sobota, 24 grudnia 2011

Co dalej z euro?

Jak uratować euro to pytanie które zadają sobie teraz tęgie głowy w całej Europie. Niektórzy uważają, że kluczem w rozwiązaniu tej sytuacji powinien być Europejski Bank Centralny. Inni, że strefa euro powinna być zostać ograniczona a słabsi członkowie usunięci.

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

Poniżej rozmowa dwóch niemieckich ekonomistów o przyszłości europejskiej waluty. J.Starbatty to emerytowany profesor ekonomii na Uniwersytecie w Tübingen. W 1998 roku złożył oficjalny protest przeciwko wprowadzaniu euro, i ponownie w zeszłym roku przeciwko pomocy dla Grecji. P.Bofinger, jest profesorem na Uniwersytecie w Würzburgu i jest członkiem zespołu ekonomistów, który doradza rządowi Republiki Federalnej Niemiec. Jedyne w czym się ci dwaj Panowi zgadzają to, że trzeba coś zrobić i to szybko.

Panie Starbatty, Panie Bofinger, czy euro można jeszcze uratować?

Starbatty: Wszystkie środki, które są obecnie planowane przyniosą efekty w długoterminowej perspektywie. A plan ratunkowy jest potrzebny już na teraz. Dlatego wielu polityków chce wyciągnąć tzw. bazookę i wpompować pieniądze w rynek poprzez Europejski Bank Centralny (EBC) lub wprowadzenie euroobligacji. Oba te sposoby są złe. Lepiej byłoby, aby zmniejszyć unię walutową do twardego jądra, które może utrzymać euro.

Bofinger: To byłaby katastrofa. Ale zgadzam się z Tobą, że czas jest najważniejszy. Wysokozadłużone kraje muszą być w stanie pożyczać z rozsądnymi stopami procentowymi, aby nie zbankrutować. Można to osiągnąć poprzez euroobligacje. A jeśli nie można ich wprowadzić tak szybko, EBC musi stabilizować cały system (finansowy). Działając w ten sposób nie powoduje wzrost inflacji, ale w rzeczywistości nie dopuszcza do deflacji.

Czy nie obawiacie się, że presja, aby przeforsować oszczędności i reformy zniknie tak szybko, jak EBC użyje bazooki?

Bofinger: Niemieccy politycy nie zauważyli, że te kraje już znacznie zmniejszyły swoje deficyty. W porównaniu do 2009 r. deficyty spadły we wszystkich krajach pogrążonych w kryzysie. Włochy są drugim najbardziej solidnym państwem grupy G-7, tuż za Niemcami. Rynki tego nawet nie zauważyły.

Starbatty: Politycy chcą zyskać na czasie dla zadłużonych krajów, pożyczając im pieniądze, w nadziei, że odzyskają je gdy te kraje wydobędą się z kłopotów. Ale ta strategia nie działa. Rynki to wiedzą stąd wzrosty stóp po których pożyczają im pieniądze.

Rentowność papierów idzie w górę, ponieważ inwestorzy sprzedają obligacje. Jak można zatrzymać ten odpływ inwestor?

Starbatty: Ponieważ punkty zapalne w strefie euro nie są izolowane, iskry przeskakują na zdrowe kraje. Każdy wie, że jeśli kraje słabsze mają być uratowane, dwa kraje - Niemcy i Francja - ostatecznie poniosą cały ciężar tej operacji. Tak więc najważniejsze pytanie brzmi: Jak długo jeszcze Niemcy są gotowi zapłacić? A jak długo Francuzi są w stanie płacić? Inwestorzy wierzą, że nie potrwa to już długo, tak samo i agencje ratingowe.

Bofinger: Dobrze opisałeś zachowanie strefy euro jak 17 różnymi krajami starającymi się rozwiązać problemy indywidualnie. W rzeczywistości, prawdziwe pytanie brzmi, czy Niemcy mogą być ostatecznym gwarantem dla wszystkich. Dlatego musimy odwrócić kolej rzeczy i powiedzieć: Teraz będziemy działać jako jedno ciało. Jeśli Włochy będą mogły korzystać z długu przez euroobligacje, zawsze będą w stanie zebrać potrzebne pieniądze, nawet jeśli musiałyby refinansować 300 mld euro w długu w przyszłym roku. To pozbawia spekulantów możliwości rozgrywania poszczególnych krajów przeciwko sobie.

Starbatty: Powiem to jeszcze raz: Myślę, że jest to złe rozwiązanie. Uwspólnianie odpowiedzialności zawsze powoduje nieostrożne obchodzenie się z pieniędzmi innych ludzi.

Bofinger: Oczywiście, obligacje muszą być powiązane z bardziej rygorystycznymi wymogami dotyczącymi dyscypliny fiskalnej.

Starbatty: Mieliśmy ustalone zasady: nie ma klauzuli ratunkowej...

... która oznacza, że żaden kraj euro nie może odpowiadać za długi innego.

Starbatty: Ale ta zasada została zepchnięta na margines. Pani Christine Lagarde, była minister finansów Francji, mówi, że naruszamy traktaty w celu ratowania euro. I to się powtórzy.

Bofinger: Nie sądzę, nie jeśli powstaną dobre zasady.

Starbatty: Myślę, że jesteś trochę naiwny. Ludzie wprowadzą nowe zasady budżetowe, aby wprowadzić euroobligacje i jak tylko będą je mieli, to zapomną o zasadach następnym razem gdy tylko pojawi się problem.

Bofinger: Z euroobligacjami, byłoby o wiele trudniej zdestabilizować cały system. Gdy wszystko jest zabezpieczone, mogę, jeśli to konieczne, wyrzucić wszystkie kraje, które nie przestrzegają zasad. Na przykład, każdy kraj będzie musiał mieć akceptację dla swojego budżetu przez Parlament Europejski. Jeśli jego polityka fiskalna zostanie uznana jako niewystarczająca będzie możliwe nałożenie dodatkowych obciążeń w postaci krajowych podatków.

