze, że nastroje niemieckich przedsiębiorców są pozytywne, prawda?

Tekst na podstawie artykułu.

niedziela, 22 stycznia 2012

Czy jest jeszcze jakaś nadzieja dla Włoch i innych zadłużonych krajów Europy?

Wiele osób mówi obecnie o "Planie na rzecz wzrostu", który pomógłby europejskim krajom z basenu Morza Śródziemnego pokonać kryzys. Brzmi to rozsądnie, tylko że w tzw. krajach PIIGS - Portugalia, Irlandia, Italia, Grecja i Hiszpania "planów rozwoju" nigdy nie brakowało. Co jest powodem obecnej zapaści i dlaczego tak trudno jest pokonać ten kryzys? Zachęcam Cię do przeczytania tekstu W. Streecka, który przetłumaczyłem na język polski.

Przystąpienie państw południowych do Unii Europejskiej było również wejściem do największego na świecie obszaru jednolitego rynku. Regionalne programy operacyjne i fundusze strukturalne Unii Europejskiej zostały przygotowane w celu sfinansowania infrastruktury potrzebnej biedniejszym krajom do wykorzystania nowych możliwości rynkowych. Następnie nastało euro, które w połączeniu z wysoką inflacją krajów południa Europy doprowadziło tam do niesamowicie niskich stóp procentowych. Rzeczywiście, łatwo dostępne kredyty przyniosły Portugalii i Hiszpanii rozkwit. Ale pieniądze, które powinny zwiększyć konkurencyjność tych krajów i dać im podstawę dla zrównoważonego wzrostu, zostały skierowane w złym kierunku - zamiast wzmacniać przemysł, stymulowały głównie spekulacje na rynku nieruchomości.

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

Co poszło nie tak? Dziś dowiadujemy się, że mimo udostępnienia nawet najlepszych warunków makroekonomicznych (niskich stóp procentowych) i hojnych funduszy infrastrukturalnych brakuje tam rodzimej klasy średniej - przedsiębiorców gotowych inwestować w długoterminowy rozwój przemysłu w swoim kraju. Przedsiębiorców, którzy chcieliby powiązać swój los z losem ich ojczyzny, w skrócie, patriotycznych elit gospodarczych. To niezwykle trudne zadanie w świecie, w którym przedsiębiorcy mają globalne alternatywy do inwestowania swoich pieniędzy i energii.

W krajach PIIGS istnieją patriotyczni przedsiębiorcy - na przykład w Katalonii i kraju Basków, w północnych Włoszech. Rzeczywiście okazuje się, że te regiony trzymają się całkiem nieźle w czasie kryzysu. Ale tam gdzie pieniądze znajdują się głównie w rękach rodzin arystokratycznych lub pseudoarystokratycznych (oligarchicznych) górę wziął kryzys. Deregulacja rynków kapitałowych sprzyja tym bogatym rodzinom, które nie chcą brudzić sobie rąk inwestowaniem w kraju, ale robią to na świecie - nieruchomości w Nowym Jorku, statki pływające pod koreańską banderą z karaibską lub chińską załogą lub po prostu zakup obligacji USA.

Europejskie państwa potrzebują miliardów!

W Grecji nie ma pieniędzy? Wręcz przeciwnie - klany rodzinne Onassis i Niarchos znajdują się wysoko na liście najbogatszych na świecie. Inwestują nie tylko w swoim kraju. Wiarygodne dane potwierdzają, że najbogatsi z krajów PIIGS płacą mniej podatków niż ich odpowiednicy w bogatej Europie północnej. Staje się oczywiste, że wszystkie kraje UE które korzystają z pomocy strukturalnej nie są w stanie opodatkować swoich oligarchów.

Jednocześnie ze względu na transfery środków z Unii zmniejsza się potrzeba zapewnienia skutecznego systemu kontroli. Północna Europa uzupełnia dziury spowodowane przez oszustwa podatkowe i eksport kapitału w Europie Południowej. Dotowana jest niepisana umowa z Południowymi post-faszystowskimi elitami, aby pozostawić je samemu sobie, a nie wywłaszczać na rzecz przedsiębiorczej klasy średniej. Zwłaszcza w Grecji, bogactwo koncentruje się w rękach kilku rodzin.

