Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszczędzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oszczędzanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 kwietnia 2012

Wampiry czy anioły z MFW?

Znany wszystkim Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który wydaje się być kreowany na jednego ze zbawców pogrążonej w kłopotach Europy ma także na sobie nie małą krytykę. Życie nie jest czarno białe i podobno nie myli się tylko ten kto nic nie robi, a ja proponuję Ci dziś przyjrzeć się z bliska krytyce tej instytucji. O krytyce działań MFW wspominałem już we wpisie o tym jakie wnioski z kryzysu azjatyckiego z lat 1997-98 mogą być przydatne dla walczącej z kryzysem Europy. Większość negatywnych opinii dotyczy warunków udzielanych pożyczek, braku odpowiedzialności i gotowości do udzielania kredytów także dla krajów łamiących prawa człowieka. MFW to krwiożerczy wampir czy anioł?

Wiele ciężkich ataków na MFW dotyczy jego postępowania z okresu kryzysu azjatyckiego. Krytyka koncentruje się głównie na błędnej polityce Funduszu oraz jego procesach instytucjonalnych. Pojawiają się także pytania o jego niezdolność do zarządzania globalną stabilnością finansową i zapobiegania kryzysom ze względu na niemal religijną wiarę jego urzędników w to, że rynek nie może zrobić nic złego i ich upartej odmowy uznania konieczności nadzorowania sił rynkowych.

Jedno jest jasne - MFW stał się jeszcze potężniejszy, decydując o polityce i gospodarczych losach Korei Południowej, Indonezji i Tajlandii, a także innych 80 krajów rozwijających się, które przychodzą jego "strukturalne dostosowania". Dlatego rządy i metody działania tej instytucji są tak dużym źródłem niepokoju. MFW, tak jak Bank Światowy, jest kontrolowany przez kilka bogatych krajów z racji ich ogromnego udziału w całości kapitału Funduszu, ponieważ głosowania w nim są ważone zgodnie z udziałami kapitałowymi poszczególnych krajów. Z 28% kapitału dominujący głos w polityce MFW mają Stany Zjednoczone.

Sekretariat MFW w Waszyngtonie pracuje w ukryciu, opracowując strategie dla 80 krajów będących pod jego kontrolą, w dużej mierze bez udziału i wiedzy samych zainteresowanych. "Umowy" MFW z krajami nie są zazwyczaj publicznie ujawniane. Monopol władzy MFW nad polityką finansowanych krajów (bez uprzedniej otwartej debaty o jej podstawie teoretycznej czy praktycznej) i niemal całkowity brak "przejrzystości" w podejmowaniu decyzji jest całkowitym przeciwieństwem tego czego wymaga się od ratowanego państwa, czyli pełnego otwarcia się na konkurencję i przejrzystość. Ekonomista Joseph Stiglitz krytykował wiele przypadków podejścia monetarystycznego MFW w ostatnich latach. Twierdzi on, że MFW nie wybiera najlepszej możliwej polityki dla poprawy bogactwa krajów rozwijających się i mówi, że MFW może "nie uczestniczy w jakimś spisku, ale jest odzwierciedleniem interesów i ideologii zachodniej społeczności finansowej." Jedno jest pewne - MFW ma oko na to, aby inwestorzy odzyskali swoje pieniądze od zadłużonych krajów, niezależnie od ceny jaką musi ponieść za to 'ratowane' społeczeństwo.

MFW ma 2 300 prawników w Waszyngtonie, przedstawicieli w bankach centralnych zagrożonych krajów i posyła tam także zespoły analityków, doradców i nadzorców. Ale to, co robią, nad czym pracują, czy co warunkuje ich decyzje, jest w dużej mierze zachowane w ścisłej tajemnicy. Prowadzi to do nieporozumień, na przykład, gdy Fundusz wspierał Hongkong i Argentynę w usztywnieniu swoich walut, a z drugiej strony nakazał uwolnienie walut w Azji Południowo-Wschodniej. To jak Fundusz decydował w danym przypadku pozostaje tylko w sferze przypuszczeń. Szef Harvard Institute for International Development, Jeffrey Sachs twierdzi, że MFW wymaga przejrzystości od innych, ale sam nie oferuje publicznego dostępu do dokumentacji swoich decyzji, z wyjątkiem krótkich komunikatów prasowych bez danych potrzebnych do profesjonalnej oceny swoich programów. Z tego powodu nie sposób rozliczyć MFW z jego decyzji.

"Ludzie najbardziej dotknięci przez politykę funduszu mają o jej podstawach małą lub żadną wiedzę", dodaje Sachs. "W Korei MFW nalegał, aby wszyscy kandydaci na prezydenta natychmiast poparli porozumienie, w którego negocjacjach w ogóle nie brali udziału i nie mieli czasu, aby je zrozumieć. Sytuacja była poza ich kontrolą ... To definiuje logikę wiary w to, że mała grupa 1000 ekonomistów z 19-stej ulicy w Waszyngtonie powinna dyktować warunki ekonomiczne życia dla 75 krajów rozwijających się o populacji około 1,4 miliardów ludzi." Sachs szacuje, że średnio siedmiu ekonomistów z MFW zajmuje się sytuacją danego kraju. To jego zdaniem zbyt mało, aby szybko uzyskać szczegółowy obraz tego, co się dzieje i poznać specyfikę konkretnego problemu. "MFW narzucił drakoński program dla Korei w ciągu zaledwie kilku dni, bez głębokiej wiedzy o systemie finansowym tego kraju i bez subtelności, w jaki sposób podejść do tych problemów."

W krajach Azji południowo-wschodniej takich jak Indonezja, Malezja i Tajlandia, MFW wymagał realizacji restrykcyjnej polityki monetarnej poprzez podwyższenie stóp procentowych i restrykcyjnej polityki fiskalnej w celu zmniejszenia deficytu budżetowego i wzmocnienia kursu. Jednak działania te spowodowały, że niewielkie spowolnienie zamieniło się w poważną recesję z masowym wzrostem bezrobocia. MFW "z kamienną twarzą ... obwiniał azjatyckie rządy za ogromne błędy w polityce finansowej", mówi Sachs. Podczas gdy podstawowa prawda o sytuacji tych azjatyckim krajów jest taka, że podstawową przyczyną finansowej katastrofy nie była sama panika. Azja potrzebowała reformy sektora finansowego, ale nie był to wystarczający powód do paniki, która powstała po nagłym wprowadzeniu nieuzasadnionych surowych zmian makroekonomicznych. Z powodu nałożenia nierealistycznie niskiego celu inflacyjnego, MFW nałożyła nakazała Korei brutalnie podnieść stopy procentowe, co zamroziło tamtejszy rynek finansowy. Zdaniem Funduszu miało to "przywrócić i utrzymać spokój na rynkach", ale efekt był całkowicie odwrotny.

Schemat działania MFW podsumował Martin Wolf z Financial Times: "Podobnie jak jelenie na łące, inwestorzy pasą się szczęśliwie, nie zważając na niebezpieczeństwa drapieżników którzy śpią w pobliżu. Potem, gdy zaskoczą ich kłopoty po prostu panikują. MFW stara się nakłonić płochliwe zwierzęta do powrotu z powrotem na żerowisko. Pytanie, czy robi to w najlepszy możliwy sposób? Odpowiedź brzmi nie." Wolf ma trzy najważniejsze zastrzeżenia do tego co robi MFW. Po pierwsze, poprzez wprowadzenie ostrych zmian próbuje wycisnąć z kraju ile się da, co grozi tylko osłabieniem, a nie przywróceniem zaufania inwestorów. Po drugie, kładąc nacisk na szybką liberalizację napływu kapitału, MFW może zwiększyć lukę finansową (zależność kraju od finansowania zagranicznego). Szybka prywatyzacja może także prowadzić do powstawania monopoli, które następnie będą zawyżać ceny. Po trzecie, olbrzymie dofinansowanie może zachęcać do dalszego szaleństwa kredytowego. Kraje z problemem dużego zadłużenia mogą mieć większą pokusę nadużycia, gdyż mają świadomość możliwości uzyskania ratunku, co zachęca je do zaciągania większych pożyczek.

MFW broni się, że ponieważ w każdej sytuacji w której działa ma do czynienia z kryzysem gospodarczym, to niezależnie od polityki którą zaoferuje, nie udałoby się uniknąć trudności. Nie jest możliwa poprawa bilansu płatniczego, bez jakiejś bolesnej korekty. Czasami rządy chcą podjąć bolesne regulacje, ale brak jest do tego woli politycznej. Interwencja MFW umożliwia im takie działania, w celu zabezpieczenia kredytu, a następnie mogą przekazać całą winę za trudności na MFW. Pracownicy Funduszu dodają także, że świadomość istnienia pożyczkodawcy ostatniej instancji stanowi ważny impuls zaufania dla inwestorów. Jest to ważny element odbudowy zaufania w czasie kryzysu finansowego. A ostatecznie nikt nie zmusza do brania kredytów w MFW i przyjmowania ich polityki. Każdy kraj sam dokonuje wyboru czy zaprosić Fundusz do siebie.

