Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 marca 2012

W którym kraju w Europie pracuje się najbardziej efektywnie?

Niedawno pisałem o rankingu krajów w których pracuje się najdłużej w Europie. Polska znalazła się tam na wysokiej 4. pozycji ze średnio przepracowanymi w ciągu tygodnia 40.6 h dla pełnego badania i 42.2 h dla tylko pełno zatrudnionych. Ale jak już także wspominałem nie liczy się ilość, ale jakość :-) Tutaj z pomocą przychodzi nam raport OECD badający efektywność siły roboczej za 2010 rok.

Sama metodologia badania była bardzo prosta - dla każdego z krajów OECD wzięto wypracowany w 2010 roku PKB w cenach bieżących wyrażony w walucie krajowej (czyli dla Polski był to złoty, a dla USA dolar), a następnie przeliczono go na PKB w PPP (Purchasing Power Parity - Parytecie Siły Nabywczej) i wyrażono dla każdego kraju w dolarach amerykańskich, tzw. PPP$. W kolejnym kroku sprawdzono ile średnio godzin w roku przepracowała jedna osoba zatrudniona w danym kraju (dla Polski 1 939), a także ile osób było zatrudnionych w danym roku co pozwoliło obliczyć liczbę przepracowanych w danym kraju godzin w ciągu roku. Na koniec wyznaczono ile PKB w PPP$ udało się wypracować w ciągu jednej godziny. Proste? Proste! A oto wyniki:

10 krajów z najlepszymi wynikami:

1. Norwegia
Chociaż pracuje się tam średnio tylko 1 413 h rocznie, to w ciągu każdej godziny przeciętny Norweg wytwarza 75.3 PPP$. Ach ta ropa!

2. Luksemburg
Z 1 616 przepracowanymi godzinami rocznie, statystyczny mieszkaniec tego kraju wytwarza także 75.3 PPP$ w ciągu godziny pracy. Banki?

3. Irlandia
1 540 godzin pracy rocznie pozwala na zwiększenie PKB o 63.5 PPP$ w ciągu każdej z nich.

4. USA
W trakcie 1 695 godzin pracy w roku przeciętny amerykanin zwiększył bogactwo swojego kraju o 59 PPP$.

5. Belgia
Pracując 1 551 godzin w trakcie roku przeciętny Belg wytwarza w trakcie każdej z nich 58.9 PPP$.

6. Holandia
Tylko 1 377 godzin pracy powoliło zwiększyć PKB tego kraju o 58.8 PPP$ w ciągu każdej z nich.

7. Francja
Nie przemęczając się z 1 439 godzinami spędzonymi w pracy w ciągu roku statystyczny Francuz dołożył do PKB 57.7 PPP$.

8. Niemcy
Pracowici (?) Niemcy wcale nie spędzają w pracy każdej wolnej chwili, a tylko 1 408 h w roku, co pozwala wytworzyć w trakcie każdej z nich 53.6 PPP$.

9. Dania
1 537 godzin pracy w trakcie roku daje średni przyrost PKB o 51.3 PPP$ w trakcie każdej z nich.

10. Szwecja
Każdy wiking spędza w pracy 1 624 godziny, z których każda warta jest 49.9 PPP$.

Średnio w Unii Europejskiej pracuje się 1 564 godziny co daje wzrost PKB o 49.7 PPP$. W Polsce jak już pisałem pracujemy średnio 1 939 godzin w trakcie roku, ale pozwala to zwiększyć nasze PKB tylko o skromniutkie 24.7 PPP$ w trakcie każdej z nich, co daje nam czwarte miejsce od końca - tuż przed Rosją (20.6 PPP$). A jak wypadają inne państwa naszego regionu?

Słowenia - 1 676 godzin wartych 34.3 PPP$ każda.
Słowacja - 1 749 godzin z 33.6 PPP$ każda.
Czechy - 1 795 godzin i 29.3 PPP$.
Estonia - 1 880 godzin z 26.4 PPP$.
Węgry - 1 956 godzin po 26.1 PPP$.


Potwierdza się, że nie liczy się ilość, ale jakość. W całym tym zestawieniu wypadamy wręcz fatalnie. Można by powiedzieć - Rodacy, do pracy! Tylko do której zapytają niektórzy... A inni - długo jeszcze?

czwartek, 15 marca 2012

Gdzie najdłużej na emeryturze?

Obecny kryzys sprawił, że dużo mówi się o tym jak dobrze poradziła sobie z nim niemiecka gospodarka. Widać nowy trend, polegający na przenoszeniu niemieckich rozwiązań do innych krajów. W ten sposób odczytuję decyzję Donalda Tuska o podniesieniu wieku emerytalnego w Polsce do 67 lat, czyli dokładnie takiego samego jak w kraju naszych zachodnich sąsiadów. Dlaczego? O tym poniżej...

Cel postawiony przez naszego premiera jest ambitny, gdyż poza Polską taki poziom wieku emerytalnego planują wprowadzić tylko Dania, Hiszpania oraz Holandia. Tak także plany mówią o podwyżce do 67 lat. Tymczasem nasi południowi sąsiedzi, którzy także zdecydowali się na podniesienie wieku emerytalnego ustawili sobie poprzeczkę dużo niżej bo na 62 latach. Oczywiście lepiej równać do najlepszych, tylko pytanie jak ustalić co jest najlepsze?

Obecnie przeciętny mężczyzna w Polsce żyje 72 lata, a kobieta prawie 81 lat. Oznacza to, że według starych zasad na emeryturze spędzali odpowiednio 7 lat mężczyźni i 21 lat kobiety. Po wprowadzeniu nowych zasad forsowanych przez Platformę Obywatelską czas ten skróci się do odpowiednio 5 lat w przypadku mężczyzn i 14 lat dla kobiet. Tymczasem z wiekiem emerytalnym wynoszącym 67 lat, przeciętny Niemiec spędzi na niej 11 lat, a Niemka 16 lat! Gdybyśmy zatem chcieli równać do warunków w najlepszym obecnie kraju Europy, wiek emerytalny dla mężczyzn powinien wynosić 62 lata (czyli tyle ile u Słowaków), a dla kobiet 65 lat. Czy przypadkiem nie chcemy być świętsi od papieża?