Siedem boleści włoskiej gospodarki

Czy to nie idzie zbyt daleko? Weźmy na przykład Włochy - kraj, który jest naprawdę dwoma krajami - północne Włochy są częścią zachodniego serca Europy i grają w tej samej lidze co Bawaria, Austria, Dolina Rodanu. Południowe Włochy są z drugiej strony podobne do Grecji, Portugalii lub dużej części Hiszpanii. To niesamowite, że południowe Włochy razem z północnymi mają wspólną walutę, dostęp do rynków i stóp procentowych, a także otrzymały szerokie wsparcie strukturalne, znacznie większe niż to na które mogły liczyć kraje takie jak Grecja. Nie zostało z tego nic z powodu archaicznej pre-kapitalistycznej struktury społecznej, której nie rusza się z powodów politycznych.

Gorzej - tak długo, jak płyną pieniądze z zewnątrz, Rzym nie musi walczyć z tymi, którzy kierują je do nieproduktywnych sektorów, takich jak np. luksusowa konsumpcja. W rzeczywistości środki pomocowe były wykorzystywane do kupowania poparcia politycznego dla partii rządzących w pogrążonych w stagnacji regionach. Bruksela pozytywnie opiniowała opracowane plany rozwoju, co degenerowało systemy korupcyjne.

Północni Włosi odrzucają dziś kategorycznie kolejne transfery do południowców. Liga Północna mówi nawet o możliwym podziale Włoch, co pozwoliłoby zachować Włochom z północy swoje pieniądze. Jeśli północni Włosi nie chcą płacić za południowych, mimo wszystkich swoich nadziei na to, że ich plany pozwolą wreszcie na wzrost, jak możemy oczekiwać od podatników z Niemiec, Danii czy Holandii aby zgadzali się na ciągłe dofinansowanie południowców?

Przedprzemysłowe struktury władzy południowych Włoch były do przyjęcia, gdy były one finansowane przez UE w ramach pomocy regionalnej z Europy Północnej. Środki te były przez pewien czas niemal wyłącznie do dyspozycji Włoch. Od kiedy pękła bańka kryzysu włoska spójność narodowa jest zagrożona.

Co dalej z euro?

Mamy nauczkę - wzrost gospodarczy nie jest jedynie funkcją makroekonomii, ale także struktury społecznej kraju. Krajom PIIGS nie udało się zaimplementować post-fordowskich struktur społecznych, które pobudzają przedsiębiorczość i innowacyjność. Teraz może być już za późno. Stare bogactwo może ulecieć tak szybko jak nigdy przedtem, a zbyt wiele czasu dla ubogich krajów zajmie nadrobienie zaległości do takich potęg jak Niemcy i Chiny.

Mści się obecnie, że post-faszystowskie demokracje Hiszpanii, Portugalii i Grecji przyjęły socjalistyczną drogę do nowoczesności. Zamiast reformowania kraju i ponownej redystrybucji dodano tylko więcej demokracji. Przypomnienie: We wszystkich tych krajach rozwijały się organizacje i partie komunistyczne. Utrzymanie ich z dala od władzy było kluczowe w procesie integracji krajów południa Europy z Unią Europejską, co z kolei było ambicją Niemców i Francuzów. Ale razem z marginalizacją euro-komunistów utracono także stare elity.

Nadzieją południowców był wariant postępu socjaldemokratycznego - pojednanie klas, liberalna demokracja i społeczna gospodarka rynkowa. Wierzono, że zachęcona integracją europejską powoli urośnie klasa średnia, która unowocześni przedsiębiorstwa i obali stare elity. To nie zadziałało. Kraje południowej Europy, które wzmocniły swoją socjaldemokratyczną ścieżkę muszą teraz płacić rachunek w postaci nowych planów wzrostu bez żadnych efektów w postaci wzrostu.

Autor oryginalnego tekstu, Wolfgang Streeck jest dyrektorem Instytutu Badań Społecznych Maxa Plancka.

piątek, 13 stycznia 2012

Tylko śmieciowa praca dla młodych

Niskie wynagrodzenie, brak wakacji (chyba że przestaniesz pracować) czy emerytury, krótkoterminowe umowy, brak ubezpieczenia zdrowotnego. Młodzi ludzie w Europie Południowej decydują się na pracę na nędznych warunkach pod hasłem "kiepska robota jest lepsze niż brak pracy."