I ostatnie zdanie jest chyba najlepszym podsumowaniem. Nawet jeśli MFW jest krwiożerczym wampirem, którego najważniejszym zadaniem jest dopilnowanie aby wyssać całą krew i pieniądze, to ktoś go na tę ucztę zaprasza.

niedziela, 18 marca 2012

Choroba holenderska greckiej gospodarki

Choroba holenderska gospodarki oznacza sytuację, gdy w wyniku skupienia się na jednym dziale gospodarki, aspekcie ekonomicznym znaczącemu zaniedbaniu ulegają inne i przez to cała gospodarka zamiast rozwoju przeżywa regres. Często dzieje się tak z powodu zbyt dużej ilości pieniędzy w rękach publicznych. Kiedy rząd nagle otrzymuje dostęp do dużego źródła pieniędzy, tak jak miało to miejsce w Holandii po odkryciu znaczących złóż gazu pod koniec 1960 roku i wykorzystuje te pieniądze do wypłaty świadczeń socjalnych w celu zapewnienia sobie reelekcji, może w wyniku tego łatwo osłabić konkurencyjność gospodarki poprzez zwiększenie inflacji. Firmy w konkurencji z zagranicą mają gorsze warunki, a produkcja przemysłowa rośnie szybciej niż to pożądane.

Spytasz co z tym wspólnego Grecja? Okazuje się że całkiem sporo, gdyż kraj ten przechodzi właśnie swoją własną postać choroby holenderskiej. Co prawda nie z powodu nagłego napływu gotówki po odkryciu jakichś złóż surowca, ale w związku z subwencjami z Unii Europejskiej, które Grecja otrzymywała po swoim wstąpieniu do tej organizacji a także dostępem do taniego pieniądza po przyjęciu euro w 2002 roku. Kiedy Grecy przystąpili do strefy euro, otworzyło im się ogromne okno na świat. Na zewnątrz tego okna były fundusze emerytalne oraz inne osoby zarządzające pieniędzmi inwestorów indywidualnych gotowe do zakupu greckich obligacji rządowych w każdej ilości. Dzięki dużemu dostępowi do rynków finansowych dla greckich papierów rządowych, stopy procentowe spadły tak nisko jak nigdy dotąd. Grecki rząd był w stanie finansować się po śmiesznie niskiej cenie. I wykorzystał tę okazję. Wydatki rządowe wzrosły w znacznie szybszym tempie niż przychody.

Draghi: Koniec europejskiego państwa dobrobytu

Dlaczego fundusze emerytalne i inne instytucje finansowe tak mocno zaangażowały się w greckie papiery rządowe? Bo wszyscy myśleli, że Grecja będąc w strefie euro nigdy nie zbankrutuje. Tego typu opinie głosiło wielu ekspertów i byli oni pewni swego. Niestety nie mieli racji. Konsekwencją tego jest obecny program 'dobrowolnej' redukcji zadłużenia Grecji w ramach którego prywatni inwestorzy przyjmują na siebie część strat związanych z nietrafionymi inwestycjami. Dług publiczny Grecji, mierzony relacją do PKB, ma zostać zmniejszony w wyniku tej operacji ze 160 procent do 120 procent w 2020 r. w optymistycznym wariancie.

Ale drugim nierozwiązanym problemem Grecji pozostaje to jak przyspieszyć wzrost PKB i zwiększyć produkcję. Jak skłonić ludzi w innych częściach świata, aby kupowali więcej greckich produktów i usług, podczas gdy sami Grecy ograniczają własną konsumpcję? Tradycyjną drogą byłaby deprecjacja waluty w połączeniu z zaostrzenia polityki fiskalnej. Ale Grecja nie ma możliwości obniżenia wartości własnego pieniądza, gdyż znajduje się w unii walutowej. W związku z tym rząd stara się ograniczyć płace. Władze kontrolują jednak tylko wynagrodzenia pracowników sektora publicznego, a i oni nie chcą zaakceptować niższego wynagrodzenia. Dodatkowym problemem jest także to, że w Grecji właściwie niewiele się produkuje.

10 rzeczy które powinieneś wiedzieć o Grecji

Wiele osób otwarcie mówi o tym, że winne takiemu stanowi rzeczy są dotacje z Unii. - Niewłaściwie wykorzystane subwencje UE przyczyniły się do obecnego kryzysu gospodarczego w Grecji, powiedział minister gospodarki Michalis Chrisochoidis w wywiadzie dla FAZ. - Z jednej strony braliśmy pieniądze z Unii, ale z drugiej nie inwestowaliśmy ich w nowe i konkurencyjne technologie. Wszystko szło na konsumpcję. Rezultat był taki, że ci, którzy coś produkowali, zamykali swoje zakłady i zakładali firmy importowe, bo na tym dało się zarobić. Na tym właściwie polega klęska naszego kraju. Przez dwa dziesięciolecia zniszczyliśmy naszą bazę produkcyjną, nasz przemysł i tym samym możliwości eksportowe. Dodatkowo w pierwszej dekadzie obecnego stulecia, po przystąpieniu do strefy euro, mogliśmy pożyczać pieniądze na niski procent i korzystaliśmy z tego nadmiernie. Tak staliśmy się krajem importerem. Polityczni przywódcy nie zrozumieli, że to zły kierunek. Chrisochoidis przyznaje, że subwencje z Unii miały ogromny wpływ na to w jakiej sytuacji znajduje się obecnie Grecja.

Są jednak kraje, które potrafią sobie poradzić z nagłym przypływem świeżej gotówki. Przykładem może być przywoływana w Polsce przy okazji dyskusji o gazie z łupków Norwegia, która ze swoimi dużymi złożami ropy naftowej i gazu poradziła sobie całkiem dobrze z tzw. chorobą holenderską. Ale także nie od razu. Antycykliczna polityka w latach 1970 była zbyt odważna. W 1977 roku deficyt na rachunku obrotów bieżących sięgnął 14 procent PKB - czyli ponad dwukrotnie więcej niż miała Grecja w ostatnich latach. Ale Norwegii udało się zawrócić z tej drogi. Tak zwane "oszczędności lutego" w 1978 roku składały się z głębokich cięć w budżecie państwa i spowodowały osłabienie się korony o 8 procent. Sytuacja kraju poprawiła się, a naprawę finansów państwa wspomogło także podwojenie się cen ropy naftowej kilka lat później. Dziś Norwegia część dochodów z ropy i gazu odkłada w specjalnym funduszu, który inwestuje na rynkach finansowych i ma być poduszką finansową na czasy, gdy zasoby surowców się już skończą.

Kiedyś była ptasia grypa, a teraz mamy chorobę holenderską? ;-) Oby tylko naszej zielonej wyspy nie dopadła!

sobota, 10 grudnia 2011

Nie mamy pieniędzy na szkoły. Czemu mamy się zrzucać na fundusz ratunkowy UE?

Wpis jest tłumaczeniem tekstu opublikowanego na serwisie e24.no po uchwaleniu pierwszego funduszu ratunkowego UE i dotyczy sytuacji na Słowacji.

Jako ostatni z 17 krajów strefy euro, Parlament Słowacji uchwalił w zeszłym tygodniu zgodę na swój wkład do funduszu ratunkowego UE dla krajów z kryzysem zadłużeniem (głównie Grecji). Decyzja o oddaniu 7,7 mld euro zwiększa słowacki dług publiczny o 30 procent. Wśród ludzi jest jednak wielka niechęć do wypłaty pieniędzy. Aby przegłosować w parlamencie stosowną ustawę rząd obiecał podać się do dymisji i rozpisać nowe wybory.

- To szaleństwo. Grecy ukradli wszystko, a teraz chcą pieniędzy od nas?, powiedziała agencji Reuters 31-letnia młoda mama Dana Antasova w komentarzu do głosowania w parlamencie. Słowa Antasovej i innych wściekłych Słowaków obiegły cały świat.

- Grecy nie są problemem. To chciwe niemieckie i francuskie banki są problemem. I one nie chcą stracić ani grosza, mówi Antasova po decyzji Słowacji, która zgodziła się dołożyć do funduszu ratunkowego. Teraz obawia się, że w ten weekend na szczycie Unii Słowacja znów zostanie poproszona o to, aby wyłożyć więcej pieniędzy do wspólnego funduszu.

- Większość ludzi nie chce, abyśmy składali się na ten fundusz i jest zdenerwowana mówi Antasova.

- Wielu Słowaków zarabia 450-550 euro netto miesięcznie i nie akceptuje żadnych wyjaśnień, dlaczego powinni spłacać długi kogoś, kto zarabia trzy do pięciu razy więcej od nich, mówi. Słowacja jest wraz z Estonią jednym z najbiedniejszych krajów strefy euro. Na Słowacji, która zmaga się z 14-procentowym bezrobociem, średnia pensja jest taka sama jak płaca minimalna w Grecji.

- Mówi się nam, że nie ma wystarczających środków na utrzymanie szkół i służby zdrowia. Dlatego ludzie pytają: "Jeśli nie mamy pieniędzy na takie podstawowe usługi, a mamy pieniądze na fundusz ratunkowy?".

Gospodarka Słowacji jest ściśle związana z niemiecką. Wielu Słowaków czuje presję, aby wspierać udział kraju w funduszu ratunkowym, ponieważ obawiają się utraty pracy.