To byłoby równoznaczne z unią fiskalną.

Bofinger: Nawet nie szli byśmy tak daleko. Wystarczyłby czasowy wzrost podatków od przychodu i podatku od towarów i usług (VAT). Możliwość ta będzie musiała być zapisana w konstytucjach poszczególnych krajów.

To jednak wymagałoby zmiany konstytucji krajowych.

Bofinger: Wierzę, że w zamian za euroobligacje większość krajów byłaby skłonna się na to zgodzić.

Starbatty: Cały czas mówisz "może" i "powinien". Takie zdania normatywne są nieprzekonujące dla ekonomisty, który pracuje z faktami. Do tej pory zawsze było tak, że to nie przepisy nie kształtowały zachowania, ale że w rzeczywistości zachowania miały wpływ na zasady.

Bofinger: Jeśli nie ma pewności w procesie politycznym, to przyzwolenie na wysadzenie wszystkiego w powietrze byłoby następnym logicznym krokiem. Ponieważ rynek nie działa jako narzędzie dyscypliny. Rynek jest chaotyczny. Do 2008 r. nie widział co się dzieje w Grecji, a następnie się obudził. Teraz nie zauważył, że kraje zmniejszyły swoje deficyty, w rzeczywistości nie rozróżnia niczego w ogóle.

Starbatty: Wpędzasz się w kłopoty gdy próbujesz wyeliminować prawa ekonomii. Mogę wam powiedzieć, co się stanie, gdy nastaną euroobligacje. Po dwóch lub trzech miesiącach napotkasz te same problemy jak poprzednio.

Więc na sam koniec EBC będzie musiał użyć bazooki?

Starbatty: Inflacja jest zawsze długoterminową konsekwencją finansowania się przez rząd za pośrednictwem banku centralnego. Jeżeli EBC ma taką samą ilość papieru i po prostu drukuje na nim większą wartość pieniężną to jest równoznaczne z fałszowaniem.

Bofinger: Gdzie są drukowane pieniądze? o czym ty mówisz?

Starbatty: Bazooka oznacza nic innego jak drukowanie pieniędzy.

Bofinger: Jeżeli EBC kupuje obligacje od banku komercyjnego, ten bank otrzymuje kredyt na swoim koncie w EBC. Ani jedno euro nie jest drukowane w takim przypadku. Inflacja może wystąpić tylko wtedy, gdy banki, z uwagi na niską stopę procentową banku centralnego, rozpoczęłyby udzielać kredytów na dużą skalę. Sposób, w jaki obecnie rozwija się gospodarka powoduje, że banki nie są teraz zainteresowane rozdawaniem kredytów dookoła. Ale nawet jeśli by tak robiły, EBC może podnieść stopy procentowe w każdej chwili aby ograniczyć akcję kredytową.

Starbatty: Prawo zabrania bankowi centralnemu finansować kraje w sposób bezpośredni. Oczywiście, to zależy od sytuacji gospodarczej, ale w dłuższej perspektywie fałszowanie pieniądza doprowadzi do inflacji. W przeszłości, jeśli władca wybił dwa razy tyle monet z tej samej ilości złota były one warte mniej. EBC powinien robić dokładnie to samo.

Bofinger: Mówisz o rosnącej podaży pieniądza. Ale to co robi EBC nie zwiększa podaży pieniądza. Ona zwiększa się tylko, gdy banki udzielają więcej kredytów. Poza tym to co robi EBC nie jest zabronione. To klasyczne operacje otwartego rynku, a nie bezpośredni zakup nowych obligacji rządowych.

Jeśli odpływ inwestorów od obligacji rządowych nadal się utrzyma, EBC nie będzie prawdopodobnie w stanie uniknąć skupu obligacji bezpośrednio od krajów

Bofinger: EBC ma tylko zasygnalizować, że nie pozwoli na wzrost oprocentowania tych obligacji powyżej 5 proc. Może to kontrolować przez rynek wtórny.

Starbatty: Myślę, że wykorzystanie euroobligacji i bazooki jest niebezpieczne. Myślisz, że one są wspaniałe.

Bofinger: Nie, ja tylko mówię, że jesteśmy w takiej sytuacji jak ta, którą mieliśmy na jesieni 2008 roku. System finansowy musi zostać ustabilizowany bezpośrednio, a następnie tak szybko jak to możliwe muszą zostać zmienione zasady. Ale powiedz mi, co to jest to czego Ty chcesz!

Starbatty: Konsolidacji euro!

Bofinger: Kogo? W jaki sposób?

Starbatty: Programy ratunkowe, które stanowią naruszenie traktatów, muszą być zatrzymane. Kraje, które uważają, że powinny być częścią strefy euro muszą się bardziej postarać. Ci którzy wolą wyjść tak, aby mogli zdewaluować swoje waluty i ponowne odzyskać konkurencyjność powinni to zrobić. W przeciwnym razie cała ta sprawa wybuchnie nam prosto w twarz. Zgadzam się z Tobą w tej sprawie.

Bofinger: Ale w takim przypadku, to naprawdę wybuchnie nam prosto w twarz. Kiedy kraje rozpoczną się wycofywać zadziała reakcja łańcuchowa.

Starbatty: Należy zaakceptować rzeczywistość, że kraje nie rozwiążą ich problemów w unii walutowej.

Bofinger: Ale te problemy nie są nam dane od Boga. Wynikają one z faktu, że Włochy i Hiszpania muszą płacić 7 procent odsetek.

Starbatty: Ze względu na swoje problemy!