Poniżej dwa obrazki z przeciętną długością życia mężczyzn i kobiet w krajach Unii Europejskiej. Jak widać bliżej nam tam do Słowaków niż Niemców. Nie chcę mówić, że wieku emerytalnego nie powinno się podnosić, ale skoro nawet sam premier Pawlak mówi, że na emerytury z państwa nie mamy co liczyć, to coś tu jest chyba nie tak?! A pamiętajmy, że w Polsce już dziś pracujemy praktycznie najdłużej w Europie!



czwartek, 23 lutego 2012

W którym kraju w Europie pracuje się najdłużej?

Brytyjski Urząd Statystyczny zbadał w których krajach Unii Europejskiej pracuje się najdłużej. Badanie podzielono na dwie części - badano ile średnio godzin w tygodniu pracują wszystkie osoby zatrudnione w gospodarce danego kraju, co oznacza że uwzględniano także osoby pracujące w niepełnym wymiarze etatu. Wykonano także takie samo badanie w którym brano pod uwagę tylko osoby zatrudnione na pełen etat. Poniżej lista 20 krajów w których pracuje się najdłużej.

20. Luksemburg
Pełne badanie - 37.0 h
Tylko pełno zatrudnieni - 40.5 h

19. Finlandia
Pełne badanie - 37.4 h
Tylko pełno zatrudnieni - 40.3 h

18. Włochy
Pełne badanie - 37.6 h
Tylko pełno zatrudnieni - 40.5 h

17. Austria
Pełne badanie - 37.8 h
Tylko pełno zatrudnieni - 43.7 h

16. Francja
Pełne badanie - 38.0 h
Tylko pełno zatrudnieni - 41.1 h

15. Litwa
Pełne badanie - 38.3 h
Tylko pełno zatrudnieni - 39.7 h

14. Hiszpania
Pełne badanie - 38.4 h
Tylko pełno zatrudnieni - 41.6 h

13. Estonia
Pełne badanie - 38.6 h
Tylko pełno zatrudnieni - 40.8 h

12. Malta
Pełne badanie - 38.8 h
Tylko pełno zatrudnieni - 41.4 h

11. Portugalia
Pełne badanie - 39.1 h
Tylko pełno zatrudnieni - 42.3 h

10. Łotwa
Pełne badanie - 39.2 h
Tylko pełno zatrudnieni - 40.8 h

9. Węgry
Pełne badanie - 39.4 h
Tylko pełno zatrudnieni - 40.6 h

8. Słowenia
Pełne badanie - 39.6 h
Tylko pełno zatrudnieni - 41.8 h

7. Cypr
Pełne badanie - 40.0 h
Tylko pełno zatrudnieni - 42.1 h

5. Rumunia
Pełne badanie - 40.5 h
Tylko pełno zatrudnieni - 41.0 h

5. Słowacja
Pełne badanie - 40.5 h
Tylko pełno zatrudnieni - 41.5 h

4. Polska
Pełne badanie - 40.6 h
Tylko pełno zatrudnieni - 42.2 h

3. Bułgaria
Pełne badanie - 40.9 h
Tylko pełno zatrudnieni - 41.3 h

2. Czechy
Pełne badanie - 41.2 h
Tylko pełno zatrudnieni - 42.3 h

1. Grecja
Pełne badanie - 42.2 h
Tylko pełno zatrudnieni - 43.7 h

Jeśli dziwi Cię że akurat to ci leniwi Grecy są na pierwszym miejscu to musisz wiedzieć, że oni wcale nie są tacy leniwi jak się nam wydaje. Problemem Grecji nie są wcale leniwi obywatele ale przeregulowanie gospodarki (np. ograniczona liczba licencji dla taksówkarzy powoduje, że nie każdy może nim zostać nawet gdyby chciał) i rozrost biurokracji. Prowadzi to tylko do tego, że nie każdy kto chciałby może znaleźć dla siebie jakiekolwiek zajęcie.

Zaskakiwać może też wysoka pozycja Polski. Z nas także nie są takie lenie jak się może niektórym wydawać. Dodatkowo badanie pozwala zobaczyć jak wiele osób w różnych krajach pracuje w niepełnym wymiarze etatu (w tym na tzw. umowach śmieciowych). Dodatkowo wcale nie najgorzej wypadamy na tle średniej unijnej, która wynosi 37,4 h dla pełnego badania i 41,6 h dla badania tylko osób zatrudnionych na pełen etat. Co ciekawe tak pracowici podobno Niemcy mają znacząco gorsze wyniki - 35,6 h w pełnym badaniu i 42.0 h dla osób z pełnym etatem.

A kto pracuje najkrócej? W pierwszej kategorii najkrócej pracuje się w Holandii 30.5 h tygodniowo, natomiast gdy bierzemy pod uwagę tylko osoby zatrudnione na pełen etat to przoduje tutaj Dania z 39,1 h przepracowanymi w ciągu tygodnia. Na koniec należy jeszcze zauważyć że nie liczy się ilość ale jakość, ale tą już dużo trudniej zmierzyć.

niedziela, 19 lutego 2012

Czy my w ogóle dostaniemy emeryturę? Polska a model kanadyjski

Początek roku to czas, gdy rozpoczęła się dyskusja o proponowanych przez rząd Donalda Tuska zmianach w systemie emerytalnym. Pamiętacie jeszcze pierwsze reklamy OFE? Zdrowi, bogaci emeryci na swoich wymarzonych emeryturach. Nic tylko pracować, oddawać pieniądze rządowi i czekać na spełnienie marzeń. A jednak po kilkunastu latach okazuje się, że wcale nie jest tak różowo.

System emerytalny jako pierwszy, ponad sto lat temu, wprowadził w dawnym II Cesarstwie Niemieckim Otto von Bismarck. Wtedy rzadko kto dożywał 65 lat – czyli wieku emerytalnego. Większość umierała znacznie wcześniej, a składki, które wpłacali przechodziły bezpośrednio do budżetu. Wprowadzone przez Bismarcka ubezpieczenie emerytalne razem z ubezpieczeniami od trwałego kalectwa i choroby stały się podstawą znanego wszystkich niemieckiego socjalu. Od tamtego momentu w zasadzie system się nie zmieniał. Poza tym, że wydłużała się średnia długość życia, a więc osób na emeryturze przybywało. I oczywiście przybywać będzie nadal. Zmniejsza się natomiast liczba pracujących, gdyż rodzi się coraz mniej dzieci. Powoduje to, że do emerytur trzeba coraz więcej dopłacać z budżetu państwa.