Słowacja była długa doceniana za swoją rygorystyczną politykę gospodarczą. Spełniła ona wymogi UE dot. długu publicznego. W tym samym czasie przeprowadzono także gruntowne reformy.

- Portugalia, Irlandia, Włochy, a nawet Francja i Niemcy nie stosują się do przepisów i ich zadłużenie jest wyższa niż dopuszczalne 60 procent produktu krajowego brutto, mówi Antasova. Jest przekonana, że Słowacja zostanie poproszona o zwiększenie swojego zaangażowania w fundusz ratunkowy UE.

- To co ludzie w UE powinni zrobić, to domagać się referendum. To są pieniądze ludzi i to oni powinni zadecydować, gdyż są tacy, którzy muszą ponieść konsekwencje, mówi Antasova.

O możliwym dalszym rozwoju kryzysu możesz przeczytać także w moim wpisie Co się stanie gdy Grecja ogłosi bankructwo?


poniedziałek, 5 grudnia 2011

Jak oszczędzać pieniądze w kryzysie?

Być może zabrzmi to dla Ciebie dziwnie lub śmiesznie, ale kryzys gospodarczy ma także swoje dobre strony. Recesja przyczynia się do poprawy efektywności wykorzystania własnych pieniędzy. Nie ma lepszego momentu aby dowiedzieć się więcej na temat oszczędzania pieniędzy niż w okresie kryzysu gospodarczego. Poniżej znajdziesz kilka pomysłów pozwalających w prosty sposób zaoszczędzić naprawdę konkretne pieniądze.

1. Połącz w jeden pakiet telewizji kablowej, internetu i telefonu, aby otrzymać zniżkę. Zapytaj u swojego obecnego operatora, ale z doświadczenia wiem, że nowi klienci częściej dostają lepsze oferty. Firmy liczą na to, że nie będzie Ci się chciało poświęcać swojego czasu na zmianę umów.

2. Sprawdź ofertę różnych dostawców prądu. Wiele osób nie wie, że w Polsce można obecnie wybrać sobie od kogo chcemy kupować energię elektryczną. Nie zaszkodzi rozejrzeć się czy inni nie mają dla Ciebie lepszej oferty.

3. Płać mniej za więcej - Coraz popularniejsze w Polsce są strony pozwalające na grupowe zakupy, dzięki czemu możesz skorzystać ze specjalnie przygotowanych zniżek. Co prawda najlepsze czasy już minęły, ale nadal można czasem znaleźć tam także coś dla siebie. Sprawdź strony takie jak grupon, gruper i inne.

4. Przed dokonaniem dużego zakupu porównaj ceny w internecie. Tutaj pomocne mogą być strony takie jak ceneo czy skąpiec. Pozwalają one sprawdzić ceny tej samej rzeczy w wielu sklepach internetowych. Dzięki temu masz pewność, że nie przepłacasz!

5. Sprawdź warunki Twojego konta bankowego. Może okazać się, że na wyciągu spora kwota to opłaty i prowizje, które oddajesz co miesiąc bankowi. Spokojnie znajdziesz dla siebie takie samo konto, które pozwoli Ci płacić mniej! Tutaj także pomocny może być internet.

6. Jeśli nie jesteś obecnie w stanie zapłacić rachunków, pamiętaj że rzeczy są zbywalne. Ewentualnie możesz poprosić o odłożenie w czasie płatności. Zawsze lepiej jest wcześniej zareagować i poinformować o tym bank czy usługodawce niż czekać aż naliczy Ci kolejne karne opłaty.

7. Korzystaj z bibliotek zamiast kupować książki, filmy, płyty CD lub DVD. Możesz być na prawdę zdziwiony ile różnych pozycji znajdziesz w bibliotece miejskiej/publicznej. W dzisiejszych czasach wiele filmów można oglądać za darmo w internecie. Strony takie jak ekino czy pecetowiec pozwalają obejrzeć na prawdę wiele i nie trzeba płacić za to nawet złotówki. Bogatą ofertę seriali znajdziesz na stronie iitv. Jak dobrze poszukasz to dowiesz się jak nie czekać po wygaśnięciu darmowego limitu - rozłącz modem/livebox i uruchom go ponownie :-)

8. Przyrządzaj swoje posiłki samodzielnie w domu. Na pewno będzie taniej i smaczniej. Jeśli nie jesz dużo może gotować większe porcje i ogrzewać je sobie przez kilka dni.

9. Staraj się samodzielnie wykonywać proste naprawy. W dobie internetu na pewno znajdziesz jakiś opis a może nawet filmik instruktażowy na youtubie. Ja na przykład samodzielnie pomalowałem swoje mieszkanie i cieszyłem się ile na tym zaoszczędziłem!

10. Bierz prysznic zamiast kąpieli w wannie. W ten sposób zmniejszysz ilość zużytej wody i zmniejszysz swoje rachunki.

O tym jak przetrwać kryzys pisałem już wcześniej na moim blogu. Polecam Ci także tamten wpis.

poniedziałek, 21 listopada 2011

Dlaczego tanie linie lotnicze są tanie?

Low cost carriers (LCC) czyli popularnie nazywane w Polsce tanimi linia lotniczymi zazwyczaj (bo nie zawsze) oferują ceny biletów niższe od tradycyjnych przewoźników. Co prawda era lotów za 1 grosz już dawno za nami, a obecne ceny paliwa lotniczego nie sugerują aby mogła ona znowu powrócić, ale warto zadać sobie pytanie skąd się bierze to, że tanie linie są tak tanie?

Tanie linie lotnicze tj. Ryanair, Easyjet czy Wizzair mają unikalny model biznesowy, dzięki któremu mogą znacząco obniżyć koszty swojego funkcjonowania w stosunku do tradycyjnych linii lotniczych - między 40 a 45 procent. W końcu nie na darmo po angielsku ich nazwa wcale nie sugeruje, że są tanie, ale że działają w modelu niskokosztowym. Można go opisać w skrócie następująco: brak udogodnień na pokładzie, latanie na małe lotniska i niższe płace personelu. Ale to nie wszystko... co tak na prawdę sprawia, że bilety tych przewoźników są tak tanie?

1. Więcej miejsc w samolocie, nawet jeśli jest to niewygodne dla osób o dużym wzroście. Więcej miejsc oznacza więcej pasażerów na pokładzie, a to pociąga za sobą oczywiście większą sprzedaż i wyższe przychody. Dodatkowo rezygnacja z klasy biznes daje możliwość upchnięcia w maszynach jeszcze więcej foteli, a co za tym idzie pozwala jeszcze bardziej obniżyć koszt pojedynczego miejsca na pokładzie. Przykład: podczas, gdy w Boeingu 737-300 Lufthansy jest 127 miejsc to np. w TUIfly aż 148.
Oszczędności: 16%!

2. Tylko jeden typ samolotu. Podczas gdy tradycyjni przewoźnicy wykorzystują kilka a czasem nawet kilkanaście różnych typów samolotów, to tanie linie korzystają zazwyczaj z jednego typu maszyny. Ryanair lata na Boeingu 737, a Wizzair na Airbusie A320. Wystandaryzowanie floty pozwala zaoszczędzić na kosztach jej utrzymania, szkoleniach personelu a także ułatwia zarządzanie załógami maszyn (nie muszą zdobywać uprawnień na kolejny typ samolotu).
Oszczędności: 2%


3. Niższe koszty osobowe. Poziom wynagrodzenia personelu i pilotów jest niższy niż w tradycyjnych liniach lotniczych. Załogi dostają wynagrodzenie tylko za rzeczywiście wylatany czas, a zatem ich wydajność dla linii jest wyższa. Tanie linie lotnicze oszczędzają także na kosztach zakwaterowania, ponieważ zazwyczaj loty rozpoczynają się i kończą w jednym z wybranych miejsc będących bazą linii (w której nie muszą opłacać kosztów noclegu personelu).
Oszczędności: 3%


4. Żadnych udogodnień! W klasycznych liniach lotniczych pasażerowie mogą korzystać z wielu udogodnień - poczekalnii lotniskowych, napojów, przekąsek i filmów w trakcie lotu, czy bezpłatnego limitu bagażu rejestrowanego (nadawanego). Nie masz co na to liczyć u taniego przewoźnika. Chce Ci się pić to za to zapłać! Chcesz zabrać ze sobą więcej bagażu niż tylko to co wniesiesz ze sobą do kabiny - płać! - w Ryanair nawet 20€ za jedną 15 kg torbę!

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych był pomysł szefa Ryanaira Michaela O'Leary aby pasażerowie płacili dodatkowo za możliwość skorzystania w czasie lotu z WC! Podejście "Bez fanaberii"?
Oszczędności: 6%


5. Bezpośrednie loty na krótkich trasach. Model "Point to Point" jest koncepcją tanich linii lotniczych, które przewożą pasażerów z punktu A do B, na krótkich trasach bez możliwości przesiadki na jednym bilecie. Jest to coś całkowicie odwrotnego w stosunku do tego co oferuje większość tradycyjnych linii lotniczych, które łączą ze sobą duże węzły przesiadkowe - huby (np. Frankfurt lub Monachium dla Lufthansy w Niemczech, niektórzy twierdzą że Warszawa dla LOTu w Polsce) z mniejszymi lotniskami na całym świecie. Jest to tzw. model hub and spoke.