Bofinger: Nie, ponieważ rynki są w panice. One nie reagują na dane fiskalne, albo inaczej Japończycy i Amerykanie, którzy nie starają się tak jak Włochy, również powinni płacić 7 lub 8 procent. Inwestorzy obawiają się po prostu o swoje pieniądze i mają stadną mentalność.

Starbatty: Nie. Inwestorzy zwracają szczególną uwagę, czy dany kraj może poradzić sobie ze swoimi długami. I kiedy czują, że nie może, wolą wyjść wcześniej niż później.

Bofinger: Ale to staje się samospełniającą się przepowiednią: im więcej inwestorów ucieka, tym wyższe są stopy procentowe i tym bardziej prawdopodobne staje się, że kraj może nie być w stanie obsługiwać swojego zadłużenia.

Starbatty: Włochy, zanim dołączyły do unii walutowej w 1995 roku miały 6,2-procentowy udział w rynku światowym. W 2009 roku było to tylko 2,8 proc. Jak ten kraj ma wygenerować niezbędne nadwyżki? Te problemy nie zostaną rozwiązane przez euroobligacji lub pieniądze z prasy drukarskiej.

Bofinger: Jeśli kraje takie jak Portugalia mają problem z konkurencyjnością to także dlatego, że, w znacznie większym stopniu niż Niemcy napotkały nową konkurencję z krajów takich jak Chiny i Rosja. To wydarzyłoby się i bez euro.

Starbatty: Ale gdyby mieli swoją własną walutę byliby w stanie ją zdewaluować.

Więc czy kraje strefy euro są zbyt różne, by być zespolone w jednej walucie, tak jak eurokrytycy twierdzili od początku?

Bofinger: Istnieją również duże różnice w zdolnościach produkcyjnych w Stanach Zjednoczonych. Problemem jest to, że my w Niemczech staraliśmy się zwiększyć swoją pozycję przez powstrzymywanie wzrostu płac. Teraz jasne, że była to błędna polityka. Przyczyniliśmy się do zmniejszenia konkurencji w obrębie strefy euro, podobnie jak Hiszpanie i Portugalii na drugim końcu.

Starbatty: Błąd polega na tym, że słabe kraje unii monetarnej nie zmieniły swojej polityki. One korzystały z niskich stóp procentowych zamiast modernizować swoje gospodarki. Niemcy zachowywali się inaczej, dlatego teraz mamy wyraźne różnice w unii walutowej. Niektóre kraje są zbyt konkurencyjne, podczas gdy inni nie mogą już nadążyć. Greckie euro jest znacznie zawyżone, a niemieckie euro jest mocno zaniżone. Dlatego, jak Chińczycy jesteśmy na ławie oskarżonych.

Czy różnice w unii walutowej mogą zostać zmniejszona, czy też silne kraje muszą wspierać słabych stałe?

Starbatty: Transfery są automatyczną konsekwencją, gdy mamy różne gospodarki w jednej unii monetarnej. Słaba stabilność importu i eksport miejsc pracy. Widać to w północnych i południowych Włoszech, a także w zachodniej i wschodniej części Niemiec. Będzie jeszcze więcej transferów, chyba że nastąpią jakieś zmiany. I nie wyniosą ok. 15 mld euro ile wyniosły w UE aż do teraz, ale będą o wiele większe. Ale to nie zadziała bez zmiany konstytucji, ponieważ strefa euro będzie się miała silne cechy federacji. W przeciwnym razie znów znajdziemy się przed Federalnym Sądem Konstytucyjnym. Musi odbyć się referendum w tej sprawie.

Bofinger: Nie widzę powodu, dla transferów na stałe na wysokim poziomie. Kraje są już w proces redukcji deficytu na rachunku bieżącym. Warunkiem jest, że gospodarka się nie zawali, że stopy procentowe pozostaną na rozsądnym poziomie i że potencjał wzrostu się zwiększy.

Starbatty: Ty zawsze mówisz zdania warunkowe. Jako ekonomista powinieneś wiedzieć, że konsekwencją unii i transferów jest nie jest to, że słabi nie są już słabi, ale że silni nie są już dłużej silni.

Jedynym sposobem, aby mówić o rozpadzie unii walutowej jest zdania warunkowe. Panie Starbatty, jak można to sobie wyobrazić w konkretny sposób?

Starbatty: Oczywiście będzie to bolesny moment jeśli rozpada się coś co przez 12 lat było razem. Ale i jest takie powiedzenie: Lepiej mieć przerażający koniec niż horror bez końca. (It's better to have an end with horror than horror without end)

Wyjście Grecji, Włoch i innych krajach miałoby dramatyczne konsekwencje dla systemu finansowego.

Starbatty: Jeśli Grecja przywróci drachmę, rynek będzie rozregulowany na początku. Ale to nie jest problem dla Grecji. Widzieliśmy, to samo stało się w Argentynie, Tajlandii i Indonezji.

Bofinger: Dewaluacja z pewnością nie byłaby rozkoszą dla tych krajów.

Starbatty: Nie, ale kraje te po raz kolejny stałyby się szanowanym członkami globalnej gospodarki. Oczywiście banki miałyby problemy jeśli Grecji by zbankrutowała. Nie da się wyciągnąć nic z kieszeni nagiego mężczyzny. Ale wtedy Grecja mogłaby zacząć wszystko od nowa.

Bofinger: Mówisz o Grecji, ale ignorujesz reakcję łańcuchową. To naiwne wierzyć, że mały statek popłynie po prostu po zrzuceniu trochę balastu za burtę. Kopiemy sobie dołek a na koniec będziemy sami w tym oceanie globalizacji. Nie, jedyne motto którym powinniśmy się kierować jest taki: wszystko albo nic. Jeśli uwolnisz dżina z butelki, nie zatrzyma się, dopóki nie wrócimy do poziomu z 1998 r.