Demografia jest nieubłagana i za 25 lat będzie nas w Polsce tylko 34 miliony – o cztery miliony mniej niż obecnie. I będziemy znacznie starsi. Istnieją dwa możliwe rozwiązania tej sytuacji - można podnieść składkę emerytalną lub wydłużyć okres pracy, czyli skrócić okres pobierania emerytury. Rząd wybrał to drugie rozwiązanie i na początek postanowił podnieść wiek emerytalny do 67 lat. Nie, nie pomyliłem się. Rząd dziś Ci tego otwarcie nie powie - za bardzo patrzy na słupki sondaży żeby mówić prawdę - ale to nie ostatnia podwyżka wieku emerytalnego w naszym życiu, gdyż dziura w ZUSie będzie się nadal powiększać i kiedyś, ktoś w Polsce, tak jak niedawno premier Szwecji powie, że musimy pracować do 75 lat bo inaczej ten system się załamie.

Może i jest to prawda, ale moim zdaniem zanim Tusk zmusi mnie do dłuższej pracy, chciałbym żeby zlikwidował wszystkie przywileje emerytalne. Wszyscy powinniśmy być równi wobec prawa i wszyscy powinniśmy składać się tak samo. To jedyna szansa, żebyśmy te świadczenia dostali. Tłumaczenie, że niektórzy pracują ciężej mnie nie przekonuje, bo za ciężką pracę powinno się dostawać po prostu wyższe wynagrodzenie i odprowadzać od niego wyższe składki. Najpierw zabierzmy przywileje, a potem zastanawiajmy się ile dłużej trzeba pracować, aby otrzymać emeryturę.

Jaki system emerytalny byłby najlepszy dla Polski?

Centrum im. Adama Smitha zrobiło analizę z której wynika, że najlepszy byłyby system kanadyjski (Canada Pension Plan - CPP). Każdy obywatel Kanady ustawowo przechodzi na emeryturę w wieku 65 lat niezależnie od płci, a maksymalnie może pracować tylko do 70 roku życia. Ma także prawo zrezygnować z pracy już po sześćdziesiątce, ale tylko wtedy, gdy zarabia mniej niż wynosi maksymalna wypłata z CPP (II filara) - obecnie jest to 986.67 dolarów miesięcznie. Jeśli ktoś zdecyduje się przejść na emeryturę w wieku 60 lat, otrzyma o 30 proc. niższe świadczenie od tego, które pobierałby od 65 roku życia (6 proc. za każdy rok).

System emerytalny Kanady składa się z trzech filarów:

I FILAR Warunkiem otrzymania świadczenia, czyli minimalnej państwowej emerytury z tego filaru zwanego Old Ages Security (OAS), jest brak lub bardzo niski dochód. Ten państwowy system, finansowany z podatków, ma zapewnić dochód umożliwiający życie na granicy ubóstwa. Świadczenia przysługują dopiero po ukończeniu 65 roku życia osobom, które mieszkają w tym kraju od co najmniej 10 lat. OAS jest waloryzowany cztery razy w roku – w styczniu, kwietniu, lipcu i w październiku o wskaźnik inflacji. Obecnie emerytura z I filara to 508.35 dolarów.

II FILAR To obowiązkowy system podobny do polskiego ZUS. Do II filaru, czyli właśnie CPP, muszą należeć wszystkie osoby zatrudnione między 18 a 70 rokiem życia. Wpływają do niego składki, z których finansowane są bieżące emerytury. Aktualna wysokość składki to 9.9% dla dochodów w zakresie od 3 500 do 48 300 dolarów. Jest ona opłacana po połowie przez pracownika i pracodawcę (pracodawca potrąca pracownikowi z pensji 4,95 proc. na CPP plus dopłaca od siebie taką samą sumę). Osoby na samozatrudnieniu same mają obowiązek opłacić całość składki. Maksymalna roczna składka to 2 217.6 dol. i po osiągnięciu tej sumy składki nie są już pobierane.

Pieniądze są inwestowane, najczęściej w obligacje skarbowe. CPP poza granicami Kanady może zainwestować do 45 proc. zebranych składek – głównie w USA i w Europie Zachodniej. Stopa zwrotu CPP to obecnie między 4 a 5 proc. Podatnicy co roku dostają informacje na temat zgromadzonych na ich kontach składek.

III FILAR Trzeci filar to dodatkowe ubezpieczenia emerytalne, do których trafiać może maksymalnie 18 proc. dochodu. W jego skład wchodzą zarówno prywatne indywidualne ubezpieczenia (Register Retirement Savings Plan- RRSPs), jak i pracownicze programy emerytalne (Register Pensie Plan – RPP), finansowane przez pracodawców. RPP zapewnia nie tylko wyższy poziom świadczenia, ale także możliwość przejścia na wcześniejszą emeryturę. Aby zachęcić ludzi do oszczędzania na kontach emerytalnych, wprowadzono możliwość odliczenia sobie tych pieniędzy od podatku. Dziś do RRSPs i RPP należy co drugi Kanadyjczyk.

A tymczasem w Polandzie...

Ostatnio wprowadzenie w Polsce systemu kanadyjskiego zaproponował... PiS. Niestety nikt z rządu nie podjął tematu a premier potrafi tylko powtarzać swoją śpiewkę o tym, że trzeba pracować dłużej. To Panie Premierze, tak szczerze - do ilu lat? Ale to nie wszystko.


- Nie za bardzo wierzę w państwowe emerytury, także staram się zabezpieczyć sobie tę przyszłość właśnie przez oszczędności i przez dobre relacje z moimi dziećmi, bo liczę na to, że to będzie pewniejsze niż te różne, chimeryczne państwowe rozwiązania – powiedział w wicepremier Waldemar Pawlak. Dziękujemy za szczerość! Ta jest w dzisiejszych czasach na wagę złota!

No skoro premier tego rządu mówi, że nie mamy co liczyć na państwowe emerytury to nie jest dobrze i może nie podnośmy wieku emerytalnego, bo po co ciężko harować a na koniec i tak nic z tego nie mieć. A Ty jak sądzisz?

czwartek, 16 lutego 2012

W którym kraju żyje się najlepiej?