Sylvia wiedziała że będzie ciężko, ale nie aż tak. Z tytułem magistra reklamy 24-latka pracowała przez ponad dwa lata jako stażysta. Teraz zaczęła się zastanawiać czy to się kiedyś skończy. Zarabia 300 euro miesięcznie (ok. 1 350 zł), a robi to samo co jej koledzy zatrudnieni na umowę o pracę. Oznacza to, że zarabia tylko na to, aby móc wyjść z domu, gdyż kupno biletu na autobus i koszty obiadu zjadają większość jej wynagrodzenia. Mimo że międzynarodowa firma dla pracuje mówi dużo o ograniczeniu przepisów pozwalających stosowania umów o pracę bez świadczeń socjalnych (tzw. umów śmieciowych), Sylvia nie będzie narzekać - czuje się szczęśliwa, że w ogóle ma pracę. W Hiszpanii bezrobocie wśród młodzieży pozostaje na poziomie ponad 40 procent.

- Od kiedy byłam mała moi rodzice zachęcali mnie, żebym się uczyła i ukończyła studia to dostanę dobrą pracę. Ale i tak jestem szczęśliwa, że mam jakąkolwiek pracę, mówi Sylvia. Wśród 30 osób z mojej klasy, jestem wśród tych, którzy znaleźli najlepszą pracę. Sylvia nie chce podać swojego nazwiska, bojąc się kłopotów z pracodawcą.

Beznadziejna sytuacja młodych ludzi w Hiszpanii, Włoszech, Grecji i Portugalii jest namacalnym rezultatem kryzysu zadłużenia, który szaleje w Europie. Portugalia miała w ostatnich kilku latach jeszcze większe problemy gospodarcze niż Hiszpania i wielu młodych ludzi walczy o godne warunki w pracy do których mają prawo.

'Umowy niewolnicze' czy jak niektórzy mówią 'umowy śmieciowe', które do tej pory były obecne tylko w turystyce i rolnictwie, są obecnie wykorzystywane we wszystkich sektorach gospodarki. Problemy gospodarcze oznaczają, że wiele firm stara się unikać zatrudnienia osób na stałych umowach o pracę. 25 procent siły roboczej w Hiszpanii i 23 procent w Portugalii jest obecnie zatrudniona na czas określony. 80 procent nowych umów o pracę, które zostały podpisane w ostatniej dekadzie w Hiszpanii były tymczasowe. Dlatego w wielu krajach istnieją właściwie dwa systemy zatrudnienia. Jeden to osoby w średnim wieku, zatrudnione na stabilnych miejscach pracy i dobrych warunkach. Takie umowy są kosztowne i trudno je wypowiedzieć. Z drugiej strony wiele młodych ludzi boryka się z umowami na czas określony i są łatwo wykorzystywani przez cynicznych pracodawców.

Wymagania młodych osób poszukujących pracy się zmieniają. Wcześniej nie chcieli przyjść do pracy za mniej niż 1000 euro, a dziś takie wynagrodzenie jest dla nich jak najbardziej satysfakcjonujące. Ale w czasach oszczędności budżetowych i problemów gospodarczych ucierpiał zarówno sektor publiczny jak i prywatny. Zmieniły się wymagania i praca tymczasowa z 1000 euro miesięcznie bez świadczeń socjalnych nie jest taka zła.

- Wcześniej mówiliśmy o czasownikach jako czymś złym, a teraz jest już czymś pospolitym. Umowa na czas określony do 1000 euro miesięcznie jest w porządku, mówi profesor Jose Maria Martin z Narodowego Uniwersytetu Kształcenia na Odległość w Hiszpanii.

- Hiszpania staje się krajem ludzi, którzy uczą się w szkole do czasu 33 lat i nie mogą przejść na emeryturę, aż do ukończenia 75 lat, mówi przewodniczący związku zawodowego Ignacio Fernandez Toxo.

We Włoszech kryzys ekonomiczny pogorszył się na jesieni i tam także ciężko doświadczył młodych ludzi. Więcej niż jeden na czterech Włochów między 15 a 24 rokiem życia jest bezrobotny. 27-letni Frederico przechodził z jednej pracy tymczasowej do drugiej od kiedy skończył studia historyczne w 2009 roku. Wynagrodzenie 1000 euro miesięcznie staje się dla niego nieosiągalnym marzeniem.