Myślę, że jeden z tych Panów ma rację. Tylko czas pokaże który. Ja myślę, że jak butelka z dżinem stanie się za ciężka aby ją ciągle nosić przy sobie, to dżin sam z niej wyjdzie... tylko że wtedy my będziemy już zmęczeni drogą, którą zdążyliśmy przejść. A i powrót do punktu wyjścia będzie dłuższy.

Słowacy nie mają na szkoły a muszą płacić za długi Grecji, Czechy Estonia i Bułgaria mówią otwarcie o tym, że nie będą płacić za długi strefy euro, a Portugalczycy straszą finansową bombą atomową.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Światowe banki zwalniają!

Właściwie nie ma dnia, abyś czytał lub słyszał o kryzysie zadłużenia. Słowacy nie mają na szkoły a muszą płacić za długi Grecji, Czechy Estonia i Bułgaria mówią otwarcie o tym, że nie będą płacić za długi strefy euro, a Portugalczycy straszą finansową bombą atomową. Tymczasem europejski nadzór bankowy opublikował wyniki badania banków (tzw. stress-testów), wg. których europejskie banki potrzebują dofinansowania na poziomie 114,7 mld euro!

W czołówce najbardziej potrzebujących dofinansowania znajdują się banki greckie (30 mld euro), hiszpańskie (26,2 mld euro), włoskie (15,4 mld euro), niemieckie (13,1 mld euro) oraz francuskie (7,3 mld euro). Dodatkowy kapitał jest potrzebny bankom, aby spełnić przyjęte na szczycie UE w październiku wyższe wymogi dot. współczynnika adekwatności kapitałowej (współczynnika wypłacalności tzw. Core Tier 1 podwyższonego z 5 do 9%). Każdy bank został zobowiązany do przedstawienia regulatorom krajowym konkretnych planów działań dot. podwyższenia kapitału do końca tego roku, a nowe wymogi muszą zostać przez nie spełnione do czerwca 2012 r. Jeżeli banki nie będą w stanie same pozyskać odpowiednich kapitałów, to wesprą je najprawdopodobniej poszczególne rządy lub fundusz ratunkowy strefy euro. Może to jednak oznaczać ich częściową nacjonalizację.

Jednym ze sposobów na wyjście banków z kryzysu jest ograniczanie przez nich zatrudnienia. Poniżej lista największych światowych banków, które już ogłosiły programy zwolnień:

17. Ze względu na gorsze wyniki bankowości inwestycyjnej na zwolnienie 500 pracowników zdecydował się Deutsche Bank.

16. Zwolnienia ogłosił także będący własnością grupy Unicredit Hypovereinsbank (HVB). Zamierza zredukować swoje zatrudnienie o 700 osób, jednak do tej pory w ramach restrukturyzacji zwolnił już 2 500, a zatem pełny obraz zwolnień to 3 200 osób!

15. W celu wypełnienia wymagań Komisji Europejskiej HSH Nordbank musi zwolnić przynajmniej 900 osób do 2014 r.

14. Amerykański bank JP Morgan Chase ogłosił zwolnienie 1 000 swoich pracowników.

13. Nowy plan zwolnienia 1 400 osób ogłosił brytyjski Barclays, który zwolnił już także 1 400 osób w pierwszej połowie roku.

12. Zwolnienia nie ominą także amerykańskiego banku Goldman Sachs, który planuje zredukować swoją załogę o 1 400 osób. Na dziś bank ten zatrudnia ok. 35 000 ludzi.

11. Obecny także w Polsce BNP Paribas ma w planach zwolnienie 1 400 pracowników.

10. Francuskie Societe Generale planuje zwolnić 2 000 z 30 000 osób pracujących głównie w rosyjskiej spółce Rosbank, ale zwolnienia nie ominą także Polski.

9. Danske Bank - największy bank w Danii planuje zwolnić 2 000 osób.

8. Brytyjski Royal Bank of Scotland (RBS) zredukuje 2 000 osób, głównie w bankowości inwestycyjnej. Od początku kryzysu pracę w tym banku straciło już 27 500 osób!

7. ABN Amro planuje w przeciągu najbliższych trzech lat zredukować swoje zatrudnienie o 2 350 etatów. W większości ma to zostać przeprowadzone poprzez nie zatrudnianie nowych osób na miejsce odchodzących, ale wymagać to będzie także 1 500 dodatkowych zwolnień.

6. Swój plan zwolnień ogłosił także bank Credit Agricole, który pożegna się z 2 350 swoimi pracownikami.

5. Szwajcarski bank UBS ogłosił właśnie, że zwolni 3 000 osób.

4. Po znacznych stratach w sektorze asset management Credit Swiss zdecydował się zwiększyć liczbę zwalnianych pracowników do 3 500 (ze wszystkich 50 000!)

3. Plany oszczędnościowe banku Lloyds TSB mówią o zwolnieniu 15 000 osób. Bank ten od początku kryzysu zwolnił już 43 000 osób i został przejęty przez hiszpański Santander.

2. Z powodu zbyt szybkiego wzrostu kosztów w stosunku do przychodów zwolnienia planuje także HSBC. Aby oszczędzić zapowiadane blisko 3,5 mld USD potrzebne będzie rozstanie się z co dziesiątym pracownikiem, czyli pracę straci 30 000 ludzi.

1. Bank of America planuje redukcję 30 000 etatów, co pozwoli mu oszczędzić 5 mld USD. Nie jest to jednak ostatnie słowo i możliwe jest, że zwolnienia obejmą nawet 40 000 osób!