W przypadku lotów na duże lotniska-huby i wielu trasach o różnej długości operowanych na różnych maszynach często dochodzi do opóźnień, a co za tym idzie powoduje to wyższe koszty dla linii. Filozofia działania tanich linii lotniczych jest prosta: maszyna powinna jak najwięcej czasu spędzać w powietrzu, bo tylko tam zarabia pieniądze. Dlatego czas pomiędzy lądowaniem a kolejnym startem ograniczany jest do minimum.
Oszczędności: 3%


6. Małe, tanie lotniska. Jak już wspomniałem powyżej tanie linie lotnicze zazwyczaj nie latają na duże lotniska przesiadkowe. W zamian za to oferują połączenia na małe tanie lotniska, często dalej oddalone od miasta docelowego - Skavsta (Sztokholm), Bergamo (Mediolan), Beauvais (Paryż) czy Sandefjord (Oslo) to tylko niektóre z przykładów. Dzięki temu linie oszczędzają na czasie startu i lądowania a także na opłatach przy check-in, czy innych kosztach handlingowych (obsługi na lotnisku). Ale coś za coś. W zamian Ty musisz dojechać do miasta docelowego czasem nawet ponad 100 km w jedną stronę. Zdarza się, że taki dojazd jest droższy niż sam bilet na samolot (częsta sytuacja w przypadku Paryża(?)-Beauvais).

Zdarza się, że małe regiony dopłacają tanim liniom, aby tylko zechciały latać na ich lotnisko. Liczą, że przyciągną w związku z tym turystów, lub pomogą swoim mieszkańcom wyemigrować w szukaniu pracy i w ten sposób rozwiążą problem bezrobocia. W Polsce województwo podkarpackie dopłaca linii Ryanair, która lata na tamtejsze lotnisko w Rzeszowie-Jasionce. Płacą też np. Hiszpanie za obecność Ryanaira w katalońskich portach Reus i Girona.
Oszczędność: 3%


7. Niższe koszty utrzymania i konserwacji maszyn. Spokojnie, wcale nie sugeruję że latanie z tanimi przewoźnikami jest mniej bezpieczne niż z tradycyjnymi. Niższe koszty w tym zakresie wynikają z jednorodności floty (przeglądy i naprawy i tak są outsourcowane).
Oszczędności: 10%


8. Brak prowizji dla pośredników. Większość pasażerów kupuje bilety samodzielnie na stronie internetowej przewoźnika.
Oszczędności: 6%


9. Niższe koszty obsługi klienta. Chodzi tu zarówno o niższe koszty obsługi na lotnisku przy check-inie - w większości linii bezpłatna jest tylko odprawa dokonana samodzielnie przez pasażera on-line. Odprawa na lotnisku jest dodatkowo płatna. Ale to nie wszystko - aby uzyskać jakiekolwiek informacje pasażer musi dzwonić drogą infolinię i płacić za połączenia z 0700. W większości tradycyjnych linii istnieje możliwość bezpłatnej obsługii w punkcie linii na lotnisku.
Oszczędności: 3%.


10. Outsourcing czego tylko się da. Większość tanich linii lotniczych nie utrzymuje własnych rozbudowanych struktur na każdym lotnisku tylko wykupuje stosowne usługi w dedykowanych do tego firmach. Dużo mniejsza jest także administracyjna w centralii linii, a o związkach zawodowych nikt tam nie słyszał.
Oszczędności: 2%


Ile nam wyszło tych oszczędności? 54%! Nawet jeśli część z nich jest zawyżona to i tak widać, że tanie linie mają z czego obniżać ceny. Na koniec chciałbym jeszcze podzielić się moim spostrzeżeniem co do zakupu biletów lotnich (napiszę o tym jeszcze wpis). Nie zawsze tania linia jest najtańsza! Jeśli termin Twojej podróży jest odległy sprawdź też oferty tradycyjnych przewoźników tj. LOT czy Lufthansa, bo ich ceny na loty z Polski moga okazać się zaskakująco konkurencyjne w stosunku do oferty tanich(?) przewoźników. W końcu najważniejsze to, żeby bilety były tanie, nie?

poniedziałek, 31 października 2011

Jak płacić mniej za ogrzewanie mieszkania?


Dziś kolejny wpis o tym jak płacić mniej i dzięki temu oszczędzać pieniądze. Zajmijmy się ogrzewaniem mieszkania. Czy jest możliwe, aby nadal czuć komfort termiczny, nie marznąć we własnym mieszkaniu i nie musieć płacić wysokich rachunków za jego ogrzewanie? Jak najbardziej tak! Oto kilka prostych rad jak zaoszczędzić na ogrzewaniu.


1. Uszczelnij lub wymień okna
Przez nieszczelne okna może uciekać nawet 10-20% ciepła! To bardzo dużo, dlatego jeśli w Twoim mieszkaniu masz stare i nieszczelne okna naprawdę opłaca Ci się ich wymiana - najlepiej na trzyszynowe. Jeśli tylko czujesz, że od okien „ciągnie” to wydatek na ich wymianę zwróci Ci się w niższych rachunkach za ogrzewanie.

2. Pilnuj stałej temperatury w mieszkaniu
Więcej energii pochłonie ponowne rozgrzanie grzejników, niż utrzymywanie stałej temperatury przez cały dzień. Dlatego gdy na zewnątrz jest naprawdę zimno, nie opłaca Ci się przykręcać ich gdy wychodzisz na cały dzień z mieszkania. Ustal jaki masz komfort cieplny i staraj się, aby stale był on utrzymywany. Mówi się, że zlecana temperatura to 20 st. C.
Jedyny moment, gdy warto rozważyć wyłączenie grzejników, to gdy nie będzie Cię w mieszkaniu przez kilka dni.

3. Zdemontuj grzejnik w kuchni
To często stosowany trik na zmniejszenie rachunków za ogrzewanie. Ile czasu spędzasz w kuchni? Jeśli nie jesteś zapalonym kucharzem, który spędza tam każdą wolną chwilę, to może warto rozważyć wymontowanie tam grzejnika? Powietrze ogrzeje się i tak wymieniając się z tym z innych pomieszczeń, a dodatkowo możesz zyskać więcej miejsca!

4. Zwróć uwagę jak wietrzysz mieszkanie
Ciężko sobie wyobrazić, aby mieszkania nie wietrzyć, ale jest to jeden z kluczowych momentów, gdy tracisz ciepło. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, aby rozbić to rozsądnie. Wietrz krótko, ale intensywnie, tzn. staraj się aby trwało to jak najkrócej. Nie zostawiaj rozszczelnionego okna na cały dzień lub noc. W ten sposób nadal będziesz mógł cieszyć się świeżym powietrzem i jednocześnie ograniczysz utratę ciepła.

4. Nie zastawiaj grzejników
Warto zwrócić uwagę, na to czy grzejniki nie są zastawione. W ten sposób zakłócona jest cyrkulacja powietrza i pomieszczenia nagrzewają się dużo wolniej. Odsuń wszystkie meble, które mogą powodować, że nie całe ciepło dociera do Ciebie. Zmień na zimę firanki i zasłonki na krótsze.

5. Spróbuj poprawić ocieplenie mieszkania
Oczywiście sam masz na to niewielki wpływ (no może poza momentem, kiedy decydujesz się na zakup danego mieszkania), ale nadal warto nie odpuszczać tego tematu. Staraj się wpływać na zarząd wspólnoty lub spółdzielni. Spróbuj namówić sąsiadów, aby poparli Cię na zebraniu. A na szybko możesz założyć specjalne ekrany, które odbijają ciepło grzejnika od ściany, dzięki czemu ogrzewasz pokój a nie ścianę budynku.

Pisałem już o tym jak oszczędzać gaz i energię elektryczną mimo rosnących cen a także o tym jak oszczędzać prąd na przykładzie lodówki.

niedziela, 3 października 2010

Latte factor czyli czy powinienem przestać pić rano kawę?


Wszyscy znamy powiedzenia: „ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka” i „grosz do grosza i będzie kokosza” . Ale kto z nas w rzeczywistości z nich korzysta? Kto ma świadomość że duże sprawy składają się z małych elementów?



Jak wszyscy wiemy Amerykanie wymyślą nazwę na wszystko. Potem ładnie to opakują i produkt gotowy. W ten sposób David Bach wymyślił Latte factor. Cóż to takiego jest? W ten sposób określił on wszystkie pieniądze które wydajemy codziennie na rzeczy które tak naprawdę są nam zbędne. Policz sam ile wydajesz na słodycze, wodę mineralną, ciastka, papierosy, gazety i … kawę!

Oczywiście zaraz pomyślisz ale hola, hola! Przecież to muszę coś jeść, wszyscy wiemy że powinno się odpowiednio dużo pić, a poza tym to wcale nie kosztuje tak dużo. I masz po części rację. Ale czy faktycznie ciasteczka i fastfoody to najlepszy posiłek dla Ciebie? Czy wiesz że woda w butelce kupowana w supermarketach w większości nie różni się znacząco od tej płynącej w naszych kranach (sam przeczytaj)? Tak samo można podejść do większości z naszych codziennych drobnych wydatków. Wiele z nich to pieniądze wyrzucone w błoto.