- Byłem dzisiaj na rozmowie o pracę na jednoroczną umowę, ale nie spodobało mi się, bo zaproponowali mi 500 euro miesięcznie i miałbym pracować dziesięć godzin dziennie, mówi Frederico, który nie chce podać swojego nazwiska. Nadal mieszka z rodzicami, bo potrzebuje umowy o pracę aby móc coś wynająć. Ale młodzi ludzie, którzy mieszkają w domu, nie przyczyniają się do wzrostu, nie stymulują rynku mieszkaniowego, a także nie zakładają nowych gospodarstw domowych tworzących wzrost konsumpcji. Dla wielu młodych ludzi w Europie Południowej rok 2011 był trudny. Problem polega na tym, że 2012 może będzie jeszcze gorszy jeśli europejscy politycy nie rozwiążą problemów z zadłużeniem, a na to się nie zanosi.

W Polsce wcale nie jest lepiej, bo mamy najwyższy w Europie odsetek pracowników pracujących na umowach czasowych - aż 27 procent! Jeszcze dziesięć lat temu było ich jedynie 6 proc. W Unii Europejskiej na umowach czasowych zatrudnionych jest średnio 14 proc. Firmy wolą zatrudniać na takie umowy, bo potem łatwiej rozstać się z niepotrzebnymi osobami. W Polsce aż 65 proc. młodych ludzi poniżej trzydziestki pracuje na umowach śmieciowych, a wartość ta rośnie do 84 proc. jeśli weźmiemy pod uwagę tylko osoby do lat 24.

Ale jak już wspomniałem na początku wpisu - lepsza taka praca niż żadna. Sam znam osoby zatrudnione na umowę na czas określony - 10 lat! Właściwie to nie wiedzą jaki jest ich status. Nie dostaną kredytu mieszkaniowego (chociaż zarabiają tak niewiele że nawet na umowie na czas nieokreślony by go nie dostali), nie mogą układać sobie życia. A może czas wreszcie powiedzieć rządzącym, że wmawianie że jest dobrze nam nie wystarcza? I że rozwiązaniem problemu nie jest opodatkowanie umów czasowych jak proponował min. Boni, bo właśnie wysokie podatki są głównym powodem dla którego firmy decydują się zatrudniać ludzi w ten sposób.

Tymczasem pojawiły się nowe dane dot. bezrobocia w Unii Europejskiej. Eurostat podał, że 23.674 miliony ludzi w Unii pozostawało bez pracy w listopadzie 2011, z tego 16.372 milionów w strefie euro. Najniższe bezrobocie zanotowano w Austrii (4.0%), Luksemburgu i Holandii (po 4.9%), a najwyższe w Hiszpanii (22.9%), Grecji (18.8%) i na Litwie (15.3%). W całej Unii Europejskiej bezrobotnych jest 5.579 miliona młodych osób (do 25 roku życia). Najniższa stopa bezrobocia wśród młodych jest w Niemczech (8.1%), Austrii (8.3%) i Holandii (8.6%), a najwyższa w Hiszpanii (49.6%), Grecji (46.6%) i na Słowacji (35.1%)!

Ostatnie dane dla Polski znalazłem za rok 2010 i już wtedy w naszym kraju 28% młodych ludzi nie miało pracy! Ministerstwo Pracy szacuje, że stopa bezrobocia w Polsce w grudniu 2011 wyniosła 12.5% (wzrost o 0.4% w stosunku do listopada), a liczba bezrobotnych wyniosła 1 mln 983 tys. osób. Nie pozostaje nic innego jak tylko podziękować za podwyżkę składki zdrowotnej, która na pewno zachęci więcej firm do tworzenia miejsc pracy w Polsce. Dziękujemy Panie Premierze!

poniedziałek, 9 stycznia 2012

Europejskie państwa potrzebują miliardów!

Wszyscy pytają co dalej z euro? Tak jak głosi tytuł wpisu europejskie państwa potrzebują miliardów! I nie chodzi mi tylko o zadłużone po uszy kraje południa Europy i coraz wyższe kwoty o których co chwilę słyszysz, że tylko one mogą pozwolić je uratować. Chodzi mi o wszystkie kraje europejskie, które żyją w stanie permanentnego deficytu budżetowego i muszą co roku emitować nowe obligacje, aby sfinansować swoją działalność. Ile pieniędzy potrzebują kraje strefy euro w 2012?