Niektóre z tych planów na pewno dotkną także Polski. Pamiętaj także, że wiele instytucji przeprowadzi ciche zwolnienia, bez nadmiernego angażowania uwagi opinii publicznej. Banki przestają być wymarzonym pracodawcą.

piątek, 16 grudnia 2011

Portugalczycy: Mamy finansową bombę atomową i nie zawachamy się jej użyć

Pisałem już o tym jak Słowacy pytali czemu mają płacić za długi Grecji, skoro nie stać ich na szkoły. Dziś wpis z drugiej strony - z pogrążonej w kryzysie Portugalii. Tekst pochodzi ze strony e24.no. Przyznaję że chętnie przeczytałbym teraz opinię tych chciwych niemieckich banków...

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

- Mamy finansową bombę atomową i możemy jej użyć przeciwko Niemcom i Francji - możemy odmówić zapłaty, mówi Pedro Nuno Santos wiceprzewodniczący największej opozycyjnej partii w portugalskim parlamencie - Partii Socjalistycznej.

- Dług jest naszą jedyną bronią i musimy ją wykorzystać, aby wymusić lepsze warunki. Recesja sprawia, że nie osiągniemy tego, co wymaga od nas 'troika'(UE, MFW, EBC). Musimy sprawić, aby dużym niemieckim bankom zadrżały kolana, powiedział Santos podczas protestu w czwartek wieczorem. Uważa on, że Portugalia, Włochy, Hiszpania i Grecja mogą być odgórnie sterowaney przez Francję i Niemcy, które stały się sobie bliskie w związku z kryzysem finansowym, a ostatnio w związku z piątkowym szczytem UE.

- To niepojęte, że kraje południa Europy nie robią tego samego co Niemcy i Francja. Oni byli zjednoczeni, powiedział Santos brytyjskiej gazecie 'The Telegraph'.

W czwartkowy wieczór odbył się kolejny protest przeciwko trudnym cięciom, które zaproponował rząd, aby przezwyciężyć deficyt. Przez ostatnie dwa lata Portugalia zmagała się z deficytem budżetowym w wysokości 10 procent produktu krajowego brutto, co spowodowało że zadłużenie państwa wzrosło ponad 100 procent PKB. Socjaldemokratyczny rząd kierowany przez Pedro Manuela Coelho, ma zamiar wprowadzić cięcia budżetowe w celu zmniejszenia deficytu do 3 procent PKB, jak uzgodniono w warunkach udzielonej Portugalii w kwietniu pożyczki 78 mld euro z UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wśród proponowanych zmian jest zmniejszenie wynagrodzenia pracowników publicznych przez między 8 a 16 procent w zależności od wysokości płacy. Ponadto wydłużono tydzień pracy do 42 godzin.

Poniżej treść zarysów nowego traktatu UE. Wyciekła w Wielkiej Brytanii po tym jak Francuzi zaczęli atakować brytyjską gospodarkę :-)

- Powinni zacząć obniżki od Wielkiej Brytanii, która ma większy deficyt, podobne zadłużenie i niższy wzrost niż my powiedział Christian Noyer, szef francuskiego banku centralnego. Francja jest jednym z 15 krajów, które agencja ratingowa Standard & Poor ostrzegła, że może obniżyć ich rating, ale teraz Francuzi próbują odwrócić jej uwagę na północ. Sam możesz porównać wyniki gospodarek Wlk. Brytanii i Francji.
New Treaty

środa, 14 grudnia 2011

Czechy Estonia i Bułgaria otwarcie - Nie będziemy płacić za długi strefy euro!

W nawiązaniu do wpisów na moim blogu dot. obecnego kryzysu zadłużenia w strefie euro - Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy? oraz Nie mamy pieniędzy na szkoły. Czemu mamy się zrzucać na fundusz ratunkowy UE? - mam dla Ciebie dodatkowe informacje. Czechy Estonia i Bułgaria powiedziały już otwarcie - Nie będziemy płacić za długi strefy euro! Z utęsknieniem czekam na taką samą odpowiedź z Warszawy.

Minister Finansów Estonii powiedział, że jego kraj nie weźmie udziału w pomocy w wysokości 200 mld euro (265 mld USD), którą inne kraje Unii Europejskiej za pośrednictwem Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) mają przekazać w celu ratowania strefy euro. Estonia nie uczestniczyła także w poprzedniej akcji ratunkowej MFW w 2009 roku.

Republika Czeska nie powinna przekazywać żadnych pieniędzy dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w celu pomocy najbardziej zadłużonym krajom strefy euro - Powiedział prezydent Vaclav Klaus. Klaus powiedział także, że taki krok byłby bardzo nieodpowiedzialny w sytuacji, gdy sama ​​Republika Czeska nie może poradzić sobie z własnymi długami.
Republika Czeska sama żyje z deficytem, którego jak widać, nie jest w stanie wyeliminować. W takiej sytuacji byłoby nieodpowiedzialnym zwiększanie naszego zadłużenia poprzez udzielanie dodatkowych pożyczek dla bardzo zadłużonych krajów, które pozwalają jedynie na dalsze odroczenie realnych rozwiązań - powiedział Klaus.
Czechy miały zapewnić 3,5 mld euro w całkowitym planie wynoszącym 200 mld euro.

Bułgaria nie będzie uczestniczyć finansowo w planie ratowania euro i nie zgadza się na ujednolicenie podatków - powiedział w parlamencie bułgarskim minister spraw zagranicznych tego kraju Nikołaj Mładenow.
Bułgaria nie jest stroną umowy o europejskim mechanizmie stabilności. Nie podejmowała ona zobowiązań o dobrowolnym wkładzie finansowym w ten mechanizm. Bułgaria nie ma obowiązku i nie zamierza przekazywać MFW dodatkowych środków finansowych - powiedział Mładenow, dodając, że kraj nie dopuści do dostosowania podatków do poziomu ogólnoeuropejskiego.
To nie Bułgaria spowodowała kryzys eurostrefy, nie będzie również krajem, który ją z tego wyciągnie - stwierdził. Mładenow podkreślił, że rząd nie podejmie decyzji o zaangażowaniu finansowym Bułgarii bez uzgodnienia z parlamentem i bez jego zgody na podpisanie zaproponowanego przez Brukselę porozumienia dotyczącego stabilizacji strefy euro. Przypomniał, że Bułgaria, tak jak Czechy i Szwecja, oświadczyła, że nie może podjąć takich decyzji bez zgody parlamentu.