Czy zatem najlepszym wyjściem jest przestać kupować te rzeczy? Pewnie pan Bach powiedziałby Ci że tak. Ja nie jestem takim doktrynerem i wiem, że nie da się zrezygnować ze wszystkich tzw. ‘małych przyjemności’. Najważniejsze to żeby zachować umiar i wybrać z nich te, które są dla nas naprawdę dobre. Najlepiej jeśli zaczniesz notować codziennie ile i na co wydałeś pieniędzy. Wtedy będziesz wiedział co najbardziej pochłania Twój budżet. Jest to o tyle ważne że zazwyczaj przy pojedynczym zakupie wydajesz niewielkie kwoty, ale jeśli robisz to często, może okazać się że uzbiera się z tego pokaźna sumka!

Sam lubię od czasu do czasu zjeść kebaba czy Whooppera. Ale staram się ograniczyć takie przekąski na mieście gdyż i tak po powrocie do domu będę głodny. Na szczęście nie palę, ale jeśli miałbym na coś wskazywać to właśnie papierosy i rzucenie palenia wziąłbym na pierwszy ogień. Intuicja mówi mi, że to one pochłaniają najwięcej pieniędzy. I odpowiedź na pytanie czy przestać pić rano kawę? Jeśli nie możesz się bez niej obudzić to pewnie lepiej nie, ale najlepiej rób ją sobie sam w domu, a nie kupuj gdzieś z automatu.

piątek, 4 września 2009

Eurobank obniżył oprocentowanie!


Ostatnio trochę zaniedbałem bloga, ale mam nadzieję że uda mi się teraz do niego wrócić. Dla tych którzy jeszcze nie wiedzą eurobank obniżył właśnie oprocentowanie konta oszczędnościowego z 6,06% na 5,7%!!

Widać, że powoli banki nie chcą przepłacać za depozyty. Szkoda!

środa, 13 maja 2009

Lepiej oszczędzać czy wcześniej spłacić kredyt?

Czasy mamy niepewne i jak wszyscy zastanawiasz się co teraz robić? Jeśli masz na głowie do spłaty kredyt to stoisz przed podwójnym dylematem – czy oszczędzać na czarną godzinę czy też może lepiej szybciej spłacić kredyt?

W normalnej sytuacji na pewno namawiałbym Cię do tego, abyś jak najszybciej spłacił swój kredyt. Oszczędzanie nie miałoby sensu jeśli i tak zarobione odsetki musiałbyś oddać na spłatę kredytu. Niestety sytuacji makroekonomiczna nie jest normalna i moje rady będą całkowicie inne.

Jeśli uda Ci się wygospodarować teraz trochę wolnych środków to najpierw je odłóż na tzw. czarną godzinę. Doszedłem ostatnio do wniosku, że firmy w Polsce tną zatrudnienie na oślep i nigdy nie wiesz co Cię może czekać. Dlatego lepiej jeśli teraz będziesz gromadził nadwyżki, które pozwolą Ci regularnie obsługiwać kredyt lub inne zobowiązania na wypadek jakiejś nieszczęśliwej sytuacji.

Mając takie zaskórniaki nie będziesz się musiał martwić skąd wziąć na ratę kredytu w razie nie przewidzianych wypadków. Kredyt jeszcze spokojnie zdążysz spłacić, a te zaskórniaki będą jak znalazł po kryzysie.

poniedziałek, 11 maja 2009

Rewolwer w Openie

Dziś krótki wpis o lokatach w Open Finance. Dla tych, którzy dopiero zaczynają przegląd rynku lokat terminowych i kont oszczędnościowych chciałbym od razu napisać, że obecnie liczą dwie firmy: eurobank i open. O najlepszym moim zdaniem koncie oszczędnościowym w eurobanku już pisałem, dlatego dziś wpis o drugim wymiataczu depozytów.

Niewątpliwie oferta Open Finance, który dystrybuuje lokaty Noble Banku dla zwykłych szaraków jest bardzo dobra i wygodna. Wniosek o lokatę składa się przez stronę internetową i w ten sposób na maila dostajemy indywidualny numer konta, na który trzeba przelać środki. Potem wystarczy wpłacić odpowiednią kwotę i najpierw mailem a potem listownie dostajemy potwierdzenie otwarcia depozytu. Ostatnio jakość oferty chyba ich przerosła i potwierdzenia przysyłają ze sporym opóźnieniem, ale trzeba im przyznać, że lokaty zakładają z datą wpływu środków na konto w Noble.

A co tak ciekawego oferują? Po pierwsze lokata pół na pół, gdzie połowa środków lokowana jest na 8% miesiące na 2, a reszta na 6,5% na 12 miesięcy (swoją drogą ja na początku załapałem się na ofertę 7%/3M i 9%/12M !!). Biorąc pod uwagę to, że stopy pewnie jeszcze będą spadały to jest to jedna z lepszych ofert dla tych, którzy mogą zamrozić środki na dłużej. Chociaż wcale nie najlepsza, bo mają tam ciekawą propozycję…

Lokata rewolwer zakładana jest na 24 miesiące ze stałym oprocentowaniem 7%. Dwa lata to dość długo i raczej nie zdecydowałbym się na taką ofertę, gdyby nie to, że lokatę można zerwać bez utraty odsetek co 3 miesiące. Wystarczy w ciągu pierwszych trzech dni po okresie pełnych trzech miesięcy złożyć dyspozycję likwidacji. Moim zdaniem jest to jedna z obecnie najlepszych ofert na rynku. Dopóki te 7% będzie atrakcyjne można tam trzymać pieniądze, a gdyby stopy jednak z jakiegoś powodu wzrosły to wtedy spokojnie bez utraty odsetek można zakończyć taką lokatę.

A Ty znasz jakieś równie ciekawe oferty?

środa, 6 maja 2009

Walczmy z kryzysem ? Antykryzysowi

Pewnie zastanawiasz się czemu tak dużo piszę ostatnio o kryzysie? Ano dlatego, że uważam to za jeden z najważniejszych obecnie tematów. Myślę, że byłby nawet gdybym o nim nie pisał. Niektórzy jednak mają już dość ciągłego słuchania o kryzysie i postanowili zorganizować protest.

Na specjalnej stronie internetowej antykryzysowi wydali protest w ramach którego każdy może udzielić im poparcia. A czego chcą? Aby zakazać nadużywania słowa kryzys w mediach. Nie wiem czy to możliwe, ale zastanówmy się dokładniej o co im chodzi?

Po pierwsze uważają, że kryzys to świetna pożywka dla polityków, którzy czystą demagogią i populizmem będą próbowali ugrać na tym polityczny kapitał. Ciężko się nie zgodzić. Jakoś nie wydaje mi się, aby którakolwiek z partii miała receptę na to spowolnienie.

Po drugie ciągłe mówienie o kryzysie pogłębia tylko recesję i o tym już pisałem sam wcześniej! Ludzie nawet jeśli nie muszą ograniczają konsumpcję a to powoduje, że w gospodarce jest jeszcze gorzej. To takie wywoływanie wilka z lasu.

Autorzy apelu ogłaszają, że najlepiej będzie jeśli wszyscy zaczniemy kupować i inwestować, to wtedy kryzys szybciej się skończy. To takie amerykańskie podejście. Rozdajmy już i tak zadłużonym obywatelom bony żeby mogli dalej kupować (a bony sfinansujmy kolejnym powiększaniem długu publicznego). Nie mówię aby całkowicie ograniczać konsumpcję, ale po każdej górce przychodzi dołek i lanie oliwy do ognia nie pomoże tylko odsunie w czasie problem. Gorzej jeśli w przyszłości to będzie już nie kryzys ale tsunami. Bez rozwiązania problemów leżących u jego źródeł żadne zaklinanie rzeczywistości nie pomoże!

sobota, 2 maja 2009

Najlepsze konto oszczędnościowe na rynku!!

Na pewno pamiętasz jak pisałem na blogu o tym, że mbank schodzi na psy i jego oferta staje się coraz gorsza. Niestety nic się w tym zakresie nie zmieniło. Dlatego już jakiś czas temu postanowiłem znaleźć sobie bank, który będzie odpowiadał moim oczekiwaniom.

Wybór padł na eurobank w którym otworzyłem sobie najpierw konto online. To takie ich konto osobiste, dla którego operacje dokonywane przez internet są bezpłatne. Wypisz wymaluj dawny mbank. Ale nie tylko to mnie tam zatrzymało. Mają tam dobrze oprocentowane lokaty, dzięki którym można uniknąć podatku belki. W tym niesamowicie wygodne lokaty 7dniowe na 6% !!


Ale, ale to nie lokaty eurobanku są tematem tego wpisu a konto oszczędnościowe. Mam je już tam od jakiegoś czasu i nie narzekam. Można z niego przelewać ile i kiedy się chce na swoje konta i nie płaci się za to ani złotówki. Dają dobre oprocentowanie, bo aż 6,06% (nic to przy bankowym 4,15%). Oferta jest jak widzisz naprawdę dobra. Od maja pojawił się jednak nowy plus, który ostatecznie zdecydował o tym, że to właśnie w eurobanku jest obecnie najlepsze konto oszczędnościowe.