1. Włochy - Kraj Mario Montiego musi w 2012 roku zrolować dług w wysokości 307 miliardów euro, który pojawi się w postaci przedstawianych do wykupu obligacjach rządowych. To 19,3% PKB Włoch za 2011r. W 2013 r. będzie to kolejne 154.6 mld euro do wykupu.

2. Niemcy - W 2012 Niemcy muszą znaleźć nabywców na 273 miliardów euro, i jest to drugie największe do obsłużenia zadłużenie. Wynosi ono 10,6% PKB przewidywanego na rok 2011. W 2013 r. kanclerz Angela Merkel będzie musiała pozyskać nowe 186 mld euro.

3. Francja - Sama Francja ma 240 miliardów euro długu w obligacjach, które musi wykupić w 2012 roku, co stanowi 12% jej PKB w 2011 r. 2013 r. przyniesie dodatkowe 125,3 miliardów euro do wykupu.

4. Hiszpania - Pod rosnącą presją ze strony rynków finansowych, kraj ten musi pozyskać 132,2 miliardów euro w 2012 roku na spłatę obligacji rządowych. Stanowił to 12,2% PKB przewidywanego na rok 2011. 2013 r. dług do wykupu będzie mniejszy - 82,8 mld euro.

5. Belgia - kraj w którym nie było rządu przez ponad 500 dni po wyborach parlamentarnych w 2010 roku. W 2012 roku musi obsłużyć 56,6 miliardów euro zapadającego zadłużenia. Jest to 15% PKB za 2011 rok. W następnym roku będzie to 30 mld euro.

6. Holandia - Premier Holandii Mark Rutte w 2012 r. musi wykupić obligacje na łączną kwotę 55,6 miliardów euro, czyli 9,2% PKB tego kraju za 2011. W 2013 do wykupu jest kolejne 31 mld euro.

7. Grecja - W dniu 11 listopada 2011 r. Lucas Papademos, były wiceprezes Europejskiego Banku Centralnego, został zaprzysiężony jako nowy premier Grecji. Jego kraj bardzo zadłużony kraj będzie musiał znaleźć 43,3 miliardów euro na spłatę długów wymagalnych w 2012 r. Jest to solidne 19,6% greckiego PKB na 2011 rok. W następnym roku będzie trzeba pozyskać 27,8 mld €.

8. Portugalia - Od czerwca 2011 nowym premierem Portugalii jest Passos Coelho. Jego kraj będzie musiał spłacić 22,2 miliardów euro w 2012 roku, które wynoszą 12% PKB. W 2013 do pozyskania 10,8 mld euro.

9. Austria - Ten mały alpejski kraj rządzony przez kanclerza Wernera Faymanna musi zapewnić 18 mld euro na spłatę obligacji w 2012 roku, co stanowi 6% PKB. 2013 r. to konieczność spłaty kolejnych 17,5 mld euro.

10. Finlandia - kraj ten będzie musiał refinansować 14,8 miliardów euro w roku 2012. To 7,7% fińskiego PKB. W następnym roku do spłaty będzie znacznie mniej, bo 6,3 mld €. Finlandia niedawno zażądała zastawu od Grecji za swój udział w europejskim pakiecie ratunkowym.

11. Irlandia - Premiera Irlandii Enda Kennyego, który urzęduje od marca 2011 roku, będzie musiał spłacić 5,6 miliardów euro obligacji, które zapadają w 2012 r. To 3,6% PKB za rok 2011 - nie wiele w porównaniu do innych krajów. W następnym roku do spłaty będzie ponownie 6,1 mld euro.

12. Słowacja - Słowacja ma do spłaty w 2012 roku obligacje na kwotę 4.8 miliarda euro, a w 2013 kolejne 3,7 mld euro. Obligacje, które trzeba będzie wykupić w 2012 r. odpowiadają ok. 7.5% PKB za 2011.

Podsumowując powyższe dwanaście największych krajów strefy euro musi pożyczyć w 2012 r. 1 173.1 mld euro (1.2 biliona euro!). Piszę musi pożyczyć, bo przecież nie da się obecnie sfinansować wykupu tych obligacji w żaden inny sposób, one po prostu muszą być zrolowane.