Przywódcy irlandzkiej opozycji wzywają premiera Enda Kenny’ego, aby ogłosił referendum w sprawie nowego paktu – którego wynik prawie na pewno byłby negatywny – a prounijne partie opozycyjne Holandii atakują rząd mniejszościowy premiera Marka Ruttego, za jego zbyt uległe podejście przy negocjowaniu umowy.

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Czy Islandia może być wzorem dla zadłużonej Europy?

Prawie trzy lata po zapaści gospodarki spowodowanej upadkiem trzech dużych banków wydaje się, że Islandia powoli wychodzi na prostą. Czy można wyciągnąć jakieś wnioski z drogi którą przeszedł ten kraj, aby rozwiązać problemy zadłużonych krajów w Europie?

O kryzysie na Islandii pisałem już na swoim blogu, gdy wspominałem o akcji „Icelanders are NOT terrorists” będącej reakcją na blokadę islandzkich kont w UK po tym jak Islandczycy odmówili zwrotu oszczędności obywateli brytyjskich ulokowanych w upadłym islandzkim banku Icesave.

Jak to się zaczęło?

Jeszcze do niedawna wydawało się, że Islandia to istny raj na ziemi. Przeciętny roczny wzrost PKB wynosił 5% i obywatele tego kraju cały czas bogacili się dzięki wolnorynkowym reformom i deregulacji systemu bankowego. Pozwoliło to temu małemu krajowi stać się jednym z sześciu najbogatszych państw OECD.

Trzy największe islandzkie banki - Kaupthing, Landsbanki i Glitnir, przez lata zaciągały pożyczki w jednych krajach, by później inwestować je z zyskiem w drugich (m.in. w Wielkiej Brytanii). W czasach prosperity i taniego pieniądza taka taktyka przynosiła nie małe zyski, dlatego pożyczano na potęgę. Łączny kapitał inwestycyjny trzech największych islandzkich banków wyniósł ponad 100 mld dol. To aż 888 proc. rocznego PKB Islandii, który wynosi tylko 14 mld dol! Gdy cała gospodarka światowa rosła spłata ogromnych długów nie była problemem, ale splot zaczynającego się w 2008 r. kryzysu i nietrafionych inwestycji na rynkach finansowych wpędził Islandczyków w poważne kłopoty.

Jesienią 2008 r. cały dotychczasowy obraz Islandii prysł jak bańka mydlana. Bankierzy stracili na toksycznych długach miliony koron i do akcji ratunkowej wkroczył rząd. Znacjonalizował trzy największe banki na wyspie i przejął nad nimi kontrolę. Zmusił je do jak najszybszej sprzedaży ich zagranicznych aktywów, aby przetransferować zyski do kraju. Wszystko po to, aby wzmocnić spadającą na łeb na szyję koronę, której kurs w pierwszym roku kryzysu osłabił się względem euro aż o 70 proc!

Ze względu na brak możliwości finansowania się na rynku Islandia poprosiła MFW o pomoc. Po negocjacjach ten zgodził się udzielić wsparcia w postaci 6 mld USD pożyczki. W skład kredytującego konsorcjum weszły wtedy MFW, kraje skandynawskie, Wielka Brytania, Holandia i Polska, która zgodziła się pożyczyć 200 mln USD.

Jak sobie poradzono z kryzysem?

Jedną z inwestycji islandzkiego banku Landsbanki był internetowy Icesave w którym tysiące Brytyjczyków i Holendrów otworzyło konta i trzymało swoje oszczędności. Bank ten oferował dużo wyższe oprocentowanie niż większość brytyjskich instytucji finansowych, więc wiele osób skusiła jego oferta. Jednak po upadłości spółki matki na Islandii, klienci w UK nie mogli wypłacać pieniędzy ze swoich kont. Rozjuszyło to oczywiście Brytyjczyków i Holendrów, którzy zażądali natychmiastowego zwrotu długów.

Islandzki parlament przedstawił ustawę, która miała długiem prywatnych banków (wobec brytyjskich i holenderskich banków) wynoszącym 3,5 mld euro obarczyć islandzkie rodziny na 15 lat ze stopą procentową 5,5 procent. Spowodowało to wybuch niezadowolenia społeczeństwa, które wyszło na ulice i zażądało ogłoszenia referendum w tej sprawie. Sytuacja zrobiła się na prawdę ciężka i prezydent Olafur Grimsson zawetował proponowaną przez parlament ustawę a także ogłosił ogólnonarodowe referendum w tej sprawie. Jego wynik był jednoznaczny i 93% głosujących opowiedziało się za niespłacaniem długu wobec Wlk. Brytanii i Holandii.

W międzyczasie naciskany przez obywateli rząd zarządził sądowe dochodzenia mające ustalić kto odpowiada za kryzys finansowy i bankructwo banków. Ostatecznie specjalna komisja w liczącym 2 tys. stron raporcie wykazała, że kryzys i jego następstwa mogłyby być mniejsze, gdyby politycy i władze w Reykjaviku zareagowały wcześniej i lepiej, zamiast obarczać się wzajemnie odpowiedzialnością. Na szczycie listy winnych znalazło się siedem osób: były premier Geir Haarde, były szef islandzkiego banku centralnego David Oddsson, były minister finansów, jego kolega z resortu gospodarki, dwaj bankowcy banku centralnego oraz szef nadzoru finansowego.