Od maja na koncie oszczędnościowym eurobanku mamy dzienne naliczanie odsetek!! Co to oznacza? Daje to możliwość trzymania na świetnie oprocentowanym koncie (6,06%) nawet 15 000 zł bez płacenia podatku belki! Do tego takich kont można mieć aż 5 więc spokojnie może sobie na nich leżeć nawet 75 000 zł! Na dzisiaj ta oferta to strzał w dziesiątkę. Dla banku przecież nie ma znaczenia, czy klienci płacą podatek belki czy nie, ale dla nas – jak najbardziej ma! Jak widać w eurobanku wyciągnęli wnioski z oferty Aliora (który daje teraz tylko 6,5%/2 = 3,25% na lokacie nocnej) i wprowadzili coś podobnego u siebie. Tak trzymać i czekamy na jeszcze.

Od razu zaznaczam, że nie jestem w żaden sposób (oprócz bycia klientem) związany z eurobankiem. Po prostu chcę podzielić się w Wami dobrą informacją :-)

środa, 22 kwietnia 2009

Pożegnanie z neostradą

Informacja może już nie taka nowa, ale dla tych którzy nie wiedzą informuję, że TP SA na jesieni zrezygnuje z marki Neostrada dla swego szerokopasmowego dostępu do Internetu i zastąpi ją znakiem Oragne. Niby nic wielkiego, po prostu unifikacja oferty w całej grupie kapitałowej na świecie, ale dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić polityce francuskich firm w Polsce.

Wiele osób się na nią wkurza (w tym ja), ale trzeba przyznać że Neostrada na stałe wpisała się w nasz krajobraz. Telekomunikacja wydała spore pieniądze na jej promocję a teraz jedną decyzją chce to wszystko wrzucić do kosza. Usługi szerokopasmowego dostępu do internetu oferowane będą pod marką Orange. Można się zacząć zastanawiać nad sensem ekonomicznym i biznesowym tej decyzji. Przecież na włożenie do umysłów ludzi nowej nazwy trzeba będzie wydać spore pieniądze, na których nadmiar spółka raczej nie cierpi w czasach kryzysu.

Już raz Francuzi przeprowadzili taką operację, gdy z Polskiego rynku zniknęła Idea i pojawiło się w jej miejsce właśnie Orange. Dobre dwa lata zajęło marketingowcom przyzwyczajenie nas do nowego brandu, a przypadku POPa zakończyło się to niepowodzeniem i Orange Go poszło do lamusa. Czy tym razem też się uda? Tego pewnie nikt nie wie.

Po co więc narażać się na spore wydatki, których ostatecznego efektu nie można być pewnym? Od znaku Orange polskie spółki płacą francuskiej matce opłatę. I wszystko jasne... Francuzi próbują podreperować swój budżet ściągając daniny z kolonii. Tak, właśnie! Ogólnie wiadome jest, że koncerny znad Loary traktują swoje zagraniczne oddziały tak, jak kiedyś traktowali kolonie. Jednym słowem wysysają z nich ile tylko mogą.

Przykład z Orange i neostradą nie jest tu odosobniony. Na rynku ogólnie wiadomo, że w innych firmach jest dokładnie tak samo. Wszystkie zakupy realizowane są przez centralę, która oczywiście nakłada na nie odpowiednią marżę. Nawet awanse i polityka kadrowo-płacowa uzależniona jest od centrali za granicą. I to wszystko w świetle ogólnie obowiązującego prawa. Co gorsza nic na to nie poradzimy. Musimy pogodzić się z tym, że bez własnego kapitału na zawsze zostaniemy tylko kolonią.

wtorek, 14 kwietnia 2009

Z czego składa się oprocentowanie mojego kredytu?

Pisałem już o bankach, które próbują renegocjować warunki już udzielonych kredytów z klientami a ostatnio także o możliwych kłopotach, które mogą czekać nasze banki. Co łączy oba te wpisy? Pokazują, że niektóre banki miały i maja problemy z prowadzoną przez siebie polityką cenową i sprzedażą. Okazuje się, że oprocentowanie kredytów, które oferowały było zbyt niskie. A co powinno bankowi pokryć oprocentowanie Twojego kredytu?

Od strony klienta oprocentowanie może być stałe, lub zmienne. Dodatkowo może być ustalane decyzją banku lub składać się ze stopy bazowej i marży. Jedyne o co powinieneś się zatroszczyć o by było ono dla Ciebie jak najkorzystniejsze.

Oprocentowanie kredytu można jednak rozpatrywać także od strony banku. Niezależnie jak jest ono konstruowane powinno pokryć trzy podstawowe części: koszt pieniądza, koszt ryzyka kredytowego oraz marżę banku. Jest to pewne uproszczenie, ale moim zdaniem są to trzy najważniejsze składniki. Spróbuję Ci je po kolei opisać.

Koszt pieniądza to w skrócie oprocentowanie jakie płaci bank za zdobycie środków, których potem udziela Ci w formie kredytu. W normalnych warunkach jest można przyjąć że jest to stopa WIBOR dla kredytów złotowych lub np. stopa LIBOR dla walutowych. Jednak obecnie rynek międzybankowy właściwie nie istnieje, dlatego też banki walczą o depozyty od klientów i słono za nie płacą. Dodatkowo zauważ, że większość depozytów to te o okresie do jednego roku, a kredyty udzielane są na o wiele dłuższe terminy.

Jeśli oprocentowanie kredytu dla Ciebie to tylko WIBOR plus marża, to bank udzielając Ci kredytu powinien w swoją marżę wpisać także ewentualne odchylenia kosztu pieniądza od stopy rynkowej w przyszłości. Te banki, które jeszcze niedawno walczyły o klientów coraz niższym oprocentowaniem kredytów zapomniały o tym i teraz próbują to sobie odbić podnosząc marże dla nowych kontraktów i renegocjując już zawarte. Jest to oczywiście niedopuszczalne! Trzeba było myśleć zawczasu.

Koszt ryzyka kredytowego to nic innego jak rezerwy na niespłacone kredyty. Nawet jeśli wierzyć w to, że większość ludzi biorąc kredyt nie myśli o tym, że go nie spłaci to jednak zdarzają się różne sytuacje życiowe. Ponieważ część kredytów nie jest spłacanych to bank już w momencie udzielenia kredytu zawiązuje jakąś część rezerw na wypadek, gdybyś przestał spłacać swoje raty. W tym celu powstają w bankach specjalne modele na podstawie których bank wylicza odpowiednią kwotę rezerw. Są one tworzone na bazie obserwacji z ostatnich trzech lat, a jak mnie pamięć nie myli to był to bardzo dobry okres dla naszej gospodarki i spłacalność była wysoka, a więc i rezerwy niskie. Teraz sytuacja się zmienia, a więc i koszty rezerw rosną – także w stosunku do już udzielonych kontraktów. Zauważ jednak, że w oprocentowaniu dla Ciebie koszty rezerw pokrywane są także w marży. I znów dochodzimy do tego, że banki które oferowały niskie marże mają teraz kłopoty, bo nie pokrywają im one wszystkich kosztów.

Trzeci składnik to marża, ale i ona nie jest jeszcze zarobkiem na czysto. Musi ona przecież pokryć w pierwsze kolejności koszty pracowników, którzy obsługują Twój kredyt i którzy Ci go sprzedali. Dopiero reszta stanowi zarobek banku. Nie wspominam już o kosztach systemów informatycznych, bo takie też przecież istnieją.

W czasach wzrostu gospodarczego banki prowadziły bardzo luźną politykę kredytową. Rynek międzybankowy funkcjonował normalnie, rezerwy były niskie. Konkurowały one niskimi marżami. Jak jednak już przeczytałeś, marża Twojego kredytu nie jest czystym zarobkiem banku – musi pokryć jeszcze ewentualne zmiany kosztu pieniądza w przyszłości, rezerwy kredytowe i koszty pracowników. Banki, które dawały kredyty na zbyt niskich marżach mają teraz spore trudności. Stąd właśnie możliwe tsunami. Szkoda tylko, że przez niefrasobliwość niektórych będzie cierpieć cała gospodarka.

piątek, 10 kwietnia 2009

Czy naszym bankom grozi tsunami?

Pewnie większość już słyszała o wypowiedzi Mateusza Morawieckiego – prezesa BZ WBK, o tym że naszym bankom grozi prawdziwe tsunami w tym roku i wiele z nich może mieć problemy z przetrwaniem. Ile w tym prawdy? Zastanówmy się czy banki mają kłopoty.

Pan Morawiecki roztacza taką oto wizję: Banki z jednej strony płacą dużo za depozyty (chociaż to się powoli kończy) i jednocześnie właściwie nie udzielają kredytów, a oprocentowanie tych które jeszcze dają jest zbyt niskie, aby pokryć koszt pieniądza. Jednym słowem bank więcej płaci za depozyt niż zarabia na kredycie. Taki paradoks ekonomii. Powoduje to, że marża odsetkowa banków gwałtownie spada, co pociąga także za sobą spadek zysków.

Jednocześnie z drugiej strony spowolnienie gospodarcze powoduje, że coraz więcej firm i ludzi ma problemy ze spłatą już zaciągniętych kredytów. Oznacza to, że banki muszą tworzyć na nie rezerwy co także uderza w ich wyniki. Jeśli jakiś bank prowadził luźną politykę kredytową i rozdawał np. karty kredytowe na prawo i lewo to może mieć teraz spore problemy.