Chociaż podobno Polska to zielona wyspa dobrobytu, to okazuje się, że są na świecie kraje gdzie żyje się lepiej. Nie wierzysz, a jednak - przekonaj się gdzie...

W 1990 roku pakistański ekonomista Mahbub ul Haq opracował dla ONZ tzw. wskaźnik rozwoju społecznego, czyli HDI. W ostatniej wersji z 2011 został obliczony dla 185 krajów członkowskich tej organizacji. Ma on obrazować społeczno-ekonomiczny rozwój tych krajów i składają się na niego następujące elementy:

- średnia oczekiwana długość życia,
- analfabetyzm (średnia liczba lat edukacji otrzymanej przez mieszkańców w wieku 25 lat i starszych),
- poziom edukacji (oczekiwana liczba lat edukacji dla dzieci rozpoczynających proces kształcenia) oraz
- standard życia w państwach w skali światowej (dochód narodowy per capita w USD, liczony według parytetu siły nabywczej - PPP $).

Raport dzieli kraje na cztery kategorie: państwa bardzo wysoko rozwinięte, państwa wysoko rozwinięte, państwa średnio rozwinięte oraz państwa słabo rozwinięte. Ponad połowa ludności świata żyje w krajach średnio rozwiniętych (51%), podczas gdy mniej niż jedna piąta (18%) w słabo rozwiniętych. Kraje z wysoki i bardzo wysoko rozwinięte stanowią mniej niż jedną trzecią światowej ludności (31%). O dziwo Polska jest klasyfikowana jako kraj bardzo wysoko rozwinięty.

Jeśli chodzi o kraje bardzo wysoko rozwinięte to najwięcej osób mieszka w takich krajach w Europie (489 mln), następnie w Ameryce Północnej (325 mln), Azji (205.1 mln), Ameryce Południowej (25 mln) i na końcu w Oceanii (25.8 mln). A gdzie żyje się najlepiej?

1. Norwegia - 0.943 HDI

2. Australia - 0.929 HDI

3. Holandia - 0.910 HDI


4. USA - 0.910 HDI

5. Nowa Zelandia - 0.908 HDI

6. Kanada - 0.908 HDI

7. Irlandia - 0.908 HDI

8. Lichtensztain - 0.905 HDI

9. Niemcy - 0.905 HDI

10. Szwecja - 0.904 HDI

11. Szwajcaria - 0.903 HDI

12. Japonia - 0.901 HDI

20. Francja - 0.884 HDI

21. Słowenia - 0.884 HDI

23. Hiszpania - 0.878 HDI

24. Włochy - 0.874 HDI

27. Czechy - 0.865 HDI

28. Wielka Brytania - 0.863 HDI

29. Grecja - 0.861 HDI

39. Polska - 0.813 HDI

Kraje w których żyje się najgorzej to od końca: Demokratyczna Republika Konga (0.286 HDI), Niger (0.295 HDI), Burundi (0.316 HDI), Mozambik (0.322 HDI) oraz Czad (0.328 HDI) i Liberia (0.329 HDI).

To jakby co wiadomo gdzie emigrować. A tak swoją drogą to moim zdaniem do pełni szczęścia powinni dorzucić jeszcze jeden czynnik - liczbę dni słonecznych w roku. A gdzie najlepiej płacą?

Pełną treść raportu można przeczytać tutaj.

czwartek, 2 lutego 2012

Czy Duńczycy to Grecy północy? A Polacy?

Wszyscy komentowali zaległości podatkowe Greków, którzy są winni swojemu fiskusowi 60 mld euro, ale okazuje się że nie jest to tylko problem południowej Europy. Duńczycy są dłużni swojemu państwu niemal 10 mld € z tytułu zaległych podatków, niezapłaconych biletów parkingowych i tym podobnych. Prawie połowy z tych pieniędzy, rządowi w Kopenhadze nie uda się już nigdy odzyskać.

Skandynawia jest powszechnie uważane za bastion rzetelności podatkowej. Świeżo brukowane ścieżki rowerowe, nowoczesne szpitale, przedszkola z niekonwencjonalnymi metodami dydaktycznymi - a szczęśliwi obywatele chętnie dają swój wkład do państwowej kasy, gdyż wiedzą że państwo ma im faktycznie coś do zaoferowania w zamian - to tylko stereotyp. W rzeczywistości stawki podatków w Danii są jednymi z najwyższych w krajach rozwiniętych gospodarczo.

Gazeta Politiken podała, że Duńczycy zalegają z zapłatą na rzecz państwa 73 miliardów koron, czyli równowartość 9.8 mld euro. Stanowi to niemal jedną czwartą rocznego poziomu podatków dochodowych w Danii - i około 1800 € na głowę każdego obywatela. W całej tej sumie zawierają się zarówno niezapłacone podatki razem z zaległymi karami za nielegalne parkowanie (w Danii od 70 €), opłatami za przedszkola i tym podobnymi. W sumie z podatkami zalega 400 tysięcy obywateli (ponad 7% z 5.5 miliona) i nawet 100.000 firm. Minister ds. podatków Thor Pedersen określił tą sytuację z przerażeniem jako "niesamowite niechlujstwo". 26-letni Pedersen jest najmłodszym członkiem rządu w duńskiej historii. Czy Dania jest Grecją północy jeśli chodzi o moralność płatniczą mieszkańców?

To że zaległości Duńczyków są znane tak dokładnie wynika z wprowadzonych nowych zasad poboru i windykacji podatków na rzecz państwa. Od 2006 r. rząd w Kopenhadze jest odpowiedzialny za centralny pobór i windykację wszystkich długów swoich obywateli. Poprzednio odpowiedzialne były za to gminy. Duński rząd wprowadził nowy system informatyczny z centralnym rejestrem, który elektronicznie tworzy i obsługuje plany spłat dla obywateli. Prace nad nim nadal trwają.

Innym problemem jest to, że niektóre roszczenia sięgają początku lat 80. i poprzednich, a wielu dłużników nie stać obecnie na uregulowanie zaległości. "Dotyczy to częściowo ludzi z marginesu społecznego, którzy mogą po prostu tego nie zapłacić" powiedział Pedersen. Może być tu potrzebne umorzenie długów. Państwo chce jednak odzyskać co najmniej 5 miliardów euro. To co będzie teraz najbardziej potrzebne to zwiększenie liczby komorników. Tylko czy to spodoba się ludziom? Jak to możliwe, że jedne rządy potrafią sprawnie działać i nie ulegać lobbies a inne zakrywają swoje nieustanne porażki cienkim PR-em? A może to dobrze, że w Polsce nikt nie policzył ile niektórzy zalegają z zapłatą podatku, bo okazałoby się, że nie ma dziury budżetowej? Przecież wszyscy wiedzą że tylko głupi płacą podatki w Polsce.

piątek, 13 stycznia 2012

Tylko śmieciowa praca dla młodych

Niskie wynagrodzenie, brak wakacji (chyba że przestaniesz pracować) czy emerytury, krótkoterminowe umowy, brak ubezpieczenia zdrowotnego. Młodzi ludzie w Europie Południowej decydują się na pracę na nędznych warunkach pod hasłem "kiepska robota jest lepsze niż brak pracy."

Sylvia wiedziała że będzie ciężko, ale nie aż tak. Z tytułem magistra reklamy 24-latka pracowała przez ponad dwa lata jako stażysta. Teraz zaczęła się zastanawiać czy to się kiedyś skończy. Zarabia 300 euro miesięcznie (ok. 1 350 zł), a robi to samo co jej koledzy zatrudnieni na umowę o pracę. Oznacza to, że zarabia tylko na to, aby móc wyjść z domu, gdyż kupno biletu na autobus i koszty obiadu zjadają większość jej wynagrodzenia. Mimo że międzynarodowa firma dla pracuje mówi dużo o ograniczeniu przepisów pozwalających stosowania umów o pracę bez świadczeń socjalnych (tzw. umów śmieciowych), Sylvia nie będzie narzekać - czuje się szczęśliwa, że w ogóle ma pracę. W Hiszpanii bezrobocie wśród młodzieży pozostaje na poziomie ponad 40 procent.

- Od kiedy byłam mała moi rodzice zachęcali mnie, żebym się uczyła i ukończyła studia to dostanę dobrą pracę. Ale i tak jestem szczęśliwa, że mam jakąkolwiek pracę, mówi Sylvia. Wśród 30 osób z mojej klasy, jestem wśród tych, którzy znaleźli najlepszą pracę. Sylvia nie chce podać swojego nazwiska, bojąc się kłopotów z pracodawcą.

Beznadziejna sytuacja młodych ludzi w Hiszpanii, Włoszech, Grecji i Portugalii jest namacalnym rezultatem kryzysu zadłużenia, który szaleje w Europie. Portugalia miała w ostatnich kilku latach jeszcze większe problemy gospodarcze niż Hiszpania i wielu młodych ludzi walczy o godne warunki w pracy do których mają prawo.

'Umowy niewolnicze' czy jak niektórzy mówią 'umowy śmieciowe', które do tej pory były obecne tylko w turystyce i rolnictwie, są obecnie wykorzystywane we wszystkich sektorach gospodarki. Problemy gospodarcze oznaczają, że wiele firm stara się unikać zatrudnienia osób na stałych umowach o pracę. 25 procent siły roboczej w Hiszpanii i 23 procent w Portugalii jest obecnie zatrudniona na czas określony. 80 procent nowych umów o pracę, które zostały podpisane w ostatniej dekadzie w Hiszpanii były tymczasowe. Dlatego w wielu krajach istnieją właściwie dwa systemy zatrudnienia. Jeden to osoby w średnim wieku, zatrudnione na stabilnych miejscach pracy i dobrych warunkach. Takie umowy są kosztowne i trudno je wypowiedzieć. Z drugiej strony wiele młodych ludzi boryka się z umowami na czas określony i są łatwo wykorzystywani przez cynicznych pracodawców.

Wymagania młodych osób poszukujących pracy się zmieniają. Wcześniej nie chcieli przyjść do pracy za mniej niż 1000 euro, a dziś takie wynagrodzenie jest dla nich jak najbardziej satysfakcjonujące. Ale w czasach oszczędności budżetowych i problemów gospodarczych ucierpiał zarówno sektor publiczny jak i prywatny. Zmieniły się wymagania i praca tymczasowa z 1000 euro miesięcznie bez świadczeń socjalnych nie jest taka zła.

- Wcześniej mówiliśmy o czasownikach jako czymś złym, a teraz jest już czymś pospolitym. Umowa na czas określony do 1000 euro miesięcznie jest w porządku, mówi profesor Jose Maria Martin z Narodowego Uniwersytetu Kształcenia na Odległość w Hiszpanii.

- Hiszpania staje się krajem ludzi, którzy uczą się w szkole do czasu 33 lat i nie mogą przejść na emeryturę, aż do ukończenia 75 lat, mówi przewodniczący związku zawodowego Ignacio Fernandez Toxo.

We Włoszech kryzys ekonomiczny pogorszył się na jesieni i tam także ciężko doświadczył młodych ludzi. Więcej niż jeden na czterech Włochów między 15 a 24 rokiem życia jest bezrobotny. 27-letni Frederico przechodził z jednej pracy tymczasowej do drugiej od kiedy skończył studia historyczne w 2009 roku. Wynagrodzenie 1000 euro miesięcznie staje się dla niego nieosiągalnym marzeniem.

- Byłem dzisiaj na rozmowie o pracę na jednoroczną umowę, ale nie spodobało mi się, bo zaproponowali mi 500 euro miesięcznie i miałbym pracować dziesięć godzin dziennie, mówi Frederico, który nie chce podać swojego nazwiska. Nadal mieszka z rodzicami, bo potrzebuje umowy o pracę aby móc coś wynająć. Ale młodzi ludzie, którzy mieszkają w domu, nie przyczyniają się do wzrostu, nie stymulują rynku mieszkaniowego, a także nie zakładają nowych gospodarstw domowych tworzących wzrost konsumpcji. Dla wielu młodych ludzi w Europie Południowej rok 2011 był trudny. Problem polega na tym, że 2012 może będzie jeszcze gorszy jeśli europejscy politycy nie rozwiążą problemów z zadłużeniem, a na to się nie zanosi.

W Polsce wcale nie jest lepiej, bo mamy najwyższy w Europie odsetek pracowników pracujących na umowach czasowych - aż 27 procent! Jeszcze dziesięć lat temu było ich jedynie 6 proc. W Unii Europejskiej na umowach czasowych zatrudnionych jest średnio 14 proc. Firmy wolą zatrudniać na takie umowy, bo potem łatwiej rozstać się z niepotrzebnymi osobami. W Polsce aż 65 proc. młodych ludzi poniżej trzydziestki pracuje na umowach śmieciowych, a wartość ta rośnie do 84 proc. jeśli weźmiemy pod uwagę tylko osoby do lat 24.

Ale jak już wspomniałem na początku wpisu - lepsza taka praca niż żadna. Sam znam osoby zatrudnione na umowę na czas określony - 10 lat! Właściwie to nie wiedzą jaki jest ich status. Nie dostaną kredytu mieszkaniowego (chociaż zarabiają tak niewiele że nawet na umowie na czas nieokreślony by go nie dostali), nie mogą układać sobie życia. A może czas wreszcie powiedzieć rządzącym, że wmawianie że jest dobrze nam nie wystarcza? I że rozwiązaniem problemu nie jest opodatkowanie umów czasowych jak proponował min. Boni, bo właśnie wysokie podatki są głównym powodem dla którego firmy decydują się zatrudniać ludzi w ten sposób.

Tymczasem pojawiły się nowe dane dot. bezrobocia w Unii Europejskiej. Eurostat podał, że 23.674 miliony ludzi w Unii pozostawało bez pracy w listopadzie 2011, z tego 16.372 milionów w strefie euro. Najniższe bezrobocie zanotowano w Austrii (4.0%), Luksemburgu i Holandii (po 4.9%), a najwyższe w Hiszpanii (22.9%), Grecji (18.8%) i na Litwie (15.3%). W całej Unii Europejskiej bezrobotnych jest 5.579 miliona młodych osób (do 25 roku życia). Najniższa stopa bezrobocia wśród młodych jest w Niemczech (8.1%), Austrii (8.3%) i Holandii (8.6%), a najwyższa w Hiszpanii (49.6%), Grecji (46.6%) i na Słowacji (35.1%)!

Ostatnie dane dla Polski znalazłem za rok 2010 i już wtedy w naszym kraju 28% młodych ludzi nie miało pracy! Ministerstwo Pracy szacuje, że stopa bezrobocia w Polsce w grudniu 2011 wyniosła 12.5% (wzrost o 0.4% w stosunku do listopada), a liczba bezrobotnych wyniosła 1 mln 983 tys. osób. Nie pozostaje nic innego jak tylko podziękować za podwyżkę składki zdrowotnej, która na pewno zachęci więcej firm do tworzenia miejsc pracy w Polsce. Dziękujemy Panie Premierze!

czwartek, 29 grudnia 2011

Siedem boleści włoskiej gospodarki

Włochy to chory człowiek Europy - jak powiedział sam Silvio Berlusconi. Jego następnca, Mario Monti, ma przed sobą trudny okres. Nowy rząd musi niezwłocznie zająć się wieloma problemami gospodarczymi.

Co dalej z euro?

Osłabienie wzrostu gospodarczego jest największą negatywną spuścizną po Silvio Berlusconim. Wychodzą teraz na wierzch wszystkie braki i błędy ostatnich lat. Od 2002, pierwszego pełnego roku w którym Berlusconi sprawował władzę gospodarka Włoch rosła z roku na rok wolniej niż średnia dla strefy euro lub państw G7 - grupy najbardziej uprzemysłowionych.

Włochy współdzieliły swój los z Niemcami aż do 2005 r., ale potem Niemcy zabrali się do reform nazywanych "Agenda 2010". We Włoszech także próbowano niezbędnych reform strukturalnych, ale szybko się z nich wycofano. Kraj pilnie potrzebował odbiurokratyzowania, złagodzenia polityki zatrudnienia (szczególnie ułatwienia zwolnień) i prywatyzacji firm, które nadal są w rękach państwa, wyjaśnia włoski ekonomista Alberto Alesina.

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

Gdy Włochy przystąpiły w 1999 r. jako członek-założyciel do Europejskiej Unii Walutowej, pozycja ich gospodarki i przemysłu nie była gorsza od niemieckiej. Ale podczas gdy Niemcy uchwaliły trudne reformy i zwiększały konkurencyjność poprzez ograniczenie wynagrodzeń i reformy strukturalne, Włochy poszły drogą innych południowych europejczyków i wykorzystały niskie stopy procentowe do wzrostu swojej konsumpcji. Doprowadziło to do wzrostu deficytu rachunku obrotów bieżących. Obecnie kraj ten importuje głównie surowce i energię, ale także środki transportu, chemię, włókna syntetyczne i elektronikę.

1. Ostry podział na północ-południe

Podstawowym problemem włoskiej gospodarki jest ogromna przepaść pomiędzy uprzemysłowioną północą kraju, która jest jednym z najbogatszych regionów w Europie, i biednym rolniczym południem nękanym przez mafię. Oba regiony po dziesięcioleciach transferów finansowych nadal nie są połączone w jeden organizm.

Berlusconi współrządził z separatystyczną Ligą Północną, która doszła do władzy wykorzystując niezadowolenie w północnych Włoszech na transfery dla biednego południa. W związku z tym niewiele zrobiono, aby rozwiązać podziały pomiędzy północą i południem. PKB na mieszkańca w najbogatszym regionie Lombardia w 2003 był ponad dwukrotnie wyższy niż w najbiedniejszym regionie Kalabria. Pięć lat później wszystko wciąż wyglądało tak samo. W żadnym innym kraju Europy Zachodniej regionalne różnice w zakresie stopy bezrobocia i dochodu na mieszkańca nie są tak duże jak we Włoszech.

Siła nabywcza wszystkich Włochów wynosi prawie miliard euro - w Europie wyższa jest jedynie w Niemczech i Francji. Ale średnia 16 333 € per capita w parytecie siły nabywczej, zgodnie z badaniami instytutu GfK ukrywa ogromne różnice regionalne. Tak więc Mediolańczycy mają dwa razy tyle pieniędzy co w Neapolu. Siła nabywcza na południu jest o jedną czwartą niższa niż na północy. Siedem z dziesięciu najbiedniejszych gmin w kraju leży w prowincji Neapol. Rząd Berlusconiego nie zrobił nic, aby rozwiązać te problemy i pozostawił je swojemu następcy.

2. Spadek konkurencyjności

Włochy przestały być rywalem dla niemieckiego przemysłu na światowych rynkach. Stało się tak z dwóch powodów: Po pierwsze, utracono przewagę konkurencyjną z powodu rosnących kosztów. Po drugie, włoskie firmy nawet silniejsze niż niemieckie na rynkach w Europie i Ameryce Północnej są silnie skoncentrowane a tym samym bardziej narażone na skutki kryzysu finansowego.

Brak reform strukturalnych i hojna polityka płacowa oznaczała, że produkcja we Włoszech w ostatniej dekadzie stawała się coraz bardziej kosztowna. Jednostkowe koszty pracy wzrosły we Włoszech w ciągu ostatnich dziesięciu lat o ponad jedną czwartą, podczas gdy w Niemczech tylko około o pięć procent. Wyrównanie tego braku konkurencyjności kosztowej wewnątrz unii walutowej będzie bolesne i portwa wiele lat.

Nowe rynki gospodarek wschodzących zostały przez Włochów zaniedbane. I to nie tylko dlatego, że jak otwarcie narzekają przedstawiciele przedsiębiorców, Berlusconi znacząco słabiej w stosunku do innych szefów rządów wykorzystywał swoje wyjazdy zagraniczne w celu rozwoju nowych rynków eksportowych.

Włochy są jednym z głównych eksporterów w UE i konkurują przede wszystkim w inżynierii mechanicznej z Niemcami. 57 procent eksportu wysyłane jest do krajów europejskich. Chiny zajmują dopiero dziewiąte miejsce na włoskiej liście eksportowej, a kraj rozwijający się taki jak Polska dziesiąte. Niemcy są dużo dalej: ponad połowa ich eksportu wysyłana jest do klientów spoza UE, a Chiny są siódmym kierunkiem eksportowym. Włochy opierają się głównie na Bliskim i Dalekim Wschodzie.

3. Niewydolny system opieki społecznej

Przed wyborami w 2008 roku Silvio Berlusconi obiecał wiele reform - w tym systemu emerytalnego, który wymaga gruntownych zmian. Nic jednak w tej sprawie nie zrobił.

Wiek emerytalny w Niemczech stopniowo podnoszony jest do 67 lat, podczas gdy we Włoszech się to nie udało. Kraj ten nie może pozwolić sobie jednak na kosztowny system emerytalny, biorąc pod uwagę starzenie się społeczeństwa. Nigdzie w Europie nie przypada tak mało dzieci na kobietę jak w kraju Berlusconiego: średnia wynosi 1,3. Ma to swoje konsekwencje: Następne pokolenie będzie musiało ponosić koszty swoich świadczeń emerytalnych w dużym stopniu samodzielnie.

Szczególnie koalicjant Berlusconiego - Liga Północna silnie opierała się reformie systemu emerytalnego. Partia Umberto Bossiego jest głosem pracowników z północnych Włoszech. Wielu z nich zaczęło pracować w wieku 16 lat. Przejście na emeryturę w wieku 67 lat wydaje się dla nich nierealne.

W liście do UE Berlusconi obiecał przeprowadzić reformę emerytalną i podnieść wiek emerytalny do 67 lat. Ponadto prawo pracy ma stać się wkrótce łatwiejsze i bardziej elastyczne. Berlusconi obiecał także zmniejszenie ochrony pracowników przed zwolnieniem. Celem jest motywowanie przedsiębiorstw do zatrudniania nowych pracowników. We Włoszech zwłaszcza młodzi ludzie pracują na kontraktach terminowych (tzw. umowach śmieciowych), a starsi są prawie nieusuwalni ze stanowiska.

4. Niskie nakłady na badania i rozwój

Jedną z największych słabości konkurencyjnych Włoch w porównaniu z innymi krajami są niskie nakłady na badania i rozwój. Śródziemnomorski kraj wydaje tylko 1,3 procent produktu krajowego brutto na ten cel. To mniej niż połowa tego co zapewniają kraje takie jak Niemcy czy Dania.

W wyniku braku inwestycji nikła jest liczba zgłoszeń patentowych. Według Europejskiego Urzędu Patentowego we Włoszech w zeszłym roku zarejestrowano tylko 2 000 patentów. Z drugiej strony Niemcy zgłosili ich ponad 12 000.

We Włoszech nie tylko nakłady na badania rządowe są znacznie niższe niż gdzie indziej. Jest także mniej firm badawczych. Tylko około połowa pieniędzy na badania pochodzi z przemysłu. W Niemczech odsetek ten jest o prawie dwie trzecie wyższy. Rozbieżności są również związane z tym, że we Włoszech istnieje tylko kilka dużych firm, a wielu małych i średnich przedsiębiorstw nie stać na utrzymywanie kosztownych działów rozwoju. Tym bardziej są one zależne od badań publicznych. Ponadto potrzebne jest wzmocnienie współpracy z uniwersytetami, tak jak to miało miejsce w kilku przypadkach na północy kraju.

Przewodnicząca potężnego stowarzyszenia przemysłowego Confindustria, Emma Marcegaglia wzywa rząd do zwiększenia rządowych funduszy na badania i rozwój i wyraźnie wskazuje Niemcy jako model. Marcegaglia wzywa również do podobnych interakcji między przedsiębiorstwami i uniwersytetami jak w Niemczech.

5. Zadłużenie państwa na rekordowym poziomie

Gdy Silvio Berlusconi został premierem w 2001 roku odziedziczył kraj w całkiem niezłym stanie. Kierując się pragnieniem, aby być wśród członków-założycieli Europejskiej Unii Monetarnej, jego poprzednicy prowadzili umiarkowaną politykę konsolidacji: zadłużenie państwa, które dziś wynosi ponad 120 procent PKB było w okolicy 100 procent. Berlusconi - sam będąc przedsiębiorcą - także miał trochę ambicji, ale mimo obietnic dalszej redukcji długu w kierunku wymaganych 60 procent, które złożył w czasie przystąpienia kraju do strefy euro, po 2004 r. dług publiczny nadal rósł niebezpiecznie.

Za wzrost do 120 procent odpowiedzialny jest gwałtowny wzrost deficytu budżetowego. Tylko dwa razy od 2001 r. deficyt Włoch pozostawał poniżej poziomu trzech procent PKB - w latach w których rządził Romano Prodi.

Podobne jak w pogrążonej w kryzysie Grecji, we Włoszech również wysoki jest poziom szarej strefy, a oszustwa podatkowe są ogromnym problemem. Ekonomiści oceniają szarą strefę na 15 do 25 procent PKB. Ale Berlusconi nigdy nie odważył się zacząć zwalczać oszustwa podatkowe. Co więcej, publicznie wyrażał dla nich zrozumienie. W trzech amnestiach dla oszustów podatkowych odzyskał kilka miliardów euro, ale dzięki temu wzrosły tylko zachęty do ukrywania dochodów (zawsze można je będzie ujawnić w czasie amnestii gdy zacznie się nam palić grunt pod nogami).

6. Powszechna korupcja

Szerząca się korupcja jest poważnym problemem we Włoszech. Rząd Silvio Berlusconiego tylko obserwował jak problem ten się nasila. Według organizacji Transparency International Włochy znajdowały się na liście najmniej skorumpowanych krajów na 29. miejscu w 2001 r. i spadły na 67. miejsce w 2010 roku. Dla porównania Niemcy w tym samym okresie awansowały z 20. na 15. miejsce.

Na każdym kroku włoska gospodarka cierpi z powodu wysokich barier administracyjnych. Problem pogarsza fakt, że przedstawiciele jej organów ciągle wstrzymują rozwój przedsiębiorstw - pozwolenia na budowę, przyłączenie do sieci drogowej lub elektrycznej - wszystko trwa nieskończenie długo. Często miesza się to z przestępczością zorganizowaną.

Korupcja sprawia, że firma funkcjonują w stanie ogólnej niepewności. W żadnym innym kraju nowe ustawy i ramy prawne nie zmieniają się tak często jak we Włoszech. Ponadto każdy, kto kładzie nacisk na jego prawa i idzie do sądu musi liczyć się, że postępowanie będzie się ciągnęło latami.

Berlusconi chwali się swoją reformą wymiaru sprawiedliwości, która nakłada maksymalny czas trwania procesów oraz skraca ścieżkę sądową. To co pomija to że reforma dotyczy tylko prawa karnego. Dla firm przyspieszenie w sprawach cywilnych byłby znacznie bardziej istotne. To pokazuje, że wzrost korupcji i brak bezpieczeństwa prawnego straszy nie tylko włoskich inwestorów, ale również zagranicznych.

7. Utrata dobrego wizerunku

Nie tylko wyniki gospodarcze Włoch ucierpiały pod rządami Silvio Berlusconiego. Spowodowane jest to konfliktami interesów i licznymi ekscesami seksualnymi premiera. Włoscy eksporterzy skarżą się coraz bardziej, że podczas pobytu za granicą muszą spotykać się z uwagami o "Bunga Bunga" i przepraszać swoich partnerów biznesowy jakby byli z republiki bananowej.

To niezwykle złe dla biznesu, zwłaszcza dla tych przedsiębiorstw które opierają się na pozytywnej niegdyś marce "Made in Italy". Są to głównie firmy odzieżowe i producenci żywności, którzy nie sprzedają tylko wysokiej jakości materiały i smaki, ale także styl życia kraju z którego pochodzą. Nie na darmo jednym z najgłośniejszych krytyków rządu jest założyciel i szef marki butów Tod - Diego della Valle.

Głośne narzekania słychać także z innych branż gdzie menedżerowie włoskich firm w Chinach i Brazylii są coraz bardziej zobowiązani do uzasadniania zachowania Berlusconiego. Prezes Stowarzyszenia Przemysłu Confindustria, Emma Marcegaglia powiedziała ostatnio: "Jesteśmy zmęczeni byciem międzynarodowym pośmiewiskiem".

Wpis na podstawie artykułu.

wtorek, 3 lutego 2009

Buy American? Kupuj polskie produkty !

Coraz głośniej słychać protesty Unii Europejskiej dotyczące pomysłu, aby środki z programu pomocowego dla amerykańskiej gospodarki ( 800 mld USD) mogły być wydawane tylko na produkty z USA. Oznaczałoby to powrót protekcjonizmu i wprowadzenie obostrzeń w międzynarodowym handlu. Czy to źle?

Plan ratunkowy prezydenta Obamy przeszedł już przez Izbę Reprezentantów i czeka tylko na akceptację kongresu. Zakłada on wpompowanie w amerykańską gospodarkę 800 mld USD !! Aby zapewnić sobie, że środki te na pewno rozruszają przemysł Stanów Zjednoczonych zawarto w nim, że środki mogą zostać wydane tylko na towary wytworzone w Stanach. Unia Europejska już zagroziła zgłoszeniem protestu do WTO.

Nie oszukujmy się – prowadzi to do zwiększenia barier i protekcjonizmu w światowym handlu. Na pewno na krótką metę może się to opłacić, ale w długim terminie prowadzi do nieefektywności i w ostateczności zwiększenia kosztów. Ale czy można mieć do Obamy o to pretensje ? Przecież wydają dolary wyjęte z kieszeni swoich podatników, więc nie dziwmy się, że chcą je pośrednio im zwrócić – nawet jeśli będzie to nieefektywne.

Swoją drogą my w Polsce też niedługo będziemy mieli kampanię "Bądźmy dumni z polskich produktów", która jest kontynuacją kampanii "Kupując polskie produkty dajesz pracę" organizowanej przez fundację DajeszPracę.pl. Ja jak najbardziej ją popieram i dlatego piszę o tym na swoim blogu. W ciężkich czasach trzeba pamiętać o tym, że także w naszych małych codziennych wyborach wpływamy na poziom rozwoju naszego kraju i ogólnej zasobności naszych portfeli. Ja się WTO nie boję i otwarcie piszę: Kupuj polskie produkty i twórz miejsca pracy w Polsce.

A czy Ty w sklepie zastanawiasz się nad krajem pochodzenia kupowanych produktów?