Z dochodzenia wynika, że już w kwietniu 2008 r. nadzór finansowy informował rząd i bank centralny o niskim stanie kapitału własnego trzech islandzkich banków. Odpowiedzialność za to ponoszą islandzcy bankowcy, a nie błędy w europejskich regulacjach finansowych orzekła komisja.

Islandia przystąpiła do renegocjacji z Wielką Brytanią i Holandią sposobu wypłaty odszkodowań dla klientów upadłych banków. Na początku 2011 r. parlament Islandii zatwierdził porozumienie w tej sprawie, które przewiduje wypłacenie Wielkiej Brytanii i Holandii łącznie 3,8 mld euro tytułem utraconych przez ich obywateli wkładów. Nowa ugoda zapewnia Islandii zmniejszenie obciążeń odsetkowych i dogodniejsze terminy spłat. Władze liczą także na to, że 85 proc. należnej do wypłacenia kwoty sfinansuje z własnych środków islandzki bank Landsbanki, który był właścicielem Icesave.

Jaką naukę na przyszłość można wyciągnąć z islandzkiego kryzysu?

Islandia powoli wychodzi z kryzysu. Kraj notuje dodatni wzrost gospodarczy i wraca na rynki kapitałowe, a koszty kontraktów CDS są kilkukrotnie tańsze, niż podobne ubezpieczenia długu Grecji, Irlandii czy Portugalii. Ponieważ kraj pozwolił upaść swoim bankom, nie musiał zwiększać swojego zadłużenia tylko po to, aby wykupywać ich długi. "Islandia postąpiła bardzo dobrze zapewniając, że jej system płatniczy nadal działał, podczas gdy to wierzyciele a nie podatnicy ponieśli ciężar długów banków" powiedział Bloombergowi laureat Nagrody Nobla w ekonomii Joseph Stiglitz. "Z drugiej strony Irlandia zrobił wszystko źle. To chyba najgorszy model." dodał. Przypomnę, że Irlandia znacjonalizowała banki i przejęła ich długi. Tymczasem Islandia nie tworzyła żadnego specjalnego funduszu, który mógłby wykupić długi banków, ale po prostu pozwoliła im upaść.

Jeżeli członek strefy euro pozwoli upaść swoim bankom, cała strefa może ponieść tego konsekwencje w postaci obniżonego ratingu kredytowego i spadku wartości euro. Dodatkowo zgoda na default oznacza, że (przynajmniej tymczasowo) kredytorzy kraju ponoszą stratę. W przypadku obecnego kryzysu są to w większości niemieckie i francuskie banki. Stąd taka motywacja Angeli Merkel i Nicolasa Sarkozyego, aby nie dopuścić do niewypłacalności, która uderzy głównie w banki z ich krajów i sprowadzi kłopoty także na Francję i Niemcy. To tłumaczy także, dlaczego na włoskie i greckie długi nie chce się składać Wielka Brytania, której instytucje finansowe nie są tam znacząco zaangażowane.

Co dalej z euro?

Na przykładzie Islandii widać jak na dłoni, że to nie niewyobrażalne wręcz dokręcanie śruby zadłużonym społeczeństwom, ale zapewnienie im odpowiednich warunków i możliwości do spłaty zadłużenia w rozsądnym terminie i na uczciwych warunkach pozwoli im wyjść z kryzysu. Próba wyduszenia z ludzi jak najszybciej, jak największych pieniędzy na pewno nie przyniesie niczego dobrego. Skąd w polskich politykach taka potrzeba dołączenia do zrzutki na wykup obcego długu jakbyśmy naszego mieli za mało? Ja nie rozumiem i nie chcę płacić z własnej kieszeni za greckie czy włoskie długi niemieckim i francuskim bankom!

Argentyna - matka wszystkich bankructw

sobota, 10 grudnia 2011

Nie mamy pieniędzy na szkoły. Czemu mamy się zrzucać na fundusz ratunkowy UE?

Wpis jest tłumaczeniem tekstu opublikowanego na serwisie e24.no po uchwaleniu pierwszego funduszu ratunkowego UE i dotyczy sytuacji na Słowacji.

Jako ostatni z 17 krajów strefy euro, Parlament Słowacji uchwalił w zeszłym tygodniu zgodę na swój wkład do funduszu ratunkowego UE dla krajów z kryzysem zadłużeniem (głównie Grecji). Decyzja o oddaniu 7,7 mld euro zwiększa słowacki dług publiczny o 30 procent. Wśród ludzi jest jednak wielka niechęć do wypłaty pieniędzy. Aby przegłosować w parlamencie stosowną ustawę rząd obiecał podać się do dymisji i rozpisać nowe wybory.

- To szaleństwo. Grecy ukradli wszystko, a teraz chcą pieniędzy od nas?, powiedziała agencji Reuters 31-letnia młoda mama Dana Antasova w komentarzu do głosowania w parlamencie. Słowa Antasovej i innych wściekłych Słowaków obiegły cały świat.

- Grecy nie są problemem. To chciwe niemieckie i francuskie banki są problemem. I one nie chcą stracić ani grosza, mówi Antasova po decyzji Słowacji, która zgodziła się dołożyć do funduszu ratunkowego. Teraz obawia się, że w ten weekend na szczycie Unii Słowacja znów zostanie poproszona o to, aby wyłożyć więcej pieniędzy do wspólnego funduszu.

- Większość ludzi nie chce, abyśmy składali się na ten fundusz i jest zdenerwowana mówi Antasova.