Nie można zapominać o trzecim problemie, którego M.Morawiecki akurat nie wymienia, a o którym było już słychać przy publikacji przez banki wyników za IV kwartał. Chodzi mi oczywiście o wycenę papierów wartościowych. Duża zmienność rynku powoduje, że wyniki z tej pozycji wahają się jak w kalejdoskopie. Szczególnie dało się to we znaki ING, które popłynęło na polskich euroobligacjach i kosztowało ich to 280 mln PLN!!!

Można pomyśleć, że skoro banki kiedyś zarabiały to jak teraz będą miały straty to mają przecież z czego je pokryć. To prawda – będą pokrywać je ze swoich kapitałów. Banki obowiązują jednak co do nich pewne regulacje - m.in. powinny posiadać współczynnik wypłacalności na poziomie min. 8%, a obecnie Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) rekomenduje, aby zwiększyć jego poziom do 10%. Współczynnik wypłacalności powstaje poprzez podzielenie kapitałów własnych banku przez tzw. wymóg kapitałowy z tytułu różnych ryzyk (w tym 8% aktywów ważonych ryzykiem (RWA)). Można w skrócie powiedzieć, ze im więcej kredytów bank udziela, tym wyższe ma RWA (choć zależy to oczywiście od klasy ryzyka aktywów).

Dochodzimy zatem do sytuacji w której banki będą musiał zwiększyć swoje kapitały albo znacząco ograniczyć akcję kredytową. Biorąc pod uwagę to, że większość zagranicznych central naszych banków ma kłopoty, to pierwsze wyjście jest pewnie mało realne. Aby spełnić wymagania nadzoru banki zostaną zmuszone do jeszcze większego ograniczenia skali działalności. Jak już jednak kiedyś pisałem przykręcenie kurka z kredytami przez Banki pogłębi tylko spowolnienie i na dobre przyniesie nam do Polski recesję. Stąd dość rozsądny moim zdaniem głos prezesa BZ WBK, aby zastanowić się czy w warunkach obecnego kryzysu należy zacieśniać wymagania.

Warto tutaj jeszcze porównać podejście nadzoru w Polsce i USA do walki z kryzysem. W Polsce próbuje się wprowadzać kolejne ograniczenia, które zmniejszają dostępność kredytów i pogarszają wyniki banków. W Stanach jest całkowicie odmiennie. Financial Accounting Standards Board (FASB) wprowadziła właśnie nowe przepisy określające tzw. wartość godziwą (fair value) papierów dłużnych. Pozwalają one na dużo większą swobodę w wycenie i odchodzenie od wyceny rynkowej (mark-to-market), która powoduje ból głowy niejednego prezesa. Trochę naginając można stwierdzić, że będzie można wprowadzić do ksiąg wycenę jaką się tylko będzie chciało. Jasnym jest że to posunięcie pozwoli zmniejszyć odpisy i jednocześnie zwiększyć wyniki banków.

Widać różnicę? Nie oszukujmy się kryzys finansowy przyszedł i do nas. Oczywiście można się obruszać, że to co proponują w USA to kreatywna księgowość, ale na pewno nie pomoże nam to na rynku międzynarodowym jeśli zagraniczne banki będą pokazywały zyski a nasze straty. Trzeba tu znaleźć jakiś rozsądny kompromis, bo w końcu to chodzi o przyszłość nas wszystkich. Inaczej możemy mieć faktycznie prawdziwe tsunami.

niedziela, 5 kwietnia 2009

Najlepsze oprocentowanie lokat w kwietniu

Minęło już trochę czasu od ostatniego wpisu o najwyżej oprocentowanych lokatach, dlatego postanowiłem go zaktualizować. Niestety sytuacja zmieniła się dość znacznie i po kolejnej już obniżce stóp procentowych przez NBP oszczędzający mogą mieć już tylko gorzej. Powoli kończą się wysokooprocentowane lokaty zakładane na początku roku i Ci którzy mają lokatę na 10% w Open Finance mogą przeżyć prawdziwy szok! Ale do rzeczy. Oto lista moim zdaniem najlepszych obecnie na rynku lokat/kont oszczędnościowych:

1. Na pierwszym miejscu mój faworyt (ze względu na możliwość optymalizacji lokaty pod względem podatkowym – tak jestem tego maniakiem ;]) czyli eurobank. Konto oszczędnościowe na 6,06% i dowolna liczba bezpłatnych przelewów wewnętrznych. Lokaty od 1 do 3 miesięcy na 6% (z oprocentowaniem stałym, minimalna kwota 200 zł).

2. Po piętach depcze oczywiście Open Finance, który daje 7% na 12 miesięcy i 6% na 6 miesięcy (kwota minimalna 500 zł).

3. Ze stajni Leszka Czarneckiego dobre procenty daje także Getin Bank. Dają 7% na 3 miesiące lub 6% na rok (kwota minimalna 1000 zł).

4. Nie można zapominać o Meritum Banku – nowej marce BWE, który daje 7% na 3 miesiące i 6% na 6 lub 12 miesięcy (minimalna kwota 10 000 zł).

5. Teraz przyszedł czas na wymienienie Pocztowego, który ostatnio mocno zawiódł. Po Killerze ślad zaginął i pewnie nigdy nie wróci. Dla mnie to duże rozczarowanie, gdyż jego oprocentowanie spadło z 7% na 4,5%!! Jedyne co tam jeszcze godne uwagi to 6,35% na 6 miesięcy (kwota minimalna 1000 zł).

Reszta jak widać nie zasłużyła sobie na moją uwagę. Mam nadzieję, że pomogłem Ci wybrać najlepszą ofertę, choć sam przyznaję że na wspomnienie dawnych procentów łezka mi się w oku kręci. Ale jak to mówią – ‘to se ne vrati’.

A teraz jeszcze chciałbym napisać Ci krótko o tym, czym ostatnio znowu zbulwersował mnie mbank. Mam po raz kolejny ochotę powiedzieć mstop! Bank postanowił zmienić taryfę opłat i prowizji. Oczywiście ma do tego prawo, ale to co wymyślili jest naprawdę poniżej pasa. Od czerwca 2009 wprowadzają opłatę za zamówienie listy haseł jednorazowych 5zł od każdej. Jednym słowem okazuje się, że bezpłatny przelew kosztuje Cię minimum 10 groszy (hasła potrzebne są przecież nie tylko do przelewów!).

Już szybciej spodziewałem się wprowadzenie opłaty za konto niż takiego ruchu. Ja nie chcę korzystać z haseł smsowych i nie będę tolerował tego, że bank chce mnie do nich przymusić. Mówię mstop i całkowicie rezygnuję z usług mbanku. Powoli tak przyzwyczaiłem się do eurobanku, że spokojnie mogę płacić rachunki od nich (przelewy przez internet mają bezpłatne). Nie chce mbank zarabiać na moim osadzie, to nie!

czwartek, 26 marca 2009

Jak przetrwać kryzys?

Powoli chyba wszystkich dopadł ten kryzys i odpowiedź na pytanie z mojego poprzedniego postu na ten temat jest już dla wszystkich jasna. Myślę że większość z nas zna kogoś kto stracił obecnie pracę, o ile sami tego nie doświadczyliśmy. Czy możemy coś zrobić, aby być lepiej przygotowanym do przetrwania tych ciężkich czasów?


Niezależnie od tego, czy kryzys dotknął Cię bardziej czy mniej – możesz zmniejszyć jego wpływ na Twoje życie. Najważniejsze co powinieneś zrobić to zachować równowagę Twoich dochodów i wydatków. To nie jest najlepszy czas na zaciąganie kredytów i nie rób tego jeśli naprawdę nie musisz (banki zakręcają kurek z kredytami, więc wcale nie jest pewne że go dostaniesz). Jeśli już masz jakiś kredyt do spłaty, lepiej sprawdź jak elastyczny jest Twój domowy budżet.

Weź do ręki kartkę, długopis i kalkulator (lub jeśli wolisz włącz komputer i uruchom arkusz kalkulacyjny) i wypisz wszystkie swoje stałe miesięczne wydatki. A teraz sprawdź czy byłbyś je w stanie regulować gdyby Twoje dochody spadły o 10%, a następnie o 20% i 30%. Nadal będziesz w stanie regulować wszystkie swoje zobowiązania? Jeśli nie, lepiej już teraz przemyśl co powinieneś zmienić – tak na wszelki wypadek!

Myślisz, że przecież nie ma takiej potrzeby bo na razie nic się nie dzieje? A ja Ci odpowiem – lepiej zawczasu mieć gotowy plan w głowie. Pomyśl z czego najłatwiej będzie Ci zrezygnować? Niższy abonament telefoniczny, mniejsze wydatki na kino czy wyjścia ze znajomymi? To oczywiste oczywistości. Ale czy to wystarczy?

Przejrzyj swoje stałe wydatki i zobacz jaką stanowią część Twoich dochodów. Oczywiście im jest ona większa tym gorzej. I co najważniejsze – nie przepuszczaj nadwyżek finansowych. Nastał czas, gdy każdą złotówkę powinieneś obejrzeć dwa razy zanim ją wydasz. Zastanów się czy potrzebny Ci ten nowy telewizor? Czy koniecznie znów musisz zmieniać samochód? Nie namawiam Cię też do wcześniejszych spłat już zaciągniętych kredytów (chyba że wiesz że ich oprocentowanie jest mocno lichwiarskie!), gdyż lepiej mieć pewną poduszkę, która pozwoli spłacić kilka rat w przyszłości, gdybyś stracił pracę.