A co u nas? W 2012 Polska musi wykupić obligacje za 103,3 miliardy złotych (ok. 23 mld euro) co stanowi ok 7,3% PKB. To na prawdę nie mała kwota i może być niezwykle ciężko pozyskać ją na rynku. Szczególnie że nie jesteśmy krajem pierwszego wyboru do lokowania kapitału w długu. Pierwszy duży wykup już 25. stycznia - minister finansów musi pozyskać na rynku wtedy ok. 22.5 mld złotych. Zapowiada się ciekawy rok przed nami!

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Światowe banki zwalniają!

Właściwie nie ma dnia, abyś czytał lub słyszał o kryzysie zadłużenia. Słowacy nie mają na szkoły a muszą płacić za długi Grecji, Czechy Estonia i Bułgaria mówią otwarcie o tym, że nie będą płacić za długi strefy euro, a Portugalczycy straszą finansową bombą atomową. Tymczasem europejski nadzór bankowy opublikował wyniki badania banków (tzw. stress-testów), wg. których europejskie banki potrzebują dofinansowania na poziomie 114,7 mld euro!

W czołówce najbardziej potrzebujących dofinansowania znajdują się banki greckie (30 mld euro), hiszpańskie (26,2 mld euro), włoskie (15,4 mld euro), niemieckie (13,1 mld euro) oraz francuskie (7,3 mld euro). Dodatkowy kapitał jest potrzebny bankom, aby spełnić przyjęte na szczycie UE w październiku wyższe wymogi dot. współczynnika adekwatności kapitałowej (współczynnika wypłacalności tzw. Core Tier 1 podwyższonego z 5 do 9%). Każdy bank został zobowiązany do przedstawienia regulatorom krajowym konkretnych planów działań dot. podwyższenia kapitału do końca tego roku, a nowe wymogi muszą zostać przez nie spełnione do czerwca 2012 r. Jeżeli banki nie będą w stanie same pozyskać odpowiednich kapitałów, to wesprą je najprawdopodobniej poszczególne rządy lub fundusz ratunkowy strefy euro. Może to jednak oznaczać ich częściową nacjonalizację.

Jednym ze sposobów na wyjście banków z kryzysu jest ograniczanie przez nich zatrudnienia. Poniżej lista największych światowych banków, które już ogłosiły programy zwolnień:

17. Ze względu na gorsze wyniki bankowości inwestycyjnej na zwolnienie 500 pracowników zdecydował się Deutsche Bank.

16. Zwolnienia ogłosił także będący własnością grupy Unicredit Hypovereinsbank (HVB). Zamierza zredukować swoje zatrudnienie o 700 osób, jednak do tej pory w ramach restrukturyzacji zwolnił już 2 500, a zatem pełny obraz zwolnień to 3 200 osób!

15. W celu wypełnienia wymagań Komisji Europejskiej HSH Nordbank musi zwolnić przynajmniej 900 osób do 2014 r.

14. Amerykański bank JP Morgan Chase ogłosił zwolnienie 1 000 swoich pracowników.

13. Nowy plan zwolnienia 1 400 osób ogłosił brytyjski Barclays, który zwolnił już także 1 400 osób w pierwszej połowie roku.

12. Zwolnienia nie ominą także amerykańskiego banku Goldman Sachs, który planuje zredukować swoją załogę o 1 400 osób. Na dziś bank ten zatrudnia ok. 35 000 ludzi.

11. Obecny także w Polsce BNP Paribas ma w planach zwolnienie 1 400 pracowników.

10. Francuskie Societe Generale planuje zwolnić 2 000 z 30 000 osób pracujących głównie w rosyjskiej spółce Rosbank, ale zwolnienia nie ominą także Polski.

9. Danske Bank - największy bank w Danii planuje zwolnić 2 000 osób.

8. Brytyjski Royal Bank of Scotland (RBS) zredukuje 2 000 osób, głównie w bankowości inwestycyjnej. Od początku kryzysu pracę w tym banku straciło już 27 500 osób!

7. ABN Amro planuje w przeciągu najbliższych trzech lat zredukować swoje zatrudnienie o 2 350 etatów. W większości ma to zostać przeprowadzone poprzez nie zatrudnianie nowych osób na miejsce odchodzących, ale wymagać to będzie także 1 500 dodatkowych zwolnień.

6. Swój plan zwolnień ogłosił także bank Credit Agricole, który pożegna się z 2 350 swoimi pracownikami.

5. Szwajcarski bank UBS ogłosił właśnie, że zwolni 3 000 osób.

4. Po znacznych stratach w sektorze asset management Credit Swiss zdecydował się zwiększyć liczbę zwalnianych pracowników do 3 500 (ze wszystkich 50 000!)

3. Plany oszczędnościowe banku Lloyds TSB mówią o zwolnieniu 15 000 osób. Bank ten od początku kryzysu zwolnił już 43 000 osób i został przejęty przez hiszpański Santander.

2. Z powodu zbyt szybkiego wzrostu kosztów w stosunku do przychodów zwolnienia planuje także HSBC. Aby oszczędzić zapowiadane blisko 3,5 mld USD potrzebne będzie rozstanie się z co dziesiątym pracownikiem, czyli pracę straci 30 000 ludzi.

1. Bank of America planuje redukcję 30 000 etatów, co pozwoli mu oszczędzić 5 mld USD. Nie jest to jednak ostatnie słowo i możliwe jest, że zwolnienia obejmą nawet 40 000 osób!

Niektóre z tych planów na pewno dotkną także Polski. Pamiętaj także, że wiele instytucji przeprowadzi ciche zwolnienia, bez nadmiernego angażowania uwagi opinii publicznej. Banki przestają być wymarzonym pracodawcą.

piątek, 16 grudnia 2011

Portugalczycy: Mamy finansową bombę atomową i nie zawachamy się jej użyć

Pisałem już o tym jak Słowacy pytali czemu mają płacić za długi Grecji, skoro nie stać ich na szkoły. Dziś wpis z drugiej strony - z pogrążonej w kryzysie Portugalii. Tekst pochodzi ze strony e24.no. Przyznaję że chętnie przeczytałbym teraz opinię tych chciwych niemieckich banków...

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

- Mamy finansową bombę atomową i możemy jej użyć przeciwko Niemcom i Francji - możemy odmówić zapłaty, mówi Pedro Nuno Santos wiceprzewodniczący największej opozycyjnej partii w portugalskim parlamencie - Partii Socjalistycznej.

- Dług jest naszą jedyną bronią i musimy ją wykorzystać, aby wymusić lepsze warunki. Recesja sprawia, że nie osiągniemy tego, co wymaga od nas 'troika'(UE, MFW, EBC). Musimy sprawić, aby dużym niemieckim bankom zadrżały kolana, powiedział Santos podczas protestu w czwartek wieczorem. Uważa on, że Portugalia, Włochy, Hiszpania i Grecja mogą być odgórnie sterowaney przez Francję i Niemcy, które stały się sobie bliskie w związku z kryzysem finansowym, a ostatnio w związku z piątkowym szczytem UE.

- To niepojęte, że kraje południa Europy nie robią tego samego co Niemcy i Francja. Oni byli zjednoczeni, powiedział Santos brytyjskiej gazecie 'The Telegraph'.

W czwartkowy wieczór odbył się kolejny protest przeciwko trudnym cięciom, które zaproponował rząd, aby przezwyciężyć deficyt. Przez ostatnie dwa lata Portugalia zmagała się z deficytem budżetowym w wysokości 10 procent produktu krajowego brutto, co spowodowało że zadłużenie państwa wzrosło ponad 100 procent PKB. Socjaldemokratyczny rząd kierowany przez Pedro Manuela Coelho, ma zamiar wprowadzić cięcia budżetowe w celu zmniejszenia deficytu do 3 procent PKB, jak uzgodniono w warunkach udzielonej Portugalii w kwietniu pożyczki 78 mld euro z UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wśród proponowanych zmian jest zmniejszenie wynagrodzenia pracowników publicznych przez między 8 a 16 procent w zależności od wysokości płacy. Ponadto wydłużono tydzień pracy do 42 godzin.

Poniżej treść zarysów nowego traktatu UE. Wyciekła w Wielkiej Brytanii po tym jak Francuzi zaczęli atakować brytyjską gospodarkę :-)

- Powinni zacząć obniżki od Wielkiej Brytanii, która ma większy deficyt, podobne zadłużenie i niższy wzrost niż my powiedział Christian Noyer, szef francuskiego banku centralnego. Francja jest jednym z 15 krajów, które agencja ratingowa Standard & Poor ostrzegła, że może obniżyć ich rating, ale teraz Francuzi próbują odwrócić jej uwagę na północ. Sam możesz porównać wyniki gospodarek Wlk. Brytanii i Francji.
New Treaty