- Wielu Słowaków zarabia 450-550 euro netto miesięcznie i nie akceptuje żadnych wyjaśnień, dlaczego powinni spłacać długi kogoś, kto zarabia trzy do pięciu razy więcej od nich, mówi. Słowacja jest wraz z Estonią jednym z najbiedniejszych krajów strefy euro. Na Słowacji, która zmaga się z 14-procentowym bezrobociem, średnia pensja jest taka sama jak płaca minimalna w Grecji.

- Mówi się nam, że nie ma wystarczających środków na utrzymanie szkół i służby zdrowia. Dlatego ludzie pytają: "Jeśli nie mamy pieniędzy na takie podstawowe usługi, a mamy pieniądze na fundusz ratunkowy?".

Gospodarka Słowacji jest ściśle związana z niemiecką. Wielu Słowaków czuje presję, aby wspierać udział kraju w funduszu ratunkowym, ponieważ obawiają się utraty pracy.

Słowacja była długa doceniana za swoją rygorystyczną politykę gospodarczą. Spełniła ona wymogi UE dot. długu publicznego. W tym samym czasie przeprowadzono także gruntowne reformy.

- Portugalia, Irlandia, Włochy, a nawet Francja i Niemcy nie stosują się do przepisów i ich zadłużenie jest wyższa niż dopuszczalne 60 procent produktu krajowego brutto, mówi Antasova. Jest przekonana, że Słowacja zostanie poproszona o zwiększenie swojego zaangażowania w fundusz ratunkowy UE.

- To co ludzie w UE powinni zrobić, to domagać się referendum. To są pieniądze ludzi i to oni powinni zadecydować, gdyż są tacy, którzy muszą ponieść konsekwencje, mówi Antasova.

O możliwym dalszym rozwoju kryzysu możesz przeczytać także w moim wpisie Co się stanie gdy Grecja ogłosi bankructwo?


poniedziałek, 5 grudnia 2011

Jak oszczędzać pieniądze w kryzysie?

Być może zabrzmi to dla Ciebie dziwnie lub śmiesznie, ale kryzys gospodarczy ma także swoje dobre strony. Recesja przyczynia się do poprawy efektywności wykorzystania własnych pieniędzy. Nie ma lepszego momentu aby dowiedzieć się więcej na temat oszczędzania pieniędzy niż w okresie kryzysu gospodarczego. Poniżej znajdziesz kilka pomysłów pozwalających w prosty sposób zaoszczędzić naprawdę konkretne pieniądze.

1. Połącz w jeden pakiet telewizji kablowej, internetu i telefonu, aby otrzymać zniżkę. Zapytaj u swojego obecnego operatora, ale z doświadczenia wiem, że nowi klienci częściej dostają lepsze oferty. Firmy liczą na to, że nie będzie Ci się chciało poświęcać swojego czasu na zmianę umów.

2. Sprawdź ofertę różnych dostawców prądu. Wiele osób nie wie, że w Polsce można obecnie wybrać sobie od kogo chcemy kupować energię elektryczną. Nie zaszkodzi rozejrzeć się czy inni nie mają dla Ciebie lepszej oferty.

3. Płać mniej za więcej - Coraz popularniejsze w Polsce są strony pozwalające na grupowe zakupy, dzięki czemu możesz skorzystać ze specjalnie przygotowanych zniżek. Co prawda najlepsze czasy już minęły, ale nadal można czasem znaleźć tam także coś dla siebie. Sprawdź strony takie jak grupon, gruper i inne.

4. Przed dokonaniem dużego zakupu porównaj ceny w internecie. Tutaj pomocne mogą być strony takie jak ceneo czy skąpiec. Pozwalają one sprawdzić ceny tej samej rzeczy w wielu sklepach internetowych. Dzięki temu masz pewność, że nie przepłacasz!

5. Sprawdź warunki Twojego konta bankowego. Może okazać się, że na wyciągu spora kwota to opłaty i prowizje, które oddajesz co miesiąc bankowi. Spokojnie znajdziesz dla siebie takie samo konto, które pozwoli Ci płacić mniej! Tutaj także pomocny może być internet.

6. Jeśli nie jesteś obecnie w stanie zapłacić rachunków, pamiętaj że rzeczy są zbywalne. Ewentualnie możesz poprosić o odłożenie w czasie płatności. Zawsze lepiej jest wcześniej zareagować i poinformować o tym bank czy usługodawce niż czekać aż naliczy Ci kolejne karne opłaty.

7. Korzystaj z bibliotek zamiast kupować książki, filmy, płyty CD lub DVD. Możesz być na prawdę zdziwiony ile różnych pozycji znajdziesz w bibliotece miejskiej/publicznej. W dzisiejszych czasach wiele filmów można oglądać za darmo w internecie. Strony takie jak ekino czy pecetowiec pozwalają obejrzeć na prawdę wiele i nie trzeba płacić za to nawet złotówki. Bogatą ofertę seriali znajdziesz na stronie iitv. Jak dobrze poszukasz to dowiesz się jak nie czekać po wygaśnięciu darmowego limitu - rozłącz modem/livebox i uruchom go ponownie :-)

8. Przyrządzaj swoje posiłki samodzielnie w domu. Na pewno będzie taniej i smaczniej. Jeśli nie jesz dużo może gotować większe porcje i ogrzewać je sobie przez kilka dni.

9. Staraj się samodzielnie wykonywać proste naprawy. W dobie internetu na pewno znajdziesz jakiś opis a może nawet filmik instruktażowy na youtubie. Ja na przykład samodzielnie pomalowałem swoje mieszkanie i cieszyłem się ile na tym zaoszczędziłem!

10. Bierz prysznic zamiast kąpieli w wannie. W ten sposób zmniejszysz ilość zużytej wody i zmniejszysz swoje rachunki.

O tym jak przetrwać kryzys pisałem już wcześniej na moim blogu. Polecam Ci także tamten wpis.