A co jeśli nie możesz już na bieżąco spłacać swoich kredytów? Najważniejsze to zacząć działać. Bank na pewno będzie się chciał dogadać i być może uda Ci się zmniejszyć ratę (wydłużając okres kredytowania). W końcu lepiej dla niego żebyś płacił mniej niż w ogóle. Innym rozwiązaniem są tzw. wakacje kredytowe, czyli okres w którym nie płacisz w ogóle, albo spłacasz same odsetki, dzięki czemu rata jest niższa.

Nie życzę Ci abyś musiał korzystać z tych rad, ale lepiej zawczasu wszystko przemyśleć niż potem w kłopocie próbować wymyślić coś na szybko.

O tym jak oszczędzać w kryzysie piszę w jednym ze swoim kolejnych wpisów.

czwartek, 19 marca 2009

Dzień trzech wiedźm - uważaj!

Jutro (w piątek) mamy na giełdzie dzień trzech wiedźm (triple witching day), gdyż jak zawsze na koniec trzeciego tygodnia, trzeciego miesiąca kwartału następuje dzień kiedy wygasają równocześnie kontrakty terminowe na indeksy akcji, opcje na indeksy oraz opcje na poszczególne akcje.

Sytuacja ta wiąże się zazwyczaj ze zwiększoną zmiennością rynku, gdyż oczywiście Ci którzy mają otwarte pozycje na wymienionych instrumentach pochodnych próbują przechylić szalę szczęścia na swoją stronę i zwiększyć swoje zyski, poprzez korzystne dla nich rozliczenie ceny. Jeśli jest to nie możliwe to próbują zrolować pozycję, czyli zamienić serię instrumentu na następną i przedłużyć okres rozliczenia i zamknięcia pozycji. W związku z tym kluczowa staje się ostatnia godzina notowań nazywana godziną cudów, gdzie wszystko może się wydarzyć.

Czemu Ci o tym piszę? Wydaje mi się, że wszyscy zapomnieli już jak w poprzedni dzień trzech wiedźm w grudniu KNF alarmował o możliwych spadkach na giełdzie. Okazało się bowiem, że pewna instytucja zagraniczna może chcieć manipulować kursami na polskiej giełdzie i w ten sposób zrealizować spore zyski, dzięki drenażowi naszego rynku.

Przez ten cały kryzys wszyscy chyba już o tym zapomnieli, a przecież głośno było wtedy, że instytucja ta po prostu zrolowała pozycję. Jeśli zatem planujesz jutro coś zadziałać na giełdzie – lepiej uważaj!! Może się okazać, że znów będziemy świadkami ‘cudofixu’.

A aby się odprężyć proponuję obejrzyj filmik o chocolatemanie :-) Pozdrawiam Panią od gołębi ;-) Jej dzień trzech wiedź pewnie nie grozi :D

poniedziałek, 16 marca 2009

Czy Banki zakręcą kurek z kredytami?

Ostatnio obiegła Polskę informacja, że Kredyt Bank chce segregować klientów i ma zamiar ograniczyć kredytowanie firm. Czy inne banki postąpią tak samo? Co to dla nas oznacza? Jest się o co martwić!

Do prasy wyciekła notatka dyrektora pionu korporacyjnego Kredyt Banku, która nakazywała pracownikom dokonanie przeglądu portfela klientów. Tym których zaangażowanie kredytowe jest większe niż 50% przychodów bank zamrozi kredytowanie. Oznacza to de facto zakręcenie kurka z kredytem sporej części dużych firm i zablokowanie inwestycji. Powstało pytanie, czy zagraniczne centrale banków wpływają na polską politykę kredytową i przez to odbijają sobie swoje straty na polskich spółkach-córkach. Nie oszukujmy się! Naiwny byłby ten, kto sądziłby że tak nie jest. Wiąże się to głównie z obawą o nadmierną koncentrację należności (kredytów). W końcu jeden kredyt dla dużej firmy to czasem nawet kilkadziesiąt, czy kilkaset kredytów dla osób fizycznych. Jednym słowem, gdy przewróci się jedna korporacja to trzeba będzie robić wielkie rezerwy na jeden kredyt. A przecież można rozdrobnić ten kredyt na małe kwoty i zdywersyfikować ryzyko. Nie mówię już o tym, że zazwyczaj kredyty konsumpcyjne są po prostu o wiele droższe niż ich korporacyjne odpowiedniki.

Ale co to dla nas oznacza? Mniejsze kredytowanie gospodarki, to mniej miejsc pracy i jeszcze większe pogłębienie się kryzysu. Jeśli firmy stracą dostęp do kredytu, to będą musiały ograniczać skalę swojej działalności i zaczną zwalniać personel. I tu okazuje się, że jesteśmy w zamkniętym kole. Więcej bezrobotnych to mniejsza konsumpcja, a mniejsza konsumpcja to mniejsza skłonność do kredytu wśród ludności, czyli mniej udzielonych kredytów konsumpcyjnych. Może się zatem okazać, że banki przykręcając kurek kredytowy dużym firmom same kręcą na siebie bicz, gdyż doprowadzi to tylko do pogłębienia się kryzysu i w ostateczności przecież spadku ich zysku.

Co moim zdaniem należałoby robić? Prezes BZ WBK mówi o tym, że potrzebne są gwarancje kredytów dla firm udzielane przez BGK lub Regionalne Fundusze Doręczeniowe. Pozwoliłoby to bankom na tworzenie mniejszych rezerw. Na razie jednak nie widać żadnych zmian w tym kierunku. Moim zdaniem powinien się w to włączyć Rząd z NBP. Mogliby wzorem swoich zachodnich odpowiedników pomagać tylko tym bankom, które nie zmniejszą swojego kredytowania. Przykładowo transakcje Repo, które banki zawierają teraz bardzo chętnie mogłby by być obwarowane założeniem, że min. połowę otrzymanych w ten sposób środków bank przeznaczy na nowe kredyty. Ale czy w tym naszym kraju ktoś o tym myśli? Wątpię.

niedziela, 8 marca 2009

50 najbezpieczniejszych banków na świecie

Magazyn Global Finance opublikował listę pięćdziesięciu najbezpieczniejszych ich zdaniem banków na świecie. Kryterium klasyfikacji było porównanie długoterminowych ratingów kredytowych oraz wielkości aktywów 500 największych banków świata. Pod uwagę brane były ratingi przyznane przez Standard & Poor’s, Fitch i Moody’s – czyli wiodące agencje ratingowe.






Co ja sądzę o takim rankingu? Moim zdaniem jest mało miarodajny. Przy tak zmiennym rynku nie ufałbym rankingom opartym na historycznych ocenach. Dodatkowo w moim przekonaniu niewiele osób z takich firm potrafi i chce znaleźć trupy czyhające w bilansach banków. Nie oszukujmy się – agencja ratingowa dostaje pieniądze za przeprowadzoną przez siebie ocenę, a więc zależy jej aby klient był zadowolony i wrócił ponownie. A jak coś się wydarzy zawsze będzie można powiedzieć, że to było nieoczekiwane i nie można było tego przewidzieć.

Oczywiście nie ma tutaj żadnego czysto polskiego banku, gdyż są one zbyt małe. Można zleźć kilka zagranicznych central banków operujących w Polsce. Na dzisiaj nikt nie przedstawił tego typu raportu dotyczącego banków w Polsce.

Nie trzymając Cię w niepewności już piszę, że najbezpieczniejszym bankiem na świecie jest niemiecki KfW (jego właścicielem jest w 80% niemiecki rząd, a resztę posiadają poszczególne landy). Z instytucji działających w Polsce wymieniono (na odpowiednich pozycjach):

5. Rabobank z Holandii (właściciel Rabobank Polska i akcjonariusz w BGŻ)
8. BNP Paribas z Francji (właściciel BNP Paribas Polska i być może niedługo Fortis Bank)
9. Banco Santander z Hiszpanii (właściciel Santander Consumer Bank)
19. HSBC z Wielkiej Brytanii (właściciel HSBC Polska)
20. Credit Agricole z Francji (właściciel Lukas Banku)
22. Nordea Bank ze Szwecji
25. Svenska Handelsbanken ze Szwecji (właściciel Handelsbanken Polska)
30. Deutsche Bank z Niemiec
31. Societe Generale z Francji (właściciel Eurobanku)
34. DnB NOR z Nowegii (współwłaściciel DnB NORD Polska)

Pełna lista najbezpieczniejszych banków dostępna jest tutaj.

Swoją drogą ciekawe co na temat bezpieczeństwa Deutsche Banku powiedzieli by Ci którym zawieszono niedawno na kilka dni możliwość wpłat i wypłat z ich funduszu DWS bo nie potrafił się on doliczyć wyceny jednostki. Okazało się że zainwestowali w jakieś irlandzkie papiery, które mocno straciły na wartości i w jeden dzień wycena DWSu spadła o 12